Basílica de Santa María de Guadalupe

Matka_Boza_z_GuadalupeSanktuarium Matki Bożej z Guadalupe jest, zaraz po Watykanie, największym i najczęściej odwiedzanym miejscem kultu chrześcijańskiego na świecie. Rocznie odwiedza go średnio od 10 do 20 milionów pielgrzymów. Sanktuarium powstało na wyraźne żądanie Najświętszej Maryi Panny podczas pierwszego Objawienia Juanowi Diego mającego miejsce na wzgórzu Tepeyac dnia 9 grudnia 1531 roku.
W miejscu, gdzie Matka Boża objawiła się ubogiemu Indianinowi, wkrótce wybudowano małą kaplicę. Później ją powiększono, a z czasem wybudowano olbrzymią bazylikę pod wezwaniem Matki Bożej z Guadalupe. Od samego początku jej istnienia dokonują się tu nieustannie cudowne nawrócenia i uzdrowienia.

Obecny kościół został wybudowany w pobliżu wcześniejszej, 16-wiecznej Bazylik ukończonej w 1709 roku. Kiedy stara bazylika, wybudowana na podmokłym gruncie, w wyniku trzęsień ziemi poczęła obracać się w ruinę, kilkanaście lat temu powstało nowe Sanktuarium, w którym został umieszczony cudowny obraz. Nowe Sanktuarium zostało ukończone w 1976, a zaprojektował je wielki meksykański architekt Pedro Ramirez Vasquez (autor m.in. Muzeum Antropologicznego i Stadionu Azteków).

Nowa Bazylika przypomina swoim kształtem wielki, okrągły namiot, wznoszony niegdyś na pustyni, ten, który Bóg polecił Mojżeszowi wznieść u stóp góry Synaj. Na szczycie Bazyliki znajduje się krzyż, którego podstawą jest litera M oznaczająca zarówno Maryję jak i Meksyk. Nowa Bazylika może pomieścić ok. 12 tys. osób, a na samym placu przed Bazyliką jest miejsce dla ok. 30 tys. To właśnie w nowej Bazylice, na centralnym pilastrze, znajduje się cudowny Obraz Najświętszej Maryi Panny z Guadalupe. Dzięki okrągłemu kształtowi Bazyliki, obraz Matki Bożej może być widziany z każdego punktu kościoła.

MATKA BOGA PRAWDY

Guadalupe 1531

W 1531 r., w dopiero co odkrytym przez Kolumba Nowym Świecie, miało miejsce pierwsze zatwierdzone przez Kościół objawienie Maryjne. I to jak niezwykłe, jak cudowne, jak owocne! Zacznijmy naszą opowieść o nim, przytaczając dokument aztecki, w którym opisano szczegółowo całe wydarzenie. Historia ta została opracowana jeszcze za życia św. Juana Diego albo tuż po jego śmierci (czyli w latach 1548–1560) i – co ciekawe – w środowisku indiańskim i w języku indiańskim. Zawdzięczamy to azteckiemu notablowi nawróconemu na chrześcijaństwo, bratankowi samego Montezumy. Dzieło to nazwane zostało „Nican Mopohua”, tak brzmią bowiem pierwsze słowa tej opowieści..

Zapoznajmy się z azteckim dokumentem. Nie godzi się chyba przerywać komentarzami tak niezwykłego tekstu, dlatego na jego analizę znajdziemy stosowną chwilę po zakończeniu lektury. 

Nican Mopohua

„Opowiedziany jest tu po kolei (Nicam Mopohua) sposób, w jaki zawsze Dziewica, święta Maryja, Matka Boga, nasza Królowa, ostatnio cudownie ukazała się w Tepeyac, znanym jako Guadalupe. 

Był sobie pokorny człowiek z ludu, Juan Diego. Szedł, aby kontynuować naukę o Bogu i jego przykazaniach w małym kościele w Tlatilolco… Zaczynało świtać, gdy doszedł do podnóża wzgórza Tepeyac. Usłyszał śpiewanie ze szczytu pagórka, brzmiące jak pieśń wielu ptaków… Ich śpiew, bardzo łagodny i miły, przewyższał [pięknem głosu] ptaka coyoltototl i tzinizcan i inne pięknie śpiewające ptaki. Juan Diego zatrzymał się, aby popatrzeć, i pomyślał: «Czyż to możliwe, bym był godzien tego, co słyszę? Może śnię?…». Patrzył na wierzchołek i na świtanie na wschodzie podnóża góry, aby zobaczyć źródło tego pięknego niebiańskiego śpiewu, kiedy nagle śpiew ucichł i zapadła cisza, a on usłyszał kogoś nawołującego go ze szczytu góry, mówiącego: «Juanie, najdroższy Juanie Diego».

Wspiął się w stronę tego głosu… Kiedy osiągnął wierzchołek, ujrzał stojącą tam Niewiastę, która powiedziała mu, aby podszedł bliżej… Jej szata promieniowała jak słońce, a stroma skała, na której spoczywała Jej stopa, wyrzucała z siebie promienie światła i wyglądała jak bransoleta z drogocennych kamieni; nawet ziemia lśniła mgiełką tęczy. Krzewy mesquite i inne nic nieznaczące zioła, które zwyczajnie tam rosną, wyglądały jak szmaragdy, liście jak piękne turkusy, gałęzie i kolce jak świecące złoto.

Pochylił się przed Nią… Mówiła: «Posłuchaj, Juanie, mój najdroższy i najmłodszy synu, dokąd idziesz?». Odpowiedział: «Moja Pani, moja Królowo i moja mała Dzieweczko, idę do Twego domu w Mexico-Tlatilolco, aby kontynuować naukę o Boskich tajemnicach przekazywanych nam przez obrazy Pana naszego, przez naszych kapłanów». 

Przemówiła tedy Ona, objawiając swą błogosławioną wolę, mówiąc: «Wiedz z niewzruszoną pewnością, mój najdroższy, najmniejszy i najmłodszy synu, że jestem doskonałą i zawsze Dziewicą, Świętą Maryją, Matką Boga prawdy, przez którego wszystko żyje, Pana wszystkich rzeczy, jakie są wokół nas, Pana nieba i ziemi. Bardzo gorąco pragnę, aby w tym miejscu wzniesiono dla mnie mały dom, w którym Go ukażę, wywyższę i sprawię, że się objawi. Dam Go ludowi w mojej całej osobistej miłości, w moim współczuciu, w mojej pomocy, w mojej obronie: ponieważ prawdziwie jestem twą miłosierną Matką, twoją i wszystkich ludzi, którzy żyją razem w tym kraju i wszystkich innych ludzi różnych przodków, moich umiłowanych, którzy Mnie kochają, tych, którzy Mnie szukają, tych, którzy Mi ufają. Tu wysłucham ich łkania, ich narzekań, i uzdrowię ich ze smutku, ciężkich doświadczeń i cierpień. Aby spowodować to, co moje pełne współczucia i miłosierne serce stara się osiągnąć, musisz pójść do siedziby biskupa Meksyku i powiedzieć mu, że posyłam cię, aby pokazać, jak usilnie pragnę, aby zbudował mi świątynię tu w dolinie; opowiesz mu dokładnie wszystko, co widziałeś, podziwiałeś i słyszałeś.

Wiedz z niewzruszoną pewnością, że bardzo to docenię, będę wdzięczna i wynagrodzę cię. A ty? Zasłużysz na nagrodę, którą dam ci za twoje zmęczenie, trud i kłopoty, jakie ściągnie na ciebie moja misja. Teraz, mój najdroższy synu, usłyszałeś mój oddech, moje słowo; idź już i zmobilizuj swe najlepsze siły».

Na to on pochylił się przed Nią i powiedział: «Moja Pani, idę teraz zanieść Twoje polecenie; teraz ja, Twój biedny sługa, opuszczam Cię». Następnie zszedł ze wzgórza, całkowicie oddany wypełnieniu Jej polecenia… Bez zwłoki poszedł do siedziby biskupa… Przekazał mu orędzie Pani z nieba, mówiąc mu wszystko, co podziwiał, co widział i słyszał. Biskup, po wysłuchaniu opowiadania i orędzia, wydawał się mu nie wierzyć… Wyszedł [Juan Diego] smutny… Idąc prosto w stronę wierzchołka wzgórza, zastał Panią z nieba czekającą na niego w tym samym miejscu, gdzie ujrzał Ją po raz pierwszy… . Powiedział: «Błagam cię, moja Pani, Królowo i moja mała Dzieweczko, abyś posłała z orędziem kogoś z zacnych, którzy są potężni, znani i szanowani, a zostanie ono uwierzone; jestem bowiem człowiekiem bez znaczenia, drugorzędną postacią, zaledwie uczniem…».

Najświętsza Dziewica… odpowiedziała: «Posłuchaj mnie, mój najmłodszy i najdroższy synu, wiedz z niewzruszoną pewnością, że nie brak mi sług i posłańców, którym mogę dać zadanie poniesienia moich słów, którzy przeprowadzą moją wolę. Ale bardzo potrzeba, abyś ty błagał w mojej sprawie i żeby dzięki twej pomocy i pośrednictwu moja wola została spełniona. Mój najmłodszy i najdroższy synu, nalegam i usilnie polecam ci iść znowu jutro do biskupa…». 

Juan odparł: «Moja Pani, Królowo, moja mała Dzieweczko, nie chcę Ci sprawiać udręki, bólu czy smutku Twojemu sercu; pójdę bardzo chętnie, jak polecasz; w żadnym przypadku nie poddam się ani nie będę tego uważał za jakikolwiek kłopot. Pójdę wypełnić Twe życzenie; ale mogę nie zostać wysłuchany, a jeśli zostanę, nadal mi nie uwierzą. Jutro po południu, kiedy słońce zajdzie, powrócę, aby złożyć ci sprawozdanie o odpowiedzi biskupa…».

Następnego dnia… nalegał na zobaczenie się z biskupem i po wielu trudnościach pozwolono mu. Uklęknąwszy przed nim, powtórzył ze smutkiem i we łzach żądanie, jakie przyniósł od Pani z nieba… Biskup, aby zweryfikować rzecz, postawił wiele pytań… Ale nie był zdolny działać bez dalszego dowodu. Powiedział, że nie może spełnić polecenia, jedynie opierając się na jego słowie i prośbie, ale że trzeba dać mu znak, iż orędzie wyszło od samej Pani z nieba… 

Juan Diego spotkał się z Najświętszą Dziewicą, przekazując Jej odpowiedź biskupa. Wysłuchawszy go, powiedziała: «To dobrze, mój najmłodszy i najdroższy synu. Powrócisz tu jutro, abyś mógł wziąć znak, o który on prosi. Wówczas uwierzy i nie będzie już wątpił ani nie będzie podejrzliwy wobec ciebie. I wiedz, mój drogi synu, że wynagrodzę ci twoje zaangażowanie, pracę i trud dla mnie. Teraz już idź, będę tu jutro czekała na ciebie».

Wróciwszy w niedzielę do domu, zastał swego wuja, Juana Bernardino, poważnie chorego i w niebezpieczeństwie śmierci… Następnego dnia, w którym Juan Diego miał iść odebrać znak dla biskupa, aby ten uwierzył, nie wrócił [na wzgórze]. W nocy wuj błagał go, aby poszedł do Tlatilolco i sprowadził kapłana, wiedząc, że jego czas nadszedł i że nigdy już nie wróci do zdrowia.

We wtorek, wczesnym rankiem, Juan Diego był już w drodze do Tlatilolco po kapłana. Kiedy zbliżył się do drogi biegnącej u podnóża Tepeyac w kierunku zachodnim, która była jego zwykłą trasą, pomyślał: «Jeżeli pójdę prostą drogą, Pani może mnie zobaczyć i zostanę zatrzymany przez znak, jaki będzie chciała mi dać. Muszę się spieszyć, aby najpierw sprowadzić kapłana, ponieważ mój biedny wuj niespokojnie na niego czeka». Tak więc Juan Diego wybrał inną ścieżkę, okrążającą wzgórze… Myślał, że w ten sposób uniknie spotkania się z Nią, ale Ona obserwowała go z miejsca, w którym ujrzał Ją przedtem.

Zstąpiła ze wzgórza, zaszła mu drogę i powiedziała: «Co się dzieje, mój najdroższy i najmłodszy z moich synów? Dokąd spieszysz? Dokąd idziesz?».

A on, skruszony, zawstydzony i zalękniony, upadł przed Nią i rzekł w pozdrowieniu: «Moja mała Panienko, moja najmłodsza Córko, moja Dzieweczko, mam nadzieję, że jesteś szczęśliwa. Jak się masz dzisiejszego poranka? Czy dobrze się czujesz? Chociaż zasmuca mnie to i może wzbudzi Twój gniew, ale muszę Ci powiedzieć, że jeden z Twych sług, mój wuj, jest bardzo chory. Powaliła go straszliwa choroba i z pewnością niebawem umrze. I teraz biegnę do Twojego małego domu w Tlatilolco, aby zawołać jednego z umiłowanych Naszego Pana, z naszych kapłanów, aby wysłuchał jego spowiedzi i przygotował go na śmierć… Chociaż idę, zaraz wrócę, aby zająć się Twoim poleceniem… Jutro bez wątplienia powrócę, tak szybko, jak będzie to możliwe».

Po wysłuchaniu słów Juana Diego najmiłosierniejsza Dziewica przemówiła: «Posłuchaj, weź to sobie do serca, mój najmłodszy i najdroższy synu, że rzecz, która cię niepokoi, rzecz, która cię dotyka, jest niczym. Nie pozwól, aby twe oblicze, twe serce niepokoiło się. Nie bój się tej choroby twego wuja ani żadnej innej choroby, ani niczego, co ostre i bolesne. Czyż nie jestem tu, Ja, twoja Matka? Czyż nie jesteś w moim cieniu i w mojej opiece? Czyż nie jestem źródłem twej radości? Czyż nie jesteś w zagłębieniu mego płaszcza, w skrzyżowaniu mych rąk? Czy potrzebujesz czegoś więcej? Niechaj nic innego cię nie martwi ani nie niepokoi. Niechaj nie martwi cię choroba twego wuja, ponieważ on teraz nie umrze. Możesz być pewien, że już ma się dobrze»… 

Skoro Juan Diego usłyszał to od Królowej nieba, poczuł się lepiej, został pocieszony i doznał pokoju. Błagał, aby niezwłocznie posłała go do biskupa z jakimś znakiem, aby mógł on uwierzyć. Pani z nieba powiedziała wówczas do niego: «Wejdź na górę, mój najdroższy synu, na szczyt wzgórza, tam, gdzie Mnie ujrzałeś… a znajdziesz różne rodzaje kwiatów. Zetnij je i zbierz razem, następnie zejdź tutaj i przynieś przede Mnie».

Juan Diego natychmiast wszedł na wzgórze, a kiedy dotarł na szczyt, zdumiał się, znalazłszy tam tak wiele pięknych, egzotycznych gatunków doskonałych, w pełni rozkwitłych kwiatów, ponieważ było poza sezonem, w czasie szczypiącego mrozu. Były one bardzo wonne i pokryte nocną rosą, która lśniła jak drogocenne perły. Chodził wokół, zrywając je i umieszczając w fałdzie swej tilmy… Pośpiesznie zszedł ze wzgórza, zabierając kwiaty dla niebieskiej Panienki. Ona wzięła je w swe dłonie, poprawiła je w jego tilmie i powiedziała: «Mój najmłodszy i najdroższy synu, te rozmaite rodzaje kwiatów są dowodem, znakiem, jaki zaniesiesz do biskupa».…

Juan Diego ruszył groblą wiodącą wprost do Mexico City. Teraz szczęśliwy i przekonany, że tym razem wszystko pójdzie dobrze, tulił swój cenny ładunek, aby chronić go i strzec, aby nie wypadło nic z jego zawartości, jednocześnie zachwycając się wonią różnych pięknych kwiatów. Kiedy dotarł do siedziby biskupa, wyszli mu na spotkanie odźwierny i inni służący. Błagał ich, aby powiadomili biskupa, bowiem pilnie musi go widzieć… Poszli natychmiast zawiadomić biskupa … Biskup zrozumiał, że Juan ma dowód, którego potrzebował, aby go przekonać do wypełnienia woli Naszej Pani. Kazał im natychmiast go wprowadzić. Kiedy Juan Diego wszedł, upadł przez biskupem na kolana, jak czynił to innymi razy, opowiedział wszystko, co widział oraz podziwiał, i powtórzył orędzie… Otworzył swój biały płaszcz, w którym były kwiaty, a kiedy spadły na ziemię, wtedy umiłowany Wizerunek Doskonałej Dziewicy, Świętej Maryi, Matki Boga, nagle ukazał się w formie i kształcie, w którym pozostaje do dziś dnia i jest przechowywany w Jej kaplicy w Tepeyac, zwanym Guadalupe. Widząc go, biskup i wszyscy tam obecni rzucili się na kolana z bojaźnią i czcią, wielce wzruszeni i poruszeni tym, co zobaczyli … 

Gdy tylko Juan Diego wskazał miejsce, gdzie Pani z nieba chciała, aby zbudowano Jej kaplicę, poprosił o pozwolenie odejścia. Chciał zobaczyć swego wuja, który był ciężko chory, kiedy [Juan Diego] wyruszał do Tlatilolco, aby zawołać kapłana, który by go wyspowiadał i przygotował na śmierć… Kiedy przyszedł, zobaczył, że wuj ma się dobrze i jest szczęśliwy, bez bólu i boleści… Bratanek wyjaśnił, że kiedy go opuścił, aby przyprowadzić kapłana, który miał go wyspowiadać i przygotować na śmierć, Pani z nieba ukazała mu się na Tepeyac i go wielce pocieszyła, mówiąc, że nie ma się martwić, bo jego wuj jest już przywrócony do zdrowia. Następnie wysłała go do Mexico City, aby prosić o wzniesienie domu dla Niej na Tepeyac.

Wuj ujawnił wówczas, że rzeczywiście w tym samym momencie został nagle przywrócony do zdrowia, kiedy [Maryja] ukazała mu się zupełnie w taki sam sposób, w jaki ukazała się jego bratankowi. Powiedziała mu też, że wysłała Juana, aby spotkał się z biskupem w Mexico. W tym samym czasie Pani powiedziała Juanowi Bernardino, że gdy tylko ujrzy biskupa, musi mu objaśnić cudowny sposób, w jaki spowodowała Ona jego uzdrowienie, i ma mu zakomunikować odpowiednie imię dla Jej błogosławionego Wizerunku – Doskonała Dziewica, Święta Maryja z Guadalupe.”

Tak brzmi aztecka historia powstania Autoportretu z Guadalupe, który po dziś dzień można oglądać w stolicy Meksyku. Niezwykłe orędzie, przekazane w obcej nam kulturze, i obraz kryjący w swych symbolach wyjątkowe przesłanie, domagają się od nas spokojnego zamyślenia… 

Najczulszy język Matki

Nigdy w objawieniach Matki Najświętszej nie będzie tyle ciepła i tkliwości, co w 1531 r. w Guadalupe. Nikt z wizjonerów nie usłyszy już nigdy tak pięknych, matczynych słów, jak nowo nawrócony Indianin. Może to pierwsze uznane przez Kościół objawienie miało być fundamentem wszystkich późniejszych spotkań Matki Jezusa z kolejnymi pokoleniami wierzących w Jej Syna. Jeśli tak, to nie zrozumiemy przesłania późniejszych objawień bez uprzedniego zgłębienia tego, co się stało w XVI w. na ziemi meksykańskiej. Więcej, każdy czciciel Matki Bożej ma obowiązek znać treść objawienia z 1531 r., gdyż Guadalupe to abecadło maryjności. Bez poznania wszystkich jego liter nie odczytamy żadnych słów przekazanych nam za pośrednictwem Matki.

Zwróćmy najpierw uwagę, że Matka Boża rozmawiała z Juanem Diego w jego własnym języku, w języku nahutal. Nie posługuje się językiem Hiszpanów, którzy przynieśli Nowemu Światu Ewangelię, a naukę o Jezusie wpisali w hiszpańską kolonizację niszczącą tradycje Azteków. Odwołuje się do rodzimej kultury Indian, jakby chciała dać wyraz swej akceptacji tamtego dziedzictwa. Czy nie oznacza to, że w oczach Matki Bożej cała ludzka tradycja ma nieskończoną wartość? Także ta zupełnie indywidualna, związana z osobistą historią życia, dodajmy, że nie zawsze świętą – jak świętą nie była kultura aztecka.

Nowe życie, do którego wzywa Chrystus, nie polega na zmianie języka czy stroju i „tego, co się je i pije” (Rz 14,17). Chrześcijaństwo jest religią uniwersalną: ma przeniknąć i uświęcić każdą formę życia, a pozbawiwszy ją grzechu, uczynić bramą do nieba.

Maryjne abecadło

Rozmowę z Juanem Diego Maryja zaczyna od samych podstaw – od pouczenia o najważniejszych prawdach wiary: „Wiedz… że jestem doskonałą i zawsze Dziewicą, Świętą Maryją, Matką Boga prawdy, przez którego wszystko żyje, Pana wszystkich rzeczy, jakie są wokół nas, Pana nieba i ziemi”. Potwierdza to wszystko, o czym uczą hiszpańscy misjonarze, tyle że opowiada o tym językiem pojęć azteckich, nie europejskich. Tłumaczy, że istnieje Bóg prawdziwy, który wszystkiemu bez wyjątku daje życie. Zapewnia, że Bóg ten jest Panem i władcą wszystkiego, co istnieje na niebie i na ziemi. Mówi, że wszystko, co nas otacza, jest Jego darem i Jego własnością.

Może i nam trzeba by powtórzyć pewne religijne prawdy językiem innym niż wykład katechizmowy. Może i do nas te same prawdy przemówią inaczej, jeśli tchnie z nich matczyne ciepło. Jak uczy Jan Paweł II:

„Odwieczna miłość Ojca, wypowiedziana w dziejach ludzkości przez Syna… przybliża się do każdego z nas poprzez tę Matkę, nabiera znamion bliskich, jakby łatwiej dostępnych dla każdego człowieka”.

Maryja opowiada Juanowi Diego o czymś jeszcze – dla Azteków miało to okazać się najważniejsze. Mówi, że Bóg ma Matkę. Prawdziwy Bóg nie jest Bogiem dalekim ani budzącym trwogę, ma bowiem Matkę, a ta Matka jest związana z ludźmi! Przecież Juan Diego – jeden z nas – jest Jej „najdroższym, najmniejszym i najmłodszym synem”. 

Maryjne słowa o synostwie mają jeszcze inne znaczenie. W kulturze azteckiej tytuły „syn”, „wnuk” odnoszono do wyższych od siebie godnością i posiadających jakieś wyjątkowe umiejętności. Paradoksalnie, Aztekowie stojący wyżej rangą nazywali niższych od siebie „ojcami” lub „przodkami” – a więc ludźmi, którzy ich poprzedzali i przygotowali dla nich miejsce na świecie. Z kolei poddany mówił do swego pana używając zdrobnienia „synu”, a nawet „wnuku”, pokazując w ten sposób, że on, sługa, przygotowuje tylko swemu panu drogę w „jego czas”. Dlatego w pierwszej oficjalnej przemowie wobec nowo wybranego władcy zwracano się do niego jako do „naszego syna”, „naszego młodszego brata”.

Słowa Maryi świadczą więc o niezwykłym szacunku okazanym rozmówcy. Juan Diego jest w Jej oczach kimś ważnym. Jest on ważniejszy od Niej samej! Czy nie takie są prawidła miłości? A Matka Boża kocha Juana Diego. A wraz z nim każdego z nas.

Kochajcie, wzywajcie, szukajcie 

Teraz Matka Najświętsza mówi, czego pragnie: 

„Bardzo gorąco pragnę, aby w tym miejscu wzniesiono dla mnie mały dom, w którym Go [Boga] ukażę, wywyższę i sprawię, że się objawi. Dam Go ludowi w mojej całej osobistej miłości, w moim współczuciu, w mojej pomocy, w mojej obronie: ponieważ prawdziwie jestem twą miłosierną Matką, twoją i wszystkich ludzi, którzy żyją razem w tym kraju, i wszystkich innych ludzi różnych przodków, moich umiłowanych, którzy Mnie kochają, tych, którzy Mnie wzywają, szukają, tych, którzy Mi ufają. Tu wysłucham ich łkania, ich narzekań i uzdrowię ich ze smutku, ciężkich doświadczeń i cierpień.”

Maryja pragnie, aby w miejscu objawienia zbudowano dla Niej sanktuarium. Nie po to, aby tu odbierała chwałę, ale żeby mogła w nim służyć swojemu ludowi. W jaki sposób? Przez to, że będąc Matką Boga, ukaże Go ludziom i sprawi, że Pan nieba i ziemi będzie się tu objawiał ze swoją mocą. 

W tym momencie Maryja podaje normy życia chrześcijańskiego obowiązujące w dojrzałej duchowości, owocujące niezwykłą manifestacją Jej miłości i miłosierdzia.

Ludzie muszą Ją kochać. Ludzie muszą Ją wzywać i Jej szukać. Ludzie muszą pokładać w Niej nadzieję.

Kochać, wzywać, szukać, ufać… Czy istnieją inne sposoby wyrażenia czci wobec Maryi? Czy słowa te nie są zapowiedzią wielkiej prośby Matki Bożej Fatimskiej, która powiedziała, że chce być „lepiej znana i miłowana”? Już w Guadalupe Maryja zapewnia, że samo pragnienie, by Ją lepiej znać i goręcej kochać sprowadza na nas morze łask.

Zwróćmy uwagę na jeszcze jeden fakt: Maryja objawia się Indianinowi, ale świątynię ma wznieść hiszpański biskup. To ostatecznie od niego zależy, czy Matce Bożej uda się zrealizować to, czego pragnie. Zależy to też od Juana Diego, który ma przekazać biskupowi Jej życzenie. Tak, niebo wpisuje w plany Opatrzności nasze współdziałanie. Jesteśmy współautorami Bożej historii, a współpracując z Bogiem, mamy obowiązek dać z siebie wszystko. Nasze zaangażowanie zostanie sowicie nagrodzone. Matka Najświętsza mówi bowiem: „Bardzo to docenię, będę wdzięczna i wynagrodzę cię. Zasłużysz bardzo na nagrodę, którą dam ci za twoje zmęczenie, trud i kłopoty”.

Maryja obiecuje Juanowi Diego nagrodę godną Jej szczodrobliwości! 

Czym jest Maryjne błogosławieństwo?

Patrzymy w życie tego człowieka i pytamy: Co otrzymał on od Maryi po spełnieniu swojej misji? A otrzymał, bo już za jego życia meksykańskie matki błogosławiły swoje dzieci mówiąc: „Niech Bóg potraktuje cię tak, jak potraktował Juana Diego”. To chyba również część orędzia Matki Najświętszej. Widzimy bowiem, co jest cenne w oczach Maryi. Juan Diego nie otrzymuje dóbr ziemskich, tytułów, godności, władzy, przywilejów. Przeciwnie, do końca życia pokornie służy pielgrzymom, pracując od świtu do nocy, zamieszkując małą przybudówkę obok kaplicy w Tepeyac. Odżywia się skromnie, podobnie jak się ubiera – to wszystko jest dla niego nieistotne, skupia bowiem całą swą uwagę na skarbie, jaki otrzymał. Jest to skarb ukryty w jego sercu. Wypełniło się w nim meksykańskie Magnificat: stał się „umiłowanym Maryi” i w Niej znalazł pełnię miłości, której odpowiedział całą pełnią swego serca. Dziś jest świętym!

Warto o tym pamiętać, kiedy otwieramy usta, aby się modlić do Niej o pomoc, wsparcie, opiekę.

Wielkie symbole Maryjnej opieki

Zwróćmy jeszcze uwagę na dalsze słowa Maryi: 

„Weź to sobie do serca… , że rzecz, która cię niepokoi, rzecz, która cię dotyka, jest niczym. Nie pozwól, aby twe oblicze, twe serce niepokoiło się… Czyż nie jestem tu, Ja, twoja Matka? Czyż nie jesteś w moim cieniu i w mojej opiece? Czyż nie jestem źródłem twej radości? Czyż nie jesteś w zagłębieniu mego płaszcza, w skrzyżowaniu mych rąk? Czy potrzebujesz czegoś więcej?”

Uroczyste domaganie się od Indianina, aby skupił swoją uwagę na tym, co mówi Maryja („weź to sobie do serca”), wskazuje na powagę tego, co Matka Boża zamierza jemu i nam powiedzieć.

Najpierw zapewnia, że wszystkie niepokoje ludzkiego serca „są niczym”. Dlatego Juan Diego – a za nim każdy z nas – nie powinien lękać się niczego, bo wszystko jest w rękach Bożych.

Aby upewnić nas w tej pięknej prawdzie, Matka Najświętsza posługuje się kilkoma obrazami. Wypowiedź swą Maryja ujmuje w podniosły styl, taki, jaki znajdujemy w meksykańskich poematach i mowach. To najpiękniejsza część całego orędzia.

Najświętsza Maryja Panna odwołuje się najpierw do metafory drzewa: „Czyż nie jesteś w moim cieniu i w mojej opiece?”. Porównanie to znajdujemy w mowach Azteków wygłaszanych w obliczu królów. Władca jest jak drzewo, którego cień przywraca świeżość, a ono samo daje schronienie i ochronę. Maryja porównuje się do drzewa z obfitym listowiem, które chroni przed upalnym słońcem w porze letniej lub przed deszczem w długiej porze deszczowej. Jest drzewem, które zawsze daje schronienie i radość każdemu, kto znajdzie się pod jego gałęziami. Drzewo nigdy nie zawiedzie: nie odejdzie, nie złoży gałęzi. Każdy, kto je znajdzie i zbliży się do niego, skorzysta z jego dobroci. Maryja zapewnia, że jest dla nas jak drzewo… Nie ma względu na osoby. Nieważne kim jesteśmy: grzesznikami małymi czy wielkimi, miłośnikami Matki Najświętszej czy nie mającymi nic wspólnego z maryjną pobożnością. Ona każdemu da schronienie.

Mówi jeszcze: „Czyż nie jestem źródłem twej radości?”. Maryja jest źródłem, przyczyną i początkiem szczęśliwego życia, które jest owocem zjednoczenia z Panem; zjednoczenie to stało się możliwe dzięki Jej fiat, przez które Bóg stał się człowiekiem i dokonał naszego zbawienia. Czysto abstrakcyjne pojęcie tej nadprzyrodzonej rzeczywistości staje się w tej obrazowej frazie czymś konkretnym, namacalnym. Maryja potwierdza, że daje życie duszy w całym procesie jej radosnego wzrastania. Ona jest dla nas źródłem tego wszystkiego, czego często szukamy po omacku: szczęścia, którego nie odbierze największa nawet katastrofa, pokoju, którego nic nie jest w stanie zburzyć, celu życia, który zawsze pozostaje ten sam, jasnego sensu wszelkich zmagań i cierpień, jakie wypełniają nasze dni. Z Maryją jesteśmy bezpieczni. Z Maryją nie jesteśmy sami. 

Trzeci obraz jest najsłodszy i najgłębszy: „Czyż nie jesteś w zagłębieniu mego płaszcza, w skrzyżowaniu mych rąk?”. Azteckie „zagłębienie płaszcza” oznacza fałdę tworzącą zagłębienie w szalu lub płaszczu, kiedy otacza się nią coś, aby przygarnąć do siebie. W takiej fałdzie nosi się to, co najcenniejsze i najdroższe. W ciepłej fałdzie swoich płaszczy kobiety noszą małe dzieci; jest ona ich przenośną kołyską.

A więc Maryja jest naszą Matką, a my małymi dziećmi spoczywającymi bezpiecznie w ciepłej fałdzie Jej płaszcza, przyciśnięci do serca, bezpieczni! Nie musimy się lękać niczego ani „brać życia we własne ręce”, znajdujemy się bowiem w zagłębieniu płaszcza naszej Matki.

Symbol „skrzyżowania rąk” jest niemniej ujmujący. Mówi o narzędziu do rozpalania ognia. Indianie krzyżowali dwa kawałki drzewa i pocierając jeden o drugi wytwarzali iskrę – „rodzili ogień”. Z tego obrazu Aztekowie stworzyli sugestywny symbol: krzyż, który jest symbolem nowego życia. Jednocześnie symbolizuje on sposób, w jaki matka krzyżuje swoje ramiona, gdy przyciska dziecko do swego serca. 

Maryja ogłosiła, że Juan Diego i wszyscy, których on uosabia, są objęci Jej skrzyżowanymi ramionami, które nie tylko dają matczyne schronienie, ale są też źródłem nowego życia.

Dać schronienie i opiekę! Czy jest lepszy sposób wyrażenia roli Matki? Za pomocą tych obrazów, po części poetyckich, po części metafizycznych, Królowa Niebios mówi Juanowi Diego, narodowi meksykańskiemu i całemu światu, że Jej zadaniem jest chronić człowieka i towarzyszyć mu, że niesie Ona pokój i daje życie, że z macierzyńską miłością nosi swoje dzieci w ramionach i przyciska do swego serca, że uspokaja je i broni. Trudno o większą precyzję, trudno o piękniejszy obraz.

Jakże słuszne jest retoryczne pytanie Maryi, którym kończy tę wypowiedź: „Czy potrzebujesz czegoś więcej?” Oczywiście, że nie! Dodajmy od razu: jeśli Juan Diego uwierzy. Bo ten wątek zamyka zasadniczą wypowiedź Matki Najświętszej. Lepiej nie pytajmy, co by się stało, gdyby Juan Diego nie uwierzył i nie posłuchał… 

Największy cud Matki Bożej

Przejdźmy do Wizerunku, jaki Matka Boża pozostawiła na płaszczu wizjonera z Guadalupe. Jest on chyba największym maryjnym cudem w historii świata. O tym obrazie możemy śmiało mówić jako o Autoportrecie. Przecież stworzyła go sama Maryja – na nietrwałym płótnie utkanym z włókien kaktusa przedstawiła samą siebie. Autoportret ten jest cudowny. A cud ten trwa – po dziś dzień, niezmiennie taki sam, jakby umieszczony wśród nas, ale poza naszym czasem.

Tilma to codzienny strój Azteków, przypominający szeroki szal. Noszona z przodu służyła do przenoszenia różnorakich przedmiotów. Owijana wokół ramion stawała się rodzajem płaszcza. Składała się z dwóch kawałków materiału zrobionych na prostym warsztacie tkackim i zszytych przez środek nicią z włókien agawy. Sam materiał był tkany dość luźno, tak że gdy patrzy się z bliska, płótno zdaje się przepuszczać światło. Ze względu na swój surowiec i sposób tkania tilma była ubiorem nietrwałym. Po dwudziestu latach nie nadawała się już do użytku. Tymczasem wizerunek Maryi z Guadalupe trwa nienaruszony już blisko pięć wieków!

Szaty z Nazaretu

Na Autoportrecie Maryja przedstawiła siebie w swoich własnych szatach! Wprawdzie wpisała w nie pewne elementy symboliczne, ale sam rodzaj noszonych przez Nią szat wydaje się tożsamy z Jej strojem, w którym dwa tysiące lat temu przemierzała uliczki Nazaretu.

Jej suknia to ubiór dziewczyny z Bliskiego Wschodu z czasów Chrystusa, który można spotkać nawet dziś wśród kobiet zamieszkujących tamten rejon świata. Także współcześnie w Ziemi Świętej wiele kobiet nakłada płaszcze na tuniki w sposób, w jaki uczyniła to Maryja na meksykańskim Wizerunku. Więcej, tamtejsze kobiety dzielą włosy przez środek głowy i narzucają na nie opończę. W zimie noszą, jak Matka Boża z Guadalupe, dwie tuniki, z których wewnętrzna jest z białego lnu, zewnętrzna zaś z ciężkiego materiału podszytego futrem. Są one tak długie, że kiedy idą, muszą je podnosić – tak jak czyni to anioł z Autoportretu usługujący Maryi! Używają pasków, aby ściągać tuniki, oraz noszą pantofle, jak Matka Boża z Guadalupe.

Tym samym Maryja przekazuje nam cenny autobiograficzny szczegół. Pozwala nam on łatwiej wyobrazić sobie Matkę Najświętszą i Jej codzienne życie. Maryja wychodzi ze świata abstrakcji i staje się nam bliska, dotykalna, żywa…

Tego nie da się namalować!

Zagadka powstania Autoportretu z Guadalupe od początku fascynowała naukowców i malarzy. Każde przeprowadzone przez nich badanie – mikroskopowe, podczerwienią, komputerowe – uparcie wskazuje na nadprzyrodzone pochodzenie Wizerunku Matki Bożej. Miguel Cabrera, XVIII-wieczny artysta, najsłynniejszy malarz kolonialny tamtych lat, zdumiewał się, że tak doskonały obraz powstał na nie nadającym się do malowania materiale, więcej, bez nałożenia podkładu. Dodawał, że technika, jaka została użyta do nałożenia złotego wzoru na tunice, jest niewytłumaczalna. Wahał się dotknąć tego złota, wyglądało bowiem jak złoty pył na skrzydłach motyla i bał się, że jego palec może go strząsnąć. Co więcej, wyglądało tak, jakby zostało nałożone na włókna zanim został z nich utkany materiał! Dotykając linii, miał wrażenie, że są one wklęsłe, jakby zostały wprasowane w tunikę. Przeżył szok, kiedy na obu końcach złotych linii dotrzegł inną linię, cienką jak ludzki włos. Uważał, że żaden człowiek nie jest w stanie namalować takich kresek, a z pewnością nonsensem jest próbować nałożyć je na takie nieodpowiednie płótno.

Dwieście lat później okazało się, że problem nie ogranicza się do samych technik, ale i do rodzaju użytych farb. W 1936 r. chemik niemiecki Richard Kuhn, późniejszy laureat Nagrody Nobla, analizując włókna z tkaniny, stwierdził, że nie są one pomalowane; po prostu są kolorowe! Kuhn odkrył coś jeszcze: okazało się, że barwy włókien nie są ani pochodzenia zwierzęcego, ani roślinnego, ani mineralnego. Czyżby były syntetyczne? Ale barwniki syntetyczne wynaleziono dopiero w 1850 r., ich obecność na tilmie jest więc absolutną anomalią!

W drugiej połowie XX w. zbadanie wizerunku polecono specjalistom od fotografii podczerwonej. Badania wykazały brak dotknięć pędzla na całej postaci Matki Bożej. Ponadto na negatywach wykonanych w podczerwieni odkryto istnienie kresek cienkich jak ludzki włos, o których wspominał w 1751 r. Cabrera. Okazało się też, że obraz nie ma wstępnego szkicu nanoszonego zawsze przez malarza.

Aztekowie „czytają” Maryjny Autoportret

Nie miejsce tu, aby opowiedzieć całą aztecką teologię Autoportretu. Wspomnijmy tylko, że w ciągu kilku lat nawróciła ona miliony Azteków na chrześcijaństwo. Co takiego dostrzegli oni w Wizerunku z Guadalupe?

Indianie, patrząc na Obraz, widzieli piękną Panią, ubraną dostojnie, otoczoną promieniami słońca, stojącą na księżycu, z gwiazdami ozdabiającymi płaszcz i chmurami, które rozstępują się przed Nią. Wiedzieli, że Pani ta nie jest boginką, Jej twarzy nie okrywa bowiem maska. Ale mimo to ta Niewiasta jest potężniejsza od ich bogów, skoro znajduje się przed słońcem, otacza się płaszczem nieba, stoi na sierpie księżyca! Patrzący na Wizerunek Aztekowie rozumieli, że słońce, księżyc i gwiazdy zostały zdetronizowane, że nie są bogami. A więc te siły przyrody nie muszą być już czczone! Nie trzeba się ich bać! Nie trzeba składać im krwawych ofiar!

Ale to dopiero początek kodeksowych znaczeń… Kodeks jest „księgą otwartą”; niektóre jego treści dopiero niedawno zaczęły być rozpoznawane.

Obraz Maryi pełnił funkcję księgi, otwartego dla wszystkich katechizmu, w którym prawdy wiary zostały opisane językiem symboli. Dla Indian była to księga mówiąca kolorem i symbolem o pięknie, dobru i czułości niebieskiej Matki, która zaprasza do przyjęcia nowej religii wcielonej w ich kulturę. 

Orędzie Matki Bożej całkowicie wypełniło serca Indian: określiło ich stosunek do świata. Zbudowało w nich maryjną postawę wobec trudów, cierpień, zagrożeń. Z Juana Diego uczyniło wzór życia. „Niech Bóg potraktuje cię tak, jak potraktował Juana Diego!” – modliły się indiańskie matki.

Orędzie dla Hiszpanów

Matka Boża objawia się Indianinowi, ale Jej Autoportret pierwsi widzą Hiszpanie. Rozmawia z Juanem Diego, ale swoje imię – hiszpańskie – poleca przekazać hiszpańskiemu biskupowi. Indianin jest wykonawcą pierwszego etapu Jej woli – jest posłańcem do biskupa. Biskup zaś jest wykonawcą Jej zasadniczego pragnienia – zbudowania świątyni. Wątek hiszpański jest bardzo wyraźny nie tylko w orędziu, ale i w samym Wizerunku z Guadalupe. 

Ciekawe, że Europejczycy, patrząc na ten sam obraz, widzieli w nim zupełnie co innego niż Aztekowie. Te same symbole miały dla dwóch różnych kultur zupełnie inne znaczenia. Na przykład złoty blask otaczający Maryję, będący dla Indian znakiem słońca, przed którym stoi Niewiasta, był dla Hiszpanów nimbem otaczającym świętą postać. Gdy księżyc, na którym stoi Niewiasta był dla Azteków bożkiem zdetronizowanym przez Maryję, dla Hiszpanów był odwołaniem do symbolu z Apokalipsy i wskazywał na Maryję jako Niepokalaną. Złożone ręce Pani z Guadalupe były dla jednych znakiem, że Postać z Autoportretu nie jest boginką, drugim mówiły o Jej wstawiennictwie u Boga. 

Różnice mnożą się przy analizie każdego szczegółu. Jakby Maryja zawarła w jednym Wizerunku dwa zupełnie różne obrazy. Jakby każdemu narodowi chciała przekazać inne orędzie, a za ich pośrednictwem pojednać wrogie sobie narody. I to się Jej udało!

W 1531 r. Nowy Świat był podzielony barierami rasowymi. Kolonizatorzy uważali Indian za „podludzi”. Powszechnie sądzono, że „Indianie są z natury leniwi, kłamliwi, niestali” i w przeciwieństwie do normalnych ludzi „mają niezwykle grube i twarde czaszki”.

Obraz i orędzie z Guadalupe z jednej strony otworzyły Azteków na piękno chrześcijaństwa, z drugiej doprowadziły do zmiany postawy Hiszpanów. Przesłanie Matki Bożej z Guadalupe kazało Hiszpanom dostrzec „duszę” w Indianach i uznać ich za swych braci. 

Orędzie dla świata

Orędzie Matki Bożej z Guadalupe zostało skierowane nie tylko do ludzi żyjących w dalekim Meksyku w pierwszej połowie XVI w. Jak każde prawdziwe objawienie zawiera w sobie treści aktualne dla każdego pokolenia. Także dla nas.

Każde objawienie należy odczytywać w świetle znaków czasu. Dziś naszym zadaniem jest odczytanie orędzia Matki Bożej z Guadalupe w świetle nauczania papieża Jana Pawła II. Analiza nauczania papieskiego związanego z meksykańskimi objawieniami pozwala nam poznać najbardziej doniosły dla współczesnych czasów element orędzia z Guadalupe. Jest nim nowa ewangelizacja.

Zdaniem Jana Pawła II program nowej ewangelizacji ma zostać osiągnięty „przez ukazanie Maryi jako najdoskonalszego ucieleśnienia chrześcijańskiego orędzia, jako najbardziej inspirującego wzoru do naśladowania”. To Matka Boża z Guadalupe jest dla Ojca Świętego wzorem, w jaki sposób można dziś skutecznie głosić Ewangelię Jezusa Chrystusa. Kiedy pytamy, jak ewangelizować świat, wsłuchajmy się w orędzie z Guadalupe i zapatrzmy się w cudowny Wizerunek ofiarowany nam przez Maryję w 1531 r. 

Naśladujmy Ją w zdobywaniu ludzi dla Chrystusa: przez budowanie, a nie burzenie, przez akceptację, a nie niszczenie zastanej kultury… Odnosi się to nie tylko do pracy misyjnej. Ta sama „posługa jednania” (por. 2 Kor 5,18) została zlecona nam. Mamy na wzór Matki Bożej z Guadalupe ewangelizować najbliższe otoczenie: poprzez odwołanie się do wartości uznawanych przez bliźnich, poprzez niesienie pokoju i pojednania, poprzez cierpliwą miłość.

Patronka ruchów obrony życia

Jest jeszcze jeden element orędzia z Guadalupe, który został odczytany współcześnie. 

Na swym Autoportrecie Matka Boża przedstawiła się w stanie brzemiennym. Wskazuje na to wysoko zawiązana szarfa i lekko zaznaczone łono, najbardziej widoczne po prawej stronie szarfy, gdzie znajduje się niewielki czteropłatkowy kwiat. Najnowsze badania sugerują, że Matka Najświętsza ukazała się nam w okresie, kiedy Dziecię Jezus miało niebawem przyjść na świat. Carlos Fernández Del Castillo, przewodniczący specjalnej komisji badającej ten aspekt Wizerunku, jest przekonany, że Dziecko jest ułożone główką w dół, a czteropłatkowy kwiat, który dla Azteków symbolizował życie, znajduje się dokładnie nad lewym ramieniem Dziecka, w miejscu gdzie najlepiej słychać Jego bijące serce.

Ów kwiat życia jest jedynym tego rodzaju wśród siedemdziesięciu kwiatów i pąków tworzących wzór na tunice. Jest to tak zwany „kwiat słońca”, Nahui Ollim, kwiat w postaci krzyża, znak zapożyczony z symbolu skrzyżowanych kawałków drewna, mamalhuaztli, służących do rozpalania ognia. Mamalhuaztli jest przede wszystkim symbolem nowego życia. Kwiat ten mówił Indianom, że narodziło się dla nich Słońce nowej ery, że nastał czas nowego Życia. Nam zaś mówi o świętości poczętego życia

W XVI w., dzięki nawróceniu Indian, Maryja z Guadalupe położyła kres składaniu ofiar z ludzi. Dotąd wierzyli oni, że ich bóg czczony jako słońce musi karmić się ludzką krwią, aby mieć dość sił na stoczenie zwycięskiej walki w świecie podziemia i by móc każdego ranka wstawać na nowo na niebie. Ale Maryjny Wizerunek przekonał ich, że nie są już potrzebne ofiary z ludzkich serc. 

Tak oto Maryja z Guadalupe, Matka Życia, która ukazała się jako przynosząca nowe, nie narodzone jeszcze Dziecię, stała się w XVI w. Patronką życia i jego Obrończynią. Dziś, kiedy odczytujemy orędzie Matki Bożej „w świetle znaków czasu”, widzimy w Niej Patronkę dzieci nie narodzonych, których krew karmi codziennie największego współczesnego bożka, bożka ludzkiego egoizmu.

źródło: od Matka Boga Prawdy Wincenty Łaszewski ŚWIAT MARYJNYCH OBJAWIEŃ 100 spotkań z nadprzyrodzonością Duchowy przewodnik po objawieniach Matki Bożej

Media

Adres

Nasz Adres:

Basílica de Santa María de Guadalupe Plaza de las Américas 1, Villa de Guadalupe, Gustavo A. Madero, 07050 Ciudad de México, D.F., Meksyk

Telefon: