Madonna skradziona papieżowi

O pięknym polskim sanktuarium maryjnym trzeba opowiedzieć inaczej. Bowiem Kodeń ma w sobie tak wielkiego ducha, że trzeba śpiewać o nim…
„Jest na ziemi tylko jeden taki obraz, jak żył w dziejach świata tylko jeden taki człowiek. Na kilka lat połączyły ich wspólne, burzliwe losy, po czym człowiek odszedł do Boga, Bóg zaś pozostał w miejscu, gdzie za sprawą szalonych czynów zamieszkała Matka Boża i Boży Syn”. Tak można by rozpocząć opowieść o pięknym wizerunku Maryi Kodeńskiej i pięknej pobożności Mikołaja Sapiehy, historię, która definiuje naszą polską maryjność i wyjaśnia światu, dlaczego – gdy inne narody gubią swe duchowe skarby – my pozostajemy wciąż wierni swej Matce, a przed papieżem klękamy w pokorze. Sapieha to ikona naszych dusz, a Kodeń to dzieje naszego życia w Bogu.
Nie przesadzam? Przekonajmy się wspólnie.
Mikołaj Sapieha żył w XVII w. Był pobożnym polskim magnatem – bogatym, ale takim, co rozumie, iż niebo jest ważniejsze od doczesności. Nie patrzył on na majątek, ograniczając się do własnych ziemskich potrzeb. Zaczął budować świątynię, w której chciał być blisko Boga – on sam i jego lud. Nie dokończył dzieła, dotknął go bowiem paraliż. Chorobie stawił czoła dumnie i z wiarą. Namówiony przez żonę wybrał się w pielgrzymkę do Rzymu, gdzie został przyjęty przez Urbana VIII. Papieża, urzeczony duchowością polskiego szlachcica, zaprosił go do swej prywatnej kaplicy na Watykanie, gdzie odprawił w jego intencji Mszę świętą.
Tam wszystko się zaczęło… Najpierw Sapieha zobaczył Obraz. Był w jego oczach tak piękny, że oczu nie mógł od niego oderwać. Patrzył na niego w zachwyceniu i widział, że Maryja spogląda na niego z dziwnym uśmiechem, który zwiastował mu coś niezwykłego. Wtedy nie wiedział jeszcze, co stanie się za chwilę, jaki dar od Niej otrzyma i do czego doprowadzi go szalona miłość.
Bo oto podczas świętej liturgii odprawianej przez papieża Sapieha zostaje uzdrowiony. Wie z niezachwianą pewnością, że łaskę tę otrzymał nie od papieża, ale od Matki Najświętszej – Tej spoglądającej na niego z cudownego wizerunku…
No i właśnie… Ten obraz nie miał do tamtej pory sławy cudownego. Był piękny, miał w sobie jakąś tajemniczość, wiązały się z nim starożytne podania. Niemal 1000 lat modlili się przed nim papieże, którzy musieli cenić (kochać?) tę dziwną Madonnę, skoro pozostawała Ona przy nich przez kolejne wieki, a gdy Jej niespodziewanie zabrakło, gniew papieża był ogromny. Tyle że potężna miłość Matki okazała się jeszcze większa. Bo Maryja kocha szalonych.
Uzdrowiony Sapieha błagał Urbana o podarowanie mu obrazu. Trzeba przyznać, że nie znał umiaru: prosić o coś takiego to jak chcieć wyrwać tysiącletnie drzewo, by przesadzić je w inne miejsce. Ale Mikołaj nie bał się prosić o rzeczy niemożliwe. Gdy napotkał opór jak skała, postanowił papieską skałę ominąć – ukradł obraz i uciekł z nim z Rzymu, myląc papieskie pogonie. Nie zawrócił z drogi, choć rzucona na niego klątwa odebrała mu prawo wejścia do katolickich świątyń, uczestniczenia we Mszy świętej czy korzystać z daru spowiedzi. Oddalał się od Stolicy Świętej coraz bardziej, aż wreszcie stanął w swoim Kodniu. Tam, w nowo wybudowanym kościele, umieścił swój Skarb. Ponieważ nie wolno mu było wejść do świątyni, adorował swoją Madonnę przez okienko zrobione w pomieszczeniu nad zakrystią. A nowa Pani Kodnia dalej się do niego uśmiechała, zaś przybywającym do Niej udzielała łask nie mniejszych niż ta pierwsza, która uczyniła Mikołaja szalonym.
Na papieża się nie gniewał, więcej, bronił go. Gdy po trzech latach książę udał się na sejm, rozgorzała na nim dyskusja, okazało się bowiem, że Władysław IV chce zawrzeć związek małżeński z protestantką. Pełne żaru wystąpienie Sapiehy zadecydowało o zarzuceniu przez króla tych zamiarów. Dowiedział się o tym papież i wdzięczny za ocalenie Polski przed wpływami reformacji zdjął z niego klątwę, nakazując jednocześnie, by szlachcic raz jeszcze przybył z pielgrzymką do Wiecznego Miasta. Uradowany Sapieha wyruszył w drogę pokutną, blisko pół roku wędrując pieszo do Rzymu. Papież, zachwycony jego pokorą i gorliwością nie tylko wszystko mu przebaczył, ale i zezwolił, by ukradziona Madonna pozostała w Kodniu, polskiej duszy podarował też liczne relikwie, które Sapieha złożył – jak wszystko – u stóp swej Cudownej Pani.

Tak wygląda duchowa historia Kodnia. I choć późniejsze losy nie oszczędziły tego miejsca, dziś jest tam świątynia zbudowana dla Matki Bożej i Obraz, który tak bardzo do nas przemawia. Zachęca nas do miłowania Maryi – do miłości szalonej, gotowej na czyny aż nieobliczalne. I do budowania swej pobożności przede wszystkim na fundamencie maryjnym, on bowiem pozwoli nam wznieść swe duchowe świątynie wysoko, aż ku niebu.
Jan Paweł II – też maryjnie szalony – uczył: „Życie kościoła posiada autentyczny «profil maryjny», wymiar «maryjny» . . . Profil maryjny jest dla Kościoła równie, a może nawet bardziej istotny i charakterystyczny, jak głęboko z nim związany profil apostolski i Piotrowy… Maryjny wymiar Kościoła znajduje się przed wymiarem Piotrowym… Niepokalana poprzedza wszystkich, a więc także samego Piotra i Apostołów. Dzieje się tak także dlatego, że jedynym celem ich potrójnego munus [misji] jest budowanie Kościoła według tego ideału świętości, którego pierwowzorem jest Maryja”. Papież przypomina: „Maryja jest «Królową Apostołów», ale nie rości sobie prawa do władzy apostolskiej. Jej władza jest inna i większa”.
Szalone polskie dusze rozumieją to szczególnie.

Media

Transmisja online:

https://worldcam.live/pl/webcam/koden

Adres

Nasz Adres:

Klasztor Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej, ul. Rynek 1, 21-509 Kodeń

Telefon:
Skontaktuj się