Neocezarea 231

Zwykło się twierdzić, że Najświętsza Maryja Panna ukazuje się szczególnie często w epoce współczesnej. Niektórzy nawet sądzą, że nasilające się objawienia Maryjne są znakiem zbliżania się końca czasów. Wielka liczba objawień Matki Bożej może mieć rzeczywiście jakiś związek z czasami ostatecznymi, bo jak pisał Ojciec Święty Jan Paweł II jeszcze jako kardynał Wojtyła, „przyjście ponowne Chrystusa musi być przygotowane przez Ducha Świętego, już nie w łonie Dziewicy, ale w Ciele Mistycznym”. A Maryja, jako Matka i Wychowawczyni Kościoła, musi go – tzn. nas – do tych zbliżających się narodzin przysposobić przez udzielenie nam swego ducha.

Nie nam oceniać, czy zbliżamy się do końca czasu. Możemy jednak stwierdzić pewną prawidłowość: u początków Kościoła miały miejsce objawienia Matki Najświętszej i były one naprawdę liczne! Czyżby u początków historii chrześcijaństwa Matka Najświętsza chciała umocnić powierzony sobie Kościół, przeprowadzić go bezpiecznie przez lata dziecięce, pomóc w godzinach próby? Gdyby odpowiedź na to pytanie była twierdząca, znalibyśmy też odpowiedź na inne pytanie, pytanie nam bliższe: „Dlaczego Maryja mnoży dziś swe objawienia?”. 

Dlaczego? Bo nasze czasy są też godziną próby! Nie dajmy się uśpić apokaliptycznym wizjonerom, mówiącym, że godzina próby jeszcze przed nami! Już w niej żyjemy. Nie trzeba tego wyjaśniać ludziom wierzącym – dziś wiara spychana jest na społeczny margines, a świat buduje kulturę bez Boga i tworzy cywilizację śmierci. Dziś jest czas prześladowań. Przypomnijmy sobie treść trzeciej części tajemnicy fatimskiej… Dlatego Maryja nam się objawia. Chce pomóc nam przetrwać, zachować wiarę, nie zejść na drogą ku piekłu.

„Maryja ma zwyczaj się ukazywać”

Czy objawienia w pierwszych wiekach były liczne? Tak. Znamy już objawienie Matki Bożej w Saragossie w roku 40. Siedem lat później Matka Najświętsza ukazała się w Le-Puy-en-Velay, na francuskiej górze Anis pewnej chorej kobiecie o imieniu „Vila”. Kolejne objawienie (a pierwsze udokumentowane) jest związane z postacią młodego św. Grzegorza Cudotwórcy († 270), ucznia Orygenesa. Miało ono miejsce w Neocezarei, w tureckiej prowincji Ponto w 231 r.

Wątpliwości młodego biskupa

Trzeci wiek to czasy, kiedy biskupa wybierał jeszcze lud. Gdy członkowie danej wspólnoty widzieli, że jakiś człowiek jest dobry, prawy, głęboko wierzący, gdy zmysłem wiary czuli, że będzie on dobrym pasterzem, wówczas przedstawiali go jako kandydata do biskupiej sakry.

Tak właśnie było w Neocezarei. Mieszkańcy tego miasta chcieli, by ich biskupem został młody wówczas Grzegorz, który niebawem nie tylko zasłużył sobie na tytuł świętego, ale też został obdarzony przydomkiem „cudotwórcy”.

Człowiek ten bał się przyjąć proponowany urząd, uważał bowiem, że nie jest w pełni utwierdzony w wierze. W sercu nosił wiele pytań, na które nie znał odpowiedzi. Prawdy chrześcijańskie nie były mu dokładnie znane. Jak więc – pytał – mógłby kierować chrześcijańską owczarnią?

Dlatego, gdy tylko przyjął sakrę biskupią, po skończeniu wszystkich związanych z nią uroczystości „poprosił – jak mówi Grzegorz z Nyssy w Vita Gregori Thaumaturgi – by dano mu krótki czas, w którym mógłby zapoznać się dokładnie z tajemnicą wiary”. Mówiąc naszym językiem,   biskup postanowił odprawić rekolekcje.

Przyznajmy, że przyszły cudotwórca miał w sobie wiele gorliwości. Świadczy o tym nie tylko decyzja poprzedzenia swej posługi biskupiej rekolekcjami, ale i fakt, że Maryjne widzenie, którego łaski miał wkrótce dostąpić, dokonało się późną nocą. Widzimy, jak nowo konsekrowany biskup czuwa pośród głębokiej nocy na modlitwie i rozmyślaniu. Ta gorliwość będzie mu za chwilę nagrodzona.

Nocne widzenie

Wsłuchajmy się w starożytne świadectwo: 

„Gdy więc tak czuwał i rozmyślał, otrzymał wizję kogoś mającego ludzką postać, wygląd starca, ubranego w szlachetne szaty. Wdzięk na twarzy i postawa wskazywały na wielką cnotę. On zaś zganił łagodnymi słowami ten jego duchowy lęk i powiedział, że ukazuje mu się z Bożego nakazu z powodu jego wątpliwości, aby mu objawić pobożną wiarę. Więc niech nabierze otuchy i spojrzy na niego z radością i bojaźnią”.

Mamy objawienie, ale ukazuje się w nim nie Matka Najświętsza, tylko jakiś starzec. To św. Jan, który ma wyjaśnić Grzegorzowi jego wątpliwości w wierze. 

To nie jest objawienie Maryjne. Dlaczego więc piszemy o tym starożytnym widzeniu?

Bowiem, gdy czytamy dalej, w opisie objawienia pojawia się Maryja. Grzegorz z Nyssy opowiada:

„Gdy więc on wyprostował rękę i wyciągnąwszy palec na wprost, chciał pokazać to, co pojawiło się z drugiej strony, Grzegorz skierował wzrok za wyciągniętą ręką i ujrzał na wprost siebie inną zjawę, mającą nadludzkie kształty kobiety. Przeraził się więc i znów opuścił głowę, pełen niepokoju względem tego, kim jest ta zjawa, i nie mogąc znieść [piękna] tego, co mu się pojawiło. To bowiem, co było zdumiewającego w tej wizji, polegało na tym, że choć była głęboka noc, to jednak światło towarzyszyło zjawom jakby jasność zapalonej pochodni. Gdy więc oczyma nie mógł znieść blasku objawienia, usłyszał ze słów tych, którzy mu się objawili i rozmawiali między sobą, to, co stanowiło przedmiot jego poszukiwań. Dowiedział się więc z nich nie tylko tajemnicy prawdziwej nauki wiary, lecz także poznał imiona tych, którzy mu się objawili, jako że obydwoje posiadali swoje imiona. Miał bowiem usłyszeć, jak postać ukazująca się mu w kobiecych kształtach zachęcała Jana Ewangelistę, aby objawił młodzieńcowi tajemnicę pobożności. Ów zaś mówił, że gotów jest to uczynić, aby uradować Matkę Pana, skoro to jest Jej miłe…”

Krótki jest ten starożytny opis Maryjnego objawienia. Brakuje w nim wielu szczegółów. Nie wiemy na przykład, w jakiej postaci ukazała się Matka Najświętsza. Szkoda, bo jest to zawsze integralna część objawienia, zawierająca jakieś dodatkowe przesłanie. Może nic nie wiemy o wyglądzie Maryi dlatego, że kaznodzieja uważał to za nieistotne, a słuchaczom przekazał tylko to, co jego zdaniem ważne. A może dlatego, że sam wizjoner nie mógł zbyt wiele na ten temat powiedzieć. Biskup z Nyssy wspomina w swej mowie, że Grzegorz, uderzony blaskiem bijącym z postaci Jana Ewangelisty, spuścił wzrok. Podniósł go jednak ponownie na żądanie niebieskiego przybysza. Dzięki temu opis postaci umiłowanego Apostoła jest na tyle dokładny, że dowiadujemy się nawet o „wdzięku na twarzy i postawie wskazujących na wielką cnotę”. Ale o Maryi wiemy tylko tyle, że miała „nadludzkie kształty”. Grzegorz spoglądał na nią tylko przez krótką chwilę i zaraz opuścił wzrok.

Grzegorz, przyszły cudotwórca, ma w sobie wiele pokory. Zresztą, czy Bóg „nie odtrąca pysznych, a pokornym łaskę daje” (1 P 5,5)? Ta łaska jest tak wielka, że oślepia św. Grzegorza, który znów opuszcza głowę i nie śmie patrzeć na nadprzyrodzone widzenie. (Mamy tu swoiste zapętlenie się łaski: Bóg udziela jej, ponieważ Grzegorz jest pokorny – Grzegorz reaguje na nią pokorą – w odpowiedzi Bóg pomnaża łaskę – Grzegorz znów okazuje pokorę – Bóg po raz kolejny wylewa na niego obficie łaskę… I tak dalej, aż święty biskup dojdzie do kresu swej pokory. To hojne wylanie darów nieba może być udziałem każdego z nas.

Wróćmy do naszego objawienia. Już na początku widzenia Grzegorz Cudotwórca opuszcza wzrok. Jan Ewangelista musi go upomnieć. Każe mu patrzeć. Ale polecenie skutkuje zaledwie na chwilę. Grzegorz podnosi wzrok, widzi palec wskazujący na kogoś po jego drugiej stronie. Widzi Maryję. Tak piękną, tak promienną, że Grzegorz znowu opuszcza wzrok. I już go nie podniesie.

Objawienie z wyboru samego Grzegorza staje się nie tyle widzeniem, ile tzw. lokucją – słyszeniem głosu z nieba. Co słyszy nowo wyświęcony biskup? Słyszy odpowiedź na wszystkie swoje pytania! Pierzchają mroki niewiedzy, ustępują wszelkie wątpliwości. Biskup Grzegorz już nie tylko wierzy. On „wie”. Jak kard. Stefan Wyszyński, który kiedyś zaszokował swe otoczenie, mówiąc: „Ja nie wierzę”. I dodał po chwili: „Ja wiem”. Św. Grzegorz też już wiedział.

Owoce tej wiedzy były zaprawdę niezwykłe – potomni stawiali Grzegorza Cudotwórcę na równi z Apostołami, ponieważ – jak mówił św. Grzegorz z Nyssy – „nie ustępował im pod względem wymowy, żył zgodnie z Ewangelią i czynił cuda jak drugi Mojżesz”.

Ale dodajmy w tym miejscu pytanie: skoro objawienie, o które prosił św. Grzegorz, nie wznosi nic „nowego”, a jedynie prypomina prawdę zawartą w Piśmie Świętym, to poc mu była potrzebna?

Młody kandydat na biskupa zachowuje się jak wielu z nas: wygląda na to, że nie wystarcza mu prawda objawiona w Pismach, ale potrzebne mu dodatkowe objawienie. Czyżbyśmy mieli dowód jego niedojrzałości duchowej? Nawet jeśli tak , to właśnie dzięki tej wizji stał się wspaniałym biskupem i świętym!

Warto więc uznać swoją niedojrzałość, nie udawać lepszego niż się jest i – prosić o pomoc z nieba, nawet o objawienie…

I rzeczywiście, nie da się policzyć owych małych objawień, jakie ludzie otrzymują od Matki Najświętszej, która wskazuje im drogę przez życie. To zupełnie prywatne spotkania i rozmowy i nam wiedza o nich nie jest potrzebna, bowiem nie prowadzi do naszego uświęcenia. Choć bywają wyjątki, które – upublicznione jak wizja św. Grzegorza – stają się dla nas źródłem mądrości.

Litania prawowierności Maryjnej

W starożytnym opisie tego Maryjnego objawienia najbardziej zachwycająca jest wzmianka o Matce Bożej jako gwarancji prawdziwej wiary. Czytamy w przytoczonej przed chwilą patrystycznej homilii, że Jan Apostoł miał Grzegorzowi „objawić pobożną wiarę”. I co czyni? Wyciągnąwszy palec, pokazał na Maryję!

Tam, gdzie Ona, tam prawdziwa wiara. Tak uczy Kościół.

Dla św. Cyryla Aleksandryjskiego Maryja jest „berłem prawowiernej nauki”. Twierdzi on, że „wystarczy dla nienagannego wyznania wiary powiedzieć, iż święta Panna jest Bogarodzicą…”. 

Tak jest również dla św. Efrema Syryjczyka, który w pieśni o Ewie i Maryi pisze:

Oto świat! Dwoje ma oczu:

lewe ślepe – to Ewa,

prawe świecące – to Maryja.

Przez oko zaciemnione zaciemnił się świat cały:

każdy znaleziony kamień uznali ludzie za Boga,

fałsz nazywali prawdą.

Lecz gdy świat oświeciło oko i niebieskie światło,

co w łonie jego zamieszkało,

zobaczyli ludzie, że to, co znaleźli, było zgubą ich życia.

Wsłuchajmy się też w aklamację, jaką kierował do Maryi św. Teodor Studyta: „Witaj, święta księgo przykazań Pańskich, nowo napisane prawo łaski, przez które znana jest nam wola Boża!”.

Przypomnijmy słowa św. Ludwika de Montfort: „Kościół i Duch Święty, który nim kieruje, głoszą, iż Maryja sama pokonała wszystkie herezje… Niech umysły krytyczne oburzają się na takie twierdzenie, to jednak pozostaje pewne, iż nie zdarzyło się nigdy, by wierny sługa Maryi popadł w herezję lub jakiś świadomy błąd”.

W pismach św. Bonawentury można znaleźć zdanie: „Ona to wszystkie błędne nauki na całym świecie pokonała, Ta, która Prawdę w sobie poczęła i z siebie zrodziła. Wyjednała dla całej ludzkości pojednanie, dlatego też cała cześć chrześcijan musi się z żarliwością ku Niej kierować”.

A św. Jan Damasceński pisze: „Mając nadzieję w Tobie, Matko Boża, będę zbawiony, mając opiekę Twą, niczego się nie lękam, pod opieką Twą będę zwalczał i zwyciężał nieprzyjaciół moich, gdyż nabożeństwo do Ciebie jest bronią zbawienia, daną przez Boga tym, których chce zbawić”.

Może dlatego Katechizm Kościoła Katolickiego posłużył się takim wspaniałym określeniem Maryi: „Ona jest krzewem gorejącym ostatecznej teofanii” (KKK 724). Starotestamentalny krzak gorejący objawił Mojżeszowi Boga i pozwolił mu poznać Jego imię, a więc samą Jego istotę. Ukazał też prorokowi jego osobiste powołanie i przeznaczenie jego ludu. Maryja – nowotestamentalny krzak gorejący – „napełniona Duchem Świętym, pokazuje Słowo w uniżeniu Jego ciała i pozwala Go poznać ubogim…”. Do tego płonącego krzewu mają więc dostęp wszyscy (już nie jeden człowiek – Mojżesz), którzy są ubodzy, czyli pokorni. Ten krzak gorejący objawia Chrystusa w Jego najgłębszej istocie, jaką jest miłość gotowa uniżyć się we wcieleniu i śmierci krzyżowej. 

Czy nie objawia też on powołania tych, którzy się weń wpatrują? 

Zapatrzmy się dziś w Maryję, bowiem – jak pisze Ojciec Święty – „nie sposób zaprzeczyć, że wielu chrześcijan przechodzi w swoim życiu duchowym chwilę niepewności, która obejmuje nie tylko życie moralne, ale także modlitwę, a nawet samą teologalną poprawność wiary”. Matka Najświętsza może wskazać im drogę…

 

źródło: Wincenty Łaszewski ŚWIAT MARYJNYCH OBJAWIEŃ 100 spotkań z nadprzyrodzonością Duchowy przewodnik po objawieniach Matki Bożej