MATKA BOŻA ŚNIEŻNA

Rzym 352

Wiemy już, że w ukazanie się Matki Najświętszej w Le Puy został wpisany dodatkowy element cudu – śnieg w porze gorącego lata. Znamienne, że to samo zjawisko pojawia się w pierwszym okresie objawień raz jeszcze – i to w samym sercu Kościoła. Minęła połowa czwartego stulecia, gdy śnieg wskazał Rzymianom jedno z najważniejszych miejsc kultu maryjnego w świecie. Mowa o bazylice Santa Maria Maggiore – Matki Bożej Większej, gdzie czczony jest być może najważniejszy wizerunek Bogarodzicy: obraz Matki Bożej Śnieżnej, który wielokrotnie ratował Rzym, któremu przypisuje się m.in. zwycięstwo w bitwie pod Lepanto w 1571 r. i pod Chocimiem w 1621 r. i którego tysiące kopii można oglądać w każdej szerokości geograficznej naszego świata.

Obraz, o którym mowa, zawdzięcza swe istnienie (a także nazwę) niezwykłemu Maryjnemu objawieniu; możemy je tak nazwać, bo rzadko zdarza się, że by Matka Najświętsza pojawiała się w paru miejscach równocześnie, przynosząc ludziom identyczne przesłanie i polecając im wspólnie pracować dla Jej chwały. 

Sny pełne objawień

To objawienie wpisuje się w wielką tradycję biblijną, w której Bóg przemawiał do ludzi za pośrednictwem snów. Objawiał się nocnych wizjach patriarsze Jakubowi i @, prorokom @, a Nowym Testamencie św. Józefowi, który uzyskując w ten sposób wskazówki przyjął Maryję  do swego domu, a po narodzeniu Jezusa wstał pośrodku nocy, by ratować Dziecię przed gniewem Heroda. Po wniebowstąpieniu Zbawiciela i odejściu Jego Matki, widzenia senne nadal odgrywały niemałą rolę, a wiele z nich uważa się za narzędzie Bożych przekazów. Tak właśnie jest z objawieniem, które miał Konstantyn przed bitwą na moście @, czy z tym, które  dokonało się letniej nocy 352 roku w Rzymie i zaowocowało powstaniem najstarszej i najważniejszej maryjnej świątyni w świecie chrześcijańskim. A może wiele więcej: z ocaleniem Kościoła przed zatonięciem w morzu herezji?

Jak głosi tradycja, w nocy z 4 na 5 sierpnia 352 r. Matka Najświętsza ukazała się we śnie dwóm, a może nawet trzem osobom. Pierwszym jest papież Liberiusz.

Niebezpieczna herezja

To były trudne czasy dla Kościoła: cały świat chrześcijański opanowała herezja arianizmu.  Słowo „cały” nie jest w tym przypadku metaforą, bowiem  w IV stuleciu, a zaledwie w drugim pokoleniu historii,  w którym chrześcijaństwo mogło się cieszyć pokojem i wolnością (edykt cesarza Konstantyna Wielkiego został podpisany w 314 roku)  absolutna większość biskupów, kapłanów, mnichów, członków wpływowych rodzin całego imperium a za nimi rzesze wiernych zaczęła wyznawać fałszywą wiarę. W porównaniu z ówczesnym kryzysem Kościoła kryzys dzisiejszy ma się tak jak krzak agrestu do rozłożystego dębu. Z pewnością i dziś Bóg da w odpowiedniej chwili potrzebnych świętych, a gdy zajdzie potrzeba – inspirujące objawienie.

W IV wieku – patrząc po ludzku – istniała realna groźba śmierci Kościoła. Na szczęście Chrystus pozostawił Kościołowi obietnicę, że będzie istniał we wszystkich okresach historii, aż po dzień Powtórnego Przyjścia. To dlatego wśród powszechnego zamętu i chaosu żyli dwaj wielcy ludzie Kościoła: patriarcha Atanazy z Aleksandrii i papież Liberiusz z Rzymu. Bóg posłużył się nimi, by ocalić swój Kościół.

Co takiego zagrażało wówczas Kościołowi? Śmiertelnym niebezpieczeństwem dla Kościoła była herezja, którą zrodziła gorliwość ascetycznego kapłana o imieniu Ariusz, autora prozy i poezji, popularnego mówcy i kaznodziei, nauczyciela i dyskutanta. Ariusz był ascetą o poważnej twarzy i surowym sposobie bycia, bardzo poważanym w społeczności. Wkroczywszy na teren teologii zaczął głosić, że Chrystus nie jest „współistotny Ojcu” (to właśnie po pokonaniu tej herezji takie sformułowanie pojawiło się w Wyznaniu wiary sformułowanym podczas soboru w Nicei w 325 r. i odmawianym przez wiernych podczas każdej urczystej liturgii). Ariusz głosił, że Chrystus został stworzony przez Boga Ojca – czyli ma inną naturę niż Bóg. Nie jest Bogiem, a tym samym Matka Najświętsza nie jest Bożą Rodzicielką. 

Objawienie z 352 roku zadało temu kłam…

Wizjoner Liberiusz 

Św. Hieronim wołał: „Świat cały jęknął ujrzawszy się ariańskim”.  Na polu bitwy z herezją pozostał tylko św. Atanazy patriarcha Aleksandryjski i… papież Liberiusz.  Słowo tego ostatniego, jako papieża, decydowało o wszystkim. Kiedy Liberiusz dostrzegł, że biskupi ariańscy stali się wszechwładni na dworze cesarza i  uczynili z herezji jedyną „prawowierną” naukę Kościoła, na rok 353 zwołał on Sobór Arelateński, który miał zaradzić szerzącym się błędom. Zwróćmy uwagę na datę: sobór odbył się rok po Maryjnym objawieniu w Rzymie!

Niestety, cesarz  wywierał tak wielką presję na biskupach, że wszyscy, z wyjątkiem jednego z nich (oddajmy mu cześć przywołując jego imię: był to biskup Paulin z Trewiru) potępili naukę głoszoną przez św. Atanazego. Liberiusz domagał się nowego zjazdu biskupów. Odbył się on dwa lata później w Mediolanie. Jednak cesarz znowu czuwał nad tym, aby wszystko po jego szło myśli. Posunął się tak daleko, że ukryty za zasłoną przysłuchiwał się rozprawom biskupów i gdy te przybrały nieprzychylny dla niego obrót z wydobytym mieczem wypadł ze swojej kryjówki i zaczął krzyczeć do obradujących chierarchów, że jego wola ma być dla nich prawem. Zaledwie pięciu biskupów nie ulękło się gróźb. Na wygnanie poszli stuletni Hozjusz  biskup Korduby, św. Hilary, Euzebiusz Vercelleński, Dionizy z Mediolanu i Lucyfer Kalarytański.

Lawina arianizmu zalała cały Kościół. Aby  dekrety zjazdu mediolańskiego stały się obowiązujące, trzeba było tylko zatwierdzenia papieża. Na próżno zabiegał o nie cesarz u Liberiusza – spotkał się z nieprzełamanym oporem Ojca Świętego. Daremne były namowy i groźby. Wówczas prefekt Rzymu otrzymał rozkaz uwięzienia papieża i dostawienia go na dwór cesarski. Ale i tu nie zachwiała się stałość papieska. Liberiusz wysłany został na wygnanie do Tracji. Kiedy powrócił do Rzymu, dominacja Ariusza należała już do historii.

Rodzi się pytanie o związek świętego uporu papieża z objawieniem, które stało się jego udziałem rok przed zalaniem Kościoła przez heretycką falę.

Patrycjusze i ich dziedziczka z nieba

 Objawienie z 353 roku miało czworo bohaterów. To oczywiście Maryja, dalej Liberiusz, i jeszcze pewne rzymskie małżeństwo – patrycjusz Jan i jego żona. Nie wiemy o nich zbyt wiele poza tym, że Jan pozostawał w bliskich stosunkach z papieżem i że jego małżeństwo było bezdzietne. Jan zamartwiał się nie posiadaniem syna, któremu mógłby przekazać swoje dziedzictwo i który upamiętniłby jego imię w następnych pokoleniach. I oto rozwiązanie przychodzi z nieba…

Wiemy też, że oboje małżonkowie prosili gorąco Boga i Jego Matkę, by wskazali im kogoś, kto odziedziczy ich wielki majątek i dobrze zużytkuje posiadane przez nich bogactwo. 

Matka Boża wysłuchała ich prośby i potwierdziła to niezwykłym zjawiskiem. W nocy z 4 na 5 sierpnia Matka Boża objawiła się we śnie obojgu małżonkom i każdemu z nich przedłożyła swoje życzenie. Chciała, aby tam, gdzie rankiem znajdą na wzgórzu śnieg, zbudowali ku Jej czci kościół. W taki właśnie sposób chciała zostać ich spadkobierczynią.

Rankiem małżonkowie opowiedzieli sobie swe nocne widzenia i zdumieni przekonali się , że Maryja przekazała im identyczne przesłanie!  Patrycjusz Jan natychmiast ruszył opowiedzieć o tym zdarzeniu papieżowi Liberiuszowi. Jakież było jego zdziwienie, kiedy usłyszał, że Ojciec Święty miał identyczny sen. Udał się więc papież z przyjacielem na poszukiwanie znaku. Szedł otoczony klerem i ludem, w uroczystej procesji, bowiem wieść rozeszła się po mieście lotem błyskawicy. Dotarł na pokryte śniegiem wzgórze eskwilińskie i tam ujrzał, że leżący na ziemi śnieg wyznaczył nie tylko miejsce, ale nawet obrys fundamentów świątyni! Mający tam powstać kościół miał być „posagiem” dla patrycjuszowej dziedziczki, Najświętszej Maryi Panny.

Matka Boża Większa

Ruszyła budowa z patrycjuszowskich funduszy. Bogaty patrycjusz uczynił Matkę Najświętszą dziedziczką swego majątku i we wskazanym przez Nią miejscu ufundował okazały kościół. Jeszcze za rządów Liberiusza bazylika została poświęcona i oddana do kultu Bożego. Kolejni papieże przebudowywali świątynię i ją upiększali. W tej bazylice złożono bezcenne relikwie żłóbka Pana Jezusa, znajdują się tam groby siedmiu papieży, wśród nich św. Piusa V. Jednak najważniejszym jej miejscem pozostaje kaplica z cudownym obrazem Matki Bożej Śnieżnej. Przedstawiona na ikonie Maryja trzyma w ręku chustę. Rzymianie tłumaczą, że Matka Boża ociera nią ludzkie łzy.

Madonna Śnieżna i Zwycięska

Umiłowany przez lud rzymski obraz ma jeszcze co najmniej dwie inne nazwy. Pierwsza to łacińskie „Salus Populi Romani” (Ocalenie Ludu Rzymskiego), druga to „Matka Boża Zwycięska”. Podczas gdy „Matka Boża Śnieżna” odwołuje się do wizji papieża i patrycjusza Jana, dwie pozostałe nazwy zostały nadane ikonie ze względu na jej cudowną moc. Rychło okazało się, że Śnieżna Madonna została wybrana przez Boga jako narzędzie ratowania Rzymu (i nie tylko Rzymu!) w chwilach wielkich zagrożeń. To ona, obnoszona w procesji po murach oblężonego Wiecznego Miasta, ratowała go przed barbarzyńskimi najeźdźcami.

Objawienie udzielone patrycjuszowskiemu małżeństwo zaoowocowało wybudowaniem świątyni Santa Maria Maggiore. To samo udzielone papieżowi Liberiuszowi dało mu moc i pewność wiary, że Maryja nie jest Matką zwykłego człowieka. Jest Matką Bożą, bowiem Jej Syn jest Bogiem: zrodzonym, a nie stworzonym, współistotnym Ojcu.
Tak oto Matka Najświętsza broniła w pierwszych wiekach fundamentalnych prawd chrześcijańskiej wiary. Czyniła to potem w wielu objawieniach, przede wszystkim w ostatnich dwóch wiekach pełnych chaosu zamętu

źródło: Wincenty Łaszewski ŚWIAT MARYJNYCH OBJAWIEŃ 100 spotkań z nadprzyrodzonością Duchowy przewodnik po objawieniach Matki Bożej

Media:

Bazylikę można zwiedzić online pod adresem:

http://www.vatican.va/various/basiliche/sm_maggiore/vr_tour/index-en.html

Adres

Nasz Adres:

Piazza di S. Maria Maggiore, 42, 00100 Roma RM, Włochy

Telefon: