Matka żyjąca w samotności

Mexico City 1897

Miała 19 lat, kiedy zapragnęła świętości. Miała lat 27, gdy odprawiła pierwsze wielkie rekolekcje. Pięć lat później dokonała – jak sama pisze – „totalnego samooddania” i przeżyła duchowe zaślubiny z Chrystusem. Minęły trzy lata i zaślubiny zamieniły się w oblubieńczy związek. Dziewięć lat później przeżywa coś jeszcze bardziej wyjątkowego: mistyczne wcielenie. W 1917 r. wchodzi na ostatni etap swej duchowej drogi – zaczyna się czas szczególnego nabożeństwa do „samotności Maryi”, którą rozpamiętuje w swym osobistym osamotnieniu. Mowa o bł. Conchicie, wielkiej mistyczce obdarzonej łaską objawień Maryjnych.

Kim była ta kobieta wyniesiona na ołtarze przez Jana Pawła II w 1999 r.? Jej biografowie definiują ją krótko: „żona, świecka apostołka”. Dodają, że jest wzorem dla wszystkich stanów – dla narzeczonych, żon, matek, babek. To rzeczywiście jedna z nas, gdyby nie móc dopisać jeszcze jednego określenia: „wizjonerka”. Zresztą inne też niż nasze jest jej curriculum vitae… Bardziej duchowe. Może lepiej: bardzo duchowe. Należałoby je zdefiniować przez słowa, jakie Conchita usłyszała od samego Boga: „Proś mnie o długie życie pełne cierpienia i o to, byś mogła dużo napisać… Taka jest twoja misja na ziemi”. Żyła rzeczywiście długo, bo 75 lat. Kiedy rozpoczynano jej proces beatyfikacyjny, przedstawiono Kongregacji do spraw Świętych 200 tomów jej pism.

WOLA BOŻA TOŻSAMA Z LUDZKIM PRAGNIENIEM

„Proś mnie o długie życie … byś mogła dużo napisać”. Mamy przypadek, kiedy spotykają się ze sobą wola Boża i marzenie człowieka. Conchita marzyła o pisaniu. Sama wyznaje: „Zawsze przejawiałam skłonność do pisania. Od szesnastego roku życia zaczęłam spisywać moje życie, pełne Boga”. Dziwna to skłonność, skoro jej wykształcenie nie przekroczyło kilku klas szkoły podstawowej.

Możemy jej pozazdrościć, prawda? Jak dobrze by było, gdyby nasze pragnienia i plany Boga pokrywały się z sobą! A zwykle jest inaczej… Zauważmy jednak drobną różnicę, jaka pojawia się między nami a Conchitą. Jej życie było „pełne Boga”, a nasze? Pewnie więcej w nim nas samych. Gdyby Bóg był dla nas zasadniczą melodią naszego życia (a wszystko inne tylko uzupełniającym brzmieniem akompaniamentu), nasze pragnienia pokrywałyby się w sposób naturalny z wolą Bożą. Jak w życiu Conchity, która co rusz słyszała przynaglenia z nieba: „Pisz, pisz, jeśli chcesz oddać mi chwałę”.

Warto jeszcze zwrócić uwagę na wyznaczone przez Jezusa kryteria jej pisarskiego powołania. „Jeśli to, co piszesz, pochodzi ode Mnie, będzie to na moją chwałę. Jeśli pochodzi od diabła, zostaniesz ostrzeżona. Jeśli jest od ciebie samej, będziesz wyśmiana, a skorzysta na tym twoja pokora.” Mogła bł. Conchita czuć się zupełnie bezpieczna w swej pracy. W przypadku interwencji szatana miała otrzymać ostrzeżenie, że powinna odłożyć pióro. W przypadku szukania swojej chwały, pisanie zaowocuje czymś przeciwnym, a Conchita będzie umiała wykorzystać to do pogłębienia cnoty pokory.

Chciałoby się rzec: znów ta kobieta nie jest jedną z nas, znów otrzymuje od Boga jakieś przywileje. Zauważmy jednak, że ona dostaje od Pana wiele darów, bo sama stała się dla Niego darem – oddała Mu wszystko. Bóg traktuje ją w sposób wyjątkowy w zamian za jej wyjątkowe oddanie.

Przypomnijmy sobie ostatnie słowa słynnej modlitwy zawierzenia Matce Najświętszej: „Skoro więc jestem Twoim, o dobra Matko, strzeż mnie i broń jako rzeczy i własności swojej”. Tak właśnie było w życiu Conchity. Skoro była cała Jezusa i Maryi, Syn i Matka strzegli jej i bronili jako swojej własności.

ŻYCIORYS OD STRONY BOŻEJ

Błogosławiona Concepción Cabrera de Armida, znana lepiej jako Conchita, urodziła się w 1862 r. w San Luis Potosi, w dniu bardzo maryjnym, bo 8 grudnia, w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Matki Bożej. Odeszła do nieba 3 marca 1937 r. w Mexico City. Za życia pół miliona egzemplarzy jej dzieł zostało rozprowadzonych po Europie i Ameryce, a nikt z czytelników nie wiedział nic o ich autorce – pozostała do końca nieznana i bezimienna. Te same pisma dziś już sygnowane jej nazwiskiem dalej rozpalają serca miłością do Jezusa i Jego Matki. Gdy zliczono jej dzieła, okazało się, że to ona wśród mistyków Kościoła napisała najwięcej.

Właśnie Maryja zajmuje w jej życiu miejsce, które możemy porównać do drogowskazu wędrującego wraz z nią, do przewodnika wyznaczającego drogę, do lampy, która trzymana w podniesionej dłoni pozwala omijać przeszkody i unikać niebezpieczeństw. Co ciekawe, objawienia samej Maryi były w jej życiu sporadyczne; zazwyczaj spotykał się z nią i rozmawiał Jej Syn. Ale te Chrystusowe objawienia są w znacznej mierze maryjne, bo Syn wciąż opowiadał Conchicie o swojej Matce…

MARYJNE KORZENIE

Conchita była uosobieniem meksykańskiej pobożności maryjnej. Kto odwiedził bazylikę Najświętszej Maryi Panny w Guadalupe, ten był z pewnością świadkiem niezwykłej czci tego ludu dla Pani z Tepeyac. Iluż pielgrzymów przybywa tam z daleka, najczęściej pieszo, ostatnimi resztkami sił przekraczając próg świątyni! Przybywają z całej Ameryki, a ich miłość do Maryi z Guadalupe towarzyszy im każdego dnia, wszędzie gdzie żyją. W najtrudniejszych chwilach każdy z nich powtarza sobie z radością słowa, jakie Maryja skierowała do biednego Indianina św. Juana Diego: „Czy nie jestem tu ja, któram jest twoją Matką?”.

Conchita, czasem sama, czasem z mężem i rodziną, często wędrowała na to miejsce, by tam „wylać swe serce” jak dziecko przed Matką. Nieustannie uciekała się do Maryi. Z Nią dzieliła swe radości i cierpienia. Dzieła, które powoływała do życia (noszą one nazwę „Dzieła Krzyża”), zawsze były oddawane pod macierzyńską opiekę Pani z Guadalupe.

Całe jej życie było otulone miłością do Matki Bożej. W swych wczesnych zapiskach, które znajdujemy w jej Dzienniku, tak pisała: „Pan daje mi poczuć pełną czułości miłość do Świętej Dziewicy. Idąc ścieżkami swego życia, trwam w milczeniu i z upodobaniem powtarzam, rozmyślając o tym, co mówię, modlitwy do Najświętszej Maryi Panny. To pobożność, której nauczyłam się na kolanach mojej matki”.

Nasza błogosławiona wiedziała, że prawdziwa pobożność to nie tylko modlitwa, ale też zawierzenie się Maryi i ofiarowanie Jej wszystkiego. W sierpniu 1895 r. pisała: „Maryjo, moja najdroższa i najczulsza Matko, dziś poświęcam się Tobie w sposób szczególny, by Ci służyć…”. Jej maryjne nabożeństwo było przede wszystkim naśladowaniem cnót Matki Bożej. Czytamy w jej Dzienniku: „Jezus powiedział mi: «Maryja była najświętszym i najdoskonalszym stworzeniem, jakie kiedykolwiek żyło na ziemi. Czy wiesz, dlaczego? Bo od pierwszej chwili swego zaistnienia odpowiadała na wszystkie natchnienia Ducha Świętego. Maryja jest najlepszą nauczycielką życia duchowego»”.

MARYJNY HORYZONT

W mistycznym życiu Conchity dominują spotkania z Chrystusem, ale okazuje się, że mają one często charakter maryjny, Zbawiciel opowiada bowiem o swej Matce. Przykładem jest zacytowany przed chwilą fragment jej zapisków. Przytoczmy inny: „Dla ciebie istnieje tylko chwila obecna. Dla Boga wszystko już zaistniało. Maryja już istniała, zawsze była radością całej Trójcy, która ukształtowała Ją w swej Myśli. Ona już była radością Boga”. I jeszcze: „Była piękna pięknem Boga. Była Dziewicą płodnego dziewictwa Trójcy, stworzeniem bez najmniejszej skazy i w pełni doskonałym, duszą już zachowaną od grzechu, od czasu przebywania na łonie Ojca wezwaną do bycia nigdy nie splamioną ani w najmniejszy nawet sposób dotkniętą przez choćby cień grzechu. Już od wieczności była Córką, Oblubienicą i Matką, a Trzy Osoby Boskie znajdywały radość w tym doskonałym dziele, które musi być podziwiane w niebie i na ziemi przez wszystkie wieki. Trójca gorąco miłowała to nieporównywalne z niczym stworzenie i właśnie dlatego Słowo stało się Ciałem. Bóg przygotował Ją, obdarzając Ją wszelkimi łaskami i darami Ducha Świętego, z rozrzutnością iście Boską, czyniąc z Niej swą żywą świątynię”.

Conchita dodaje, że „w Maryi nawet najmniejszy grzech nie przyciemnił blasku najwyższej czystości Jej duszy przepełnionej pełnią łaski. Nigdy nie utraciła Ona żadnej z nich, zawsze była gotowa współpracować z Bogiem, szczególnie w godzinie upokorzenia i cierpienia”. Jezus mówił o Niej: „Maryja jest najszlachetniejszym stworzeniem, które istnieje i może zaistnieć w niebie, bowiem sam Bóg, choć Boski, nie może uczynić nic godniejszego, doskonalszego i pięknego. Maryja nosi w sobie odbicie wszystkich doskonałości, które Bóg może przekazać stworzeniu. Oto dlaczego Jej chwała w niebie przewyższa wszystkich aniołów i wszystkich świętych”.

Właśnie to misterium Wcielenia Słowa i związana z nim tajemnica Bożego Macierzyństwa Maryi znajduje się w centrum duchowego życia Conchity. A zaraz potem życie duchowe błogosławionej koncentruje się na Krzyżu – znowu z wyraźnym wątkiem maryjnym. Jezus tak mówił: „Tam, u stóp Krzyża, Maryja ujrzała, jak rodzi się mój Kościół, tam przyjęła do swego serca, na moje miejsce, w osobie św. Jana wszystkich kapłanów, i tam stała się Matką całego rodzaju ludzkiego (…) Z chwilą, gdy Maryja zgodziła się ma Wcielenie Słowa, nigdy już Boży plan zbawienia nie został wymazany z Jej duszy”.

Maryja nieustannie kontemplowała w swym Sercu „swego Syna – Niewinnego Męczennika”. Jej życie było tuż po Jezusie „najbardziej ukrzyżowane”. Nieprzerwanie kontemplowała przyszłość, w której miała dokonać się straszliwa męka Chrystusa.

Ta wielka medytacja prowadząca do pełnego zjednoczenia z Synem w dziele zbawienia zaoowocowała w Maryi „ważną rolą w działalności Kościoła, dla którego wyprasza Ona przebaczenie i uzyskuje łaski”. Sama, będąc członkinią Kościoła walczącego, stoi w pierwszym szeregu jako „depozytariuszka skarbów Kościoła”.

Ciekawe, że maryjna koncepcja chrześcijaństwa, o jakiej czytamy w pismach Conchity, zbiega się z nauczaniem wyznaczonym przez Sobór Watykański II. Kiedy czytamy słowa papieża Pawła VI, mówiącego, że do czasu Soboru Watykańskiego II Kościół nigdy nie kontemplował w tak szerokiej i potężnej syntezie roli Maryi obecnej w sercu tajemnicy Kościoła, te same słowa możemy odnieść do Conchity, która w swym geniuszu (zrodzonym z objawień) uprzedziła to, co Sobór odkrywał w podmuchach Ducha Świętego.

DZIEWICA SPOD KRZYŻA

Dla wszystkich świętych bliskość Maryi owocowała jakąś charakterystyczną formułą próbującą zdefiniować ich osobiste doświadczenie maryjne. Teresa z Lisieux pisała: „Ona jest bardziej Matką niż Królową”. Bernadeta czciła Ją jako Niepokalaną. Dla Conchity Matka Najświętsza była przede wszystkim Dziewicą spod Krzyża.

To wyjątkowe doświadczenie od początku było udziałem wizjonerki. Wiemy, że zawsze poruszały ją kazania o boleściach Matki Bożej, a Męka Jezusa była dla niej także męką Maryi. Przecież Matka stała najbliżej swego Syna! Przecież tylko Ona jedna rozumiała wołanie Jezusa dochodzące z głębi Jego duchowego opuszczenia. Bo sama doświadczała tego samego…

„Miarą cierpienia Maryi jest Jej miłość, a miarą miłości jest łaska, a Maryja jest pełna łaski, a więc miłości, a więc cierpienia” – pisała w 1894 r. Może dlatego tylu świętych pragnęło jak najwięcej cierpieć? W cierpieniu widzieli najkrótszą drogę do otrzymania łaski. Kiedy ktoś dociekliwy zapyta: „Jakiej?”, odpowiedź Conchity będzie oczywista: chodzi o łaskę jedynie ważną, o łaskę zbawienia. Meksykańska błogosławiona opowiada nam jeszcze o pewnej inspirującej wizji dotyczącej tajemnicy Maryi: „Jej Serce jest przedstawiane w otoczeniu róż, ale pod nimi znajdują się ciernie. Róże symbolizują łaski dla Jej dzieci, uzyskiwane przez niemal nieskończone cierpienia, wśród łez, w męczeństwie… Rzeczą naturalną dla matki, a tym bardziej dla Maryi, jest zatrzymać dla siebie ciernie i ból: swym dzieciom ofiarowuje róże i pieszczoty, nie wyrzeczenia”.

Stąd doświadczenie tego, co Maryja „zatrzymuje tylko dla siebie”, jest znakiem najbardziej intymnej zażyłości z Matką Najświętszą. Bo tak jak Jej cnoty pozostawały ukryte przed ludźmi przez Jej pokorę, tak i Jej cierpienia były ukryte przez oddanie ich samemu tylko Bogu.

UKOCHANA TAJEMNICA MARYJNA

W tym kontekście dziwi nieco fakt, że dla Conchity umiłowaną sceną z życia Maryi nie jest czas Krzyża, lecz ofiarowanie Jezusa w świątyni.

Nic tak nie ukazuje wnętrza osoby, jak poznanie jej osobistych doświadczeń duchowych i przyjrzenie się temu, co dla niej najbardziej inspirujące. Dla Conchity czwarta tajemnica radosna różańca była miejscem najbardziej wyraźnego objawienia się fundamentalnej postawy Maryi – Jej mistycyzmu i ofiarnej miłości. A to meksykańska wizjonerka chciała najpełniej naśladować.

To misterium było dla Conchity czymś bardzo osobistym. Uczyła się od niego nieustannego ofiarowywania w swym sercu Chrystusa składanego w ofierze za świat. Jezus mówił do swej wybranki: „Muszę być ofiarowywany przez ciebie, w każdym momencie, jako Ofiara za zbawienie ludzi”. I zaraz dodawał: „A ty masz być zjednoczona z tą wielką Ofiarą. Chcę, byś ofiarowała się na wzór Maryi. Naśladuj Ją i kształtuj swe serce na tak piękne podobieństwo”.

Stąd dzień 2 lutego był dla Conchity dniem szczególnym. W 1922 r. pisze: „Dzień 2 lutego 1922, Ofiarowanie Pańskie. To mój dzień. Jak często, rozważając tajemnice różańcowe, gdy dochodziłam do tego misterium, płakałam z bólu i miłości”.

SAMOTNOŚĆ MARYI

Przez ostatnie dwadzieścia lat w zapiskach Conchity pojawia się raz po raz w kontekście maryjnym słowo soledad. Trudno przetłumaczyć je jednoznacznie. Oznacza ono „samotność”, „odejście na osobność” i ciche męczeństwo w czystej wierze, gdy Bóg zdaje się nieobecny.

Wiemy, że po 1917 r. w wyniku natchnienia z nieba Conchita rozwinęła w sobie nową formę pobożności maryjnej: naśladowanie samotności Matki Bożej pod wieczór Jej życia na ziemi. Jezus objawił swej wizjonerce, że ostatnie lata doczesnego życia Maryi to czas, kiedy życie miłości osiągnęło w Niej najwyższą pełnię. Jest to okres, z którego Kościół walczący czerpie do końca czasów ogrom dobrodziejstw.

„Bóg chce, bym była samotna – pisze Conchita. – Dla mnie w tym momencie nadeszła godzina samotności. Chcę być w towarzystwie Maryi, naśladować Jej samotność podczas ostatnich lat Jej życia”.

Jezus nauczał: „Zawsze ci powtarzałem, że musisz naśladować Maryję w praktykowaniu cnót, szczególnie w Jej pokorze i czystości serca. Przyglądaj się cnotom, jakie praktykowała w swej samotności, w ostatnim okresie swego życia. Jej spojrzenie i Jej dusza były całkowicie zwrócone ku niebu”.

W tym momencie dla wielu z nas pojawia się wielki wzór do naśladowania. Staje on przede wszystkim przed osobami chorymi i starszymi. Maryja też była „emerytką”, ale czas ten był dla Niej najbardziej wypełniony sensem, najbardziej błogosławiony. A przez to najbardziej też błogosławiony dla rodzącego się Kościoła.

Błogosławiona Concepción Cabrera de Armida – Conchita. Bóg posłużył się tą zwykłą kobietą, mężatką, matką dziewięciorga dzieci, szarą świecką osobą, by przypomnieć współczesnemu światu o Ewangelii samotności i cierpienia i o głębokim znaczeniu maryjnej tajemnicy obecnej w życiu każdego człowieka.

źródło: Wincenty Łaszewski ŚWIAT MARYJNYCH OBJAWIEŃ 100 spotkań z nadprzyrodzonością Duchowy przewodnik po objawieniach Matki Bożej

Media

Filmik w języku hiszpańskim.

Adres

Nasz Adres:

Av. Universidad 1700, Santa Catarina, 04010 Álvaro Obregón, CDMX, Meksyk