Ptujska Gora to niewielka miejscowość we wschodniej Słowenii, położona około 10 km na południowy-zachód od miasta Ptuj. Jej najcenniejszym zabytkiem jest usytuowany na szczycie malowniczego wzgórza (352 metry n.p.m.) monumentalny trójnawowy gotycki Kościół Marii Dziewicy (cerkev Device Marije). Świątynia ta wzniesiona została w drugiej połowie XIV wieku przez członków możnego Styryjskiego rodu hrabiów Celje. W XV wieku, kiedy to okoliczne rejony nękane były coraz częstszymi tureckimi atakami kościół otoczony został potężnym murem obronnym. Wtedy już świątynia ta stanowiła ważny ośrodek religijny i zarazem sanktuarium maryjne, do którego przybywały liczne pielgrzymki z całej Styrii. Tym, co przyciągało tu pątników był cudowny obraz Miłosiernej Marii Dziewicy z Dzieciątkiem, która swoim płaszcze okrywa i chroni zarówno bogatych jak i biednych. Podobno wśród postaci odnaleźć można ówczesnych hrabiów Celje, bośniackiego króla Tvrtko czy węgierskiego króla Zygmunta. Obecnie świątynia w Ptujskiej Gorze stanowi jeden z najcenniejszych zabytków architektury gotyckiej w Słowenii i zarazem jedno z najpopularniejszych miejsc pielgrzymkowych kraju. Zwiedzając kościół warto zwrócić uwagę na ufundowany przez Fryderyka II Cylejskiego wspaniały ołtarz z monumentalnym baldachimem z herbem hrabiów Cejle. Górująca nad całą okolicą charakterystyczna sylwetka kościoła widoczna jest nawet z oddalonego o przeszło 10 kilometrów Ptuja. Z powstaniem sanktuarium związana jest także jedna z miejscowych legend. Opowiada ona o ślepej dziewczynce, która dzięki gorliwym modlitwom całej rodziny do Marii odzyskała wzrok. W podzięce za ten cud, ojciec dziewczyny polecił wybudować kościół w miejscu gdzie dziewczyna po raz pierwszy zaczęła widzieć.

Sanktuarium dostrzegamy z daleka, bo – jak wiele słoweńskich kościołów – położone jest na górze. Docieramy tu pod wieczór. Po wyjściu z samochodu uderza nas cisza. Jedyne odgłosy, jakie dochodzą do naszych uszu, to śpiew ptaków, cykanie świerszczy i gwar dobiegający z baru „Ptujska Gora” naprzeciw kościoła. Kierujemy nasze kroki w stronę świątyni. Ta perła słoweńskiego gotyku za trzy lata obchodzić będzie swoje 600-lecie. Główny ołtarz jest właśnie odnawiany. Nasz zachwyt budzi znajdująca się w nim płaskorzeźba Matki Bożej, chroniącej ludzi pod swoim płaszczem. Jak to możliwe, żeby tak piękne sanktuarium stało puste?

Kościół bez młodych?

– Nie jesteśmy zbyt religijni – uśmiecha się Nadia, właścicielka pensjonatu, w którym mieszkamy, położonego kilkadziesiąt metrów od sanktuarium na Ptujskiej Gorze. To zdanie będziemy słyszeć w Słowenii bardzo często. Podczas wieczornej przechadzki spotykamy dwoje młodych ludzi – Melitę i Bekima, którzy przybyli tu na rowerach ze Slovenskiej Bistricy. Wychodzą z sanktuarium, więc nie zastanawiając się długo, pytamy o ich wiarę. – Lubię kościoły jako budowle, odczuwam w nich pewien rodzaj energii, który pozwala mi się uspokoić, zrelaksować. Ale instytucji Kościoła nie lubię – mówi Melita. – Wierzę w moc, która jest w nas. To jest nasz Bóg – stwierdza krótko Bekim. Są zgodni w opinii, że ich postawa jest typowa dla słoweńskiej młodzieży, zwłaszcza tej mieszkającej w miastach. – Religijni są ludzie starsi, głównie mieszkańcy wsi. Osobiście nie znam nikogo młodego, kto by chodził co niedziela do kościoła. Bywają tacy, którzy chodzą w większe święta, np. w Boże Narodzenie – dodaje Bekim. Nie dowierzamy, postanawiamy sprawdzić. Na porannej Mszy, która jest jedyną w dniu roboczym, zastajemy kilka starszych pań, dwie siostry zakonne i pięciu koncelebrujących franciszkanów. Po Mszy proboszcz sanktuarium, ojciec Janez Šamperl, zaprasza nas do siebie. Okazuje się, że język słoweński bardzo różni się od polskiego, dlatego porozumiewamy się po angielsku i włosku. Pomagają nam w tym dwie młode zakonnice: Jessica z USA i Timea z Węgier. Obie należą do Zgromadzenia Sióstr Mniejszych Maryi Niepokalanej i mieszkają przy sanktuarium.

Pod płaszczem Maryi

– To lekka przesada, że młodzi w ogóle nie chodzą do kościoła – twierdzi ojciec Šamperl. – Natomiast prawdą jest, że Słowenia wpisuje się w nurt sekularyzacji, charakterystyczny dla Europy Zachodniej. Za katolików uważa się ponad 70 proc. społeczeństwa, z czego praktykuje około 10 proc. Warto przypomnieć, że Słowenia jest jedynym, jak dotąd, krajem byłej Jugosławii, który należy do Unii Europejskiej. Wojna, która rozpoczęła się w 1991 roku, trwała tam zaledwie dziesięć dni. Słoweńcy, inaczej niż na przykład Chorwaci, nie mieli potrzeby budowania swojej tożsamości w opozycji do innych narodowości i wyznań. Szybko wybili się na niepodległość i zwrócili ku Zachodowi. Dziś w Słowenii sporo ludzi jest nawet negatywnie nastawionych do Kościoła. Przyczyniły się do tego także afery, m.in. pedofilskie, z udziałem niektórych słoweńskich duchownych. Zostały one bardzo nagłośnione przez media, niezbyt przychylne instytucji Kościoła. Różnie też układały się stosunki między rządem a Kościołem. Dotąd nie udało się na przykład podpisać konkordatu. Jednak, zdaniem oj- ca Janeta, tradycyjna religijność jest ciągle żywa wśród Słoweńców: – Ludzie gromadzą się w ruchu Focolari, Odnowie w Duchu Świętym, Rodzinie Świętego Franciszka. Młodzi chętnie spotykają się, by modlić się śpiewem. Najwięcej osób przybywa na Ptujską Gorę w święta maryjne. Wtedy gromadzi się tu nawet 8 tys. pielgrzymów. Rocznie zagląda ich do sanktuarium około 60 tys. Przyjeżdżają z całej Europy, także z Polski, często po drodze z Medjugorie. Chcą choć przez parę minut pomodlić się do Maryi, która wszystkich chowa pod swój płaszcz. Na tutejszej płaskorzeźbie artysta umieścił, oprócz Matki Bożej, aż 82 postaci. Ich twarze to portrety prawdziwych ludzi, żyjących na początku XV wieku. Czy dzisiejsi Słoweńcy chcą uciec spod tego płaszcza? Niektórzy pewnie tak. Ale siewcy – tacy jak ojciec Janez – ciągle sieją tu słowo Boże. Jaki plon wyda to ziarno, okaże się w przyszłości.

Media

Godziny otwarcia

Poniedziałek

-

Wtorek

-

Środa

-

Czwartek

-

Piątek

-

Sobota

-

Niedziela

-

Adres

Nasz Adres:

Ptujska Gora 40 2323 Ptujska Gora, Slowenia

Telefon:
Skontaktuj się