Blangy 1840

Historia objawień zna tylko jeden przypadek, gdy w tym samym miejscu Matka Boża pojawiła się po raz kolejny w ramach już innego objawienia i przekazując zupełnie inne orędzie. To kaplica Sióstr Miłosierdzia przy Rue du Bac 140, w której dziesięć lat po objawieniu Cudownego Medalika św. Katarzynie Labouré rozpoczęło się kolejne nadprzyrodzone spotkanie z Maryją. Mamy prawo pytać o to, co Maryja chciała nam obwieścić, wybierając raz jeszcze Rue du Bac. Znamy chyba odpowiedź: Matka Najświętsza pragnęła zwrócić naszą uwagę na rolę, jaką w planach Opatrzności miało zacząć odgrywać Jej Niepokalane Serce.

To zdumiewające: pierwsze „nowożytne” objawienie Maryjne (mówi się, że jest to objawienie nowego typu, Matka Najświętsza przełamała w nim bowiem schemat swych wcześniejszych objawień) jest nie tylko inne pod względem formalnym, ale ukazuje nową dominantę, która niedługo stanie się wspólnym mianownikiem kilkuset nadprzyrodzonych interwencji nieba. Przedmiotem orędzia jest Niepokalane Serce Maryi – ratunek dla świata. A żeby wielką symfonię nowożytnych objawień od razu zdominował temat główny, Matka Boża najpierw kilkakrotnie go powtarza. Mamy Rue du Bac i objawienie Medalika Niepokalanego Poczęcia, mamy Notre Dame de Victoires i objawienie znaczenia poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi, mamy znowu Rue du Bac i objawienie szkaplerza Niepokalanego Serca Maryi… Wszystko to dzieje się Paryżu, stolicy kraju najbardziej zasłużonego w rozwoju kultu maryjnego, na progu jego przejścia na drugą stronę barykady, kiedy to stanie się najgorliwszym orędownikiem „ładu bez Boga”. Maryja chce, by piętno Jej objawień poszło z Francuzami nawet na bezdroża ateizmu i materializmu. Być może chce też im pokazać drogę powrotu: swe Niepokalane Serce.

NOWA WIZJA NA RUE DU BAC

Ulica du Bac nieodmiennie kojarzy się nam z Katarzyną Labouré. Trudno, aby było inaczej, skoro nawet wystrój kaplicy domu nowicjackiego sióstr szarytek skupia naszą uwagę na objawieniu Cudownego Medalika. Wyłącznie na nim. Nic nie przypomina o drugim objawieniu i o drugiej wizjonerce: o siostrze Justynie Bisqueyburu. Może dlatego, że choć udzielone jej objawienia rozpoczęły się właśnie przy Rue du Bac, to kulminacyjne spotkanie zakonnicy z Matką Najświętszą miało miejsce w innym klasztorze, w miejscowości Blangy.

Na pierwszy rzut oka historia wizjonerki Justyny Bisqueyburu nie jest szczególna. Gdy odczytała swe powołanie do życia zakonnego i w dniu 27 listopada 1839 r. wstąpiła do sióstr szarytek, nie różniła się niczym od swych towarzyszek. Jak one była młoda, pełna ideałów, a zarazem pozbawiona doświadczenia religijnego. Kandydatki czekały długie lata formacji, które miały z nich uczynić zakonnice według upodobania Bożego. Zgodnie z klasztorną tradycją, kształtowanie kandydatek powierzono siostrom najbardziej doświadczonym, mądrym, świętym. Siostrze Justynie na czas nowicjatu Bóg chciał dać jednak za przewodnika kogoś zupełnie wyjątkowego.

Jest luty 1840 r. dwudziestotrzyletnia Justyna Bisqueyburu odprawia swe pierwsze rekolekcje zakonne. W swej młodzieńczej gorliwości długo klęczy w kaplicy, wpatrując się w milczeniu w Najświętszy Sakrament. To właśnie wtedy otrzymała łaskę pierwszego niebieskiego widzenia: nowicjuszce ukazała się Matka Najświętsza. Maryja również milczała. Była odziana w białą suknię z jedwabiu, na którą miała narzucony błękitny płaszcz. Włosy luźno opadały Jej na ramiona, w rękach trzymała swe Serce, z którego wytryskały promienie. Matka Boża była pełna powagi i majestatu, a jednocześnie emanowała pięknem, które może być udziałem tylko najwyższej chwały nieba.

To był zaledwie wstęp do czegoś ważniejszego. Był to rodzaj rekolekcji, które siostra Justyna odprawiała pod kierownictwem samej Matki Najświętszej. Tych milczących nauk było co najmniej siedem. Druga z nich miała miejsce w dniu zakończenia rekolekcyjnego skupienia w klasztorze przy Rue du Bac, pozostałe pięć w trakcie nowicjatu i przypadały zawsze w główne święta maryjne. Ich cel zdaje się być prosty: miały obudzić w Justynie Bisqueyburu żarliwą pobożność do Niepokalanego Serca Matki Bożej.

Na rekolekcje zakonne niebo nałożyło rekolekcje doskonalsze. Dodajmy: i dłuższe, jakby chciało pokazać, że skupienie to stan, w którym osoby zakonne (i wszyscy, dla których niebo jest ważniejsze od ziemi) powinny trwać nie kilka dni wyznaczonych przez regułę, ale zawsze.

OSTANIE OBJAWIENIE – POCZĄTEK DARU

Święto narodzenia Matki Bożej siostra Bisqueyburu spędza już w innym klasztorze, po złożeniu profesji zakonnej została bowiem wysłana do domu szarytek w Blangy. Jest już przyodziana w habit zakonny. Jakaś wewnętrzna intuicja każe jej się spodziewać, że wielka uroczystość przypadająca na dzień 8 września będzie okazją do spotkania z Królową Nieba. Stąd cały dzień stara się spędzić na modlitwie, medytując na treścią święta. Nie chce przegapić chwili, kiedy otworzy się niebo. Rzeczywiście, w uroczystość swych narodzin Maryja objawia się Justynie. Tym razem ukazuje się jej inaczej niż poprzednimi razy. W dniu, kiedy dusze święte i pobożne składają u Jej stóp dary swego serca, Ona nie tylko je z wdzięcznością przyjęła, ale sama przyniosła dla ludzi niezwykle hojny podarunek.

Trzyma go w lewej ręce. Jest zielony. To skrawek materiału, utkany z zielonej nici, na którego jednej stronie jest przedstawiona Matka Boża, taka jaką wizjonerka oglądała podczas poprzednich objawień. Po drugiej – oddajmy głos Justynie Bisqueyburu – widnieje „serce otoczone płomiennymi promieniami, jaśniejszymi od słońca i bardziej przeźroczystymi niż kryształ. Serce to, na którym znajdował się krzyż, było przebite mieczem, dokoła zaś znajdowały się słowa: «Niepokalane Serce Maryi, módl się za nami teraz i w godzinę śmierci naszej»”. Do szkaplerza przywiązany był zielony sznurek.

W tym samym momencie wewnętrzny głos wytłumaczył młodej szarytce znaczenie otrzymanego widzenia. Matka Najświętsza ogłosiła: „Za pomocą tego środka Bóg chce przyprowadzić do siebie, przez wstawiennictwo Najświętszej Maryi Panny, tych, którzy stracili wiarę lub żyją odłączeni od świętego Kościoła. Będzie im zapewniona szczęśliwa śmierć łącznie ze zbawieniem wiecznym”.

Justyna zrozumiała, że ma przed oczami nowy szkaplerz, będący narzędziem nawrócenia dla ludzi, którzy nie wierzą w Boga, przede wszystkim zaś wyjednania im łaski szczęśliwej śmierci. Stąd zieleń szkaplerza – kolor, który oznacza nadzieję.

NIEPOTRZEBNA ZWŁOKA

Justyna Bisqueyburu opowiedziała o swym widzeniu ks. Aladelowi, który wciąż jeszcze był ojcem duchowym sióstr Miłosierdzia. Jednak, podobnie jak to było w przypadku Katarzyny Labouré, kapłan nie chciał zaangażować się w realizację życzeń Matki Najświętszej. Ta ostatnia ukazywała się więc jeszcze kilkakrotnie, przynaglając do rozpowszechnienia nowego nabożeństwa. Zielony Szkaplerz otrzymał oficjalną aprobatę biskupa dopiero po sześciu latach zabiegów wizjonerki, w 1846 r., w roku, gdy w Zgromadzeniu Sióstr Miłosierdzia miało miejsce następne objawienie: umęczony Chrystus ukazał się w klasztorze w Troyes siostrze Apolinie Andreveux i ofiarował jej czerwony szkaplerz. (Ale to świat innych objawień, nie Maryjnych, lecz Chrystusowych). W 1863 r. św. Pius IX, ten sam, który ogłosił dogmat o Niepokalanym Poczęciu, oficjalnie zaaprobował Szkaplerz Niepokalanego Poczęcia. Podobno kilkakrotnie rozmawiał z siostrą Bisqueyburu. Powiedział: „Napiszcie tym dobrym siostrom, że daję im prawo do robienia tych szkaplerzy i ich rozpowszechniania”. I do niego dotarła bowiem wieść o cudach, które dokonywały się za pośrednictwem zielonego szkaplerza.

„BEZPOŚREDNI POŚREDNIK”

Tak nazwał Zielony Szkaplerz jeden z pierwszych ludzi wpisanych na listę cudów wyjednanych przez Maryję dla tych, którzy przyjęli zielony znak Jej Niepokalanego Poczęcia. Człowiek ten był zdeklarowanym wrogiem Kościoła i aż kipiał nienawiścią do wszystkiego, co wiązało się z religią. Na sam widok kapłana wpadał w szał. Można było domniemywać, że swym odwróceniem się plecami do Boga umożliwił szatanowi opętanie go przez ciemności samego piekła.

Mijały lata przepełnione nienawiścią, aż nadszedł dzień 19 września 1842 r., w którym dotknęła go łaska. Ktoś dał mu Zielony Szkaplerz, a on, sam nie wiedząc, po co go przyjmuje i dlaczego to czyni, wziął szkaplerz. Jedenaście dni później nieoczekiwanie dla domowników wstał od obiadu i popędził do sąsiedniego pokoju. Czy miał jakieś dziwne widzenie, czy tylko z wielką mocą dotknęła go łaska? Tego nie wiemy. Wiemy, że padł na kolana w pokoju sąsiadującym z jadalnią, wyciągnął swój szkaplerz, zaczął go całować i tonąc w łzach, przysięgać Matce Bożej, że w ciągu tygodnia pójdzie do spowiedzi. Nie umiał jednak czekać ani chwili dłużej na dopełnienie swego nawrócenia i już następnego dnia wyspowiadał się i przystąpił do Komunii świętej. Człowiek ten stał się nie tylko wzorowym katolikiem, ale i wielkim apostołem Zielonego Szkaplerza.

Na ziemię zwaliła się lawina nawróceń. Wiele z nich było podobnych do tego, które dokonało się dwa lata później. Czternastoletnia, zupełnie zdemoralizowana dziewczyna przyjęła szkaplerz i po kilku dniach pobiegła do spowiedzi, by rozpocząć zupełnie nowe życie.

Takich cudów było wiele już w pierwszych latach po objawieniu szkaplerza nadziei. Szybko pojawił się jeszcze inny element jego działania. Po raz pierwszy doszedł on do głosu w dalekim Konstantynopolu, gdzie pewien schizmatyk, przyjąwszy szkaplerz Niepokalanego Poczęcia, natychmiast powrócił na łono Kościoła katolickiego. Został on też obdarowany dodatkową łaską: Matka Najświętsza jakby mimochodem uleczyła go z trądu, który właśnie zaczął toczyć jego ciało! Szkaplerz objawił swą leczniczą moc i zaczął uzdrawiać już nie tylko dusze, ale i ciała. Odtąd chorzy ludzie czynią nim znak krzyża na miejscu dotkniętym chorobą i mówią: „Umiłowana Matko Boża, wstaw się w intencji mego uzdrowienia, a za tę łaskę, którą otrzymam dzięki Twemu wstawiennictwu, niech wszystkie serca pałają miłością do Twego Syna, Jezusa Chrystusa”.

To dziwne, bo Maryja o takim działaniu swego szkaplerza nic nie mówiła siostrze Justynie. Mamy więc do wyboru dwie hipotezy: albo Matka Najświętsza, lecząc dusze, zapragnęła też leczyć ciała, to ostatnie jednak, uważając za mniej ważne, pominęła milczeniem, albo to ludzie – przez swą wiarę – poszerzyli przypisaną szkaplerzowi skuteczność. A może spotkały się tu oba pragnienia: Maryjna chęć niesienia pomocy całemu człowiekowi i obdarowania go szczęściem już na ziemi oraz nasze ludzkie pragnienie otrzymania od Niej daru uzdrowienia. Hipoteza o tyle ciekawa, że mamy do czynienia z leczniczym działaniem szkaplerza związanego z prawdą o Niepokalanemu Poczęciu. Jakby ten ogłoszony w 1854 r. dogmat mówił nie tylko o zjednoczeniu duszy z Bogiem, ale też o Bożym pragnieniu, aby człowiek także cieleśnie „powrócił” do raju. Dodajmy, że chodzi o zamieszkanie w raju nie w sensie niechorowania, ale w znaczeniu trwania w takiej bliskości Boga, że choroba i cierpienie mogą w okamgnieniu zostać zabrane lub że Pan przypisze im inny wektor i siła cierpienia przestanie niszczyć, a zacznie budować. Wtedy człowiek zamiast od niego uciekać, zacznie go szukać. To ostatnie jest doświadczeniem większości świętych.

Zapytajmy raz jeszcze o cel szkaplerza Niepokalanego Poczęcia. Okazuje się, że szczególne łaski, które są z nim związane, pogłębiają nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi! 

Szatan nie ma dostępu do tego, kto zrobił szkaplerz, kto go nosi i rozpowszechnia. Wszyscy, którzy związali swe życie z Zielonym Szkaplerzem, potwierdzają, że szatan jest wobec nich bezsilny. Dlaczego? Bo widzi w tych ludziach pośredników Niepokalanego Serca Maryi, Serca, wobec którego jest całkowicie bezradny. Stąd szkaplerz jest najsilniejszym murem nie dopuszczającym diabła do wnętrza duszy.

CO TO ZNACZY PRZYJĄĆ ZIELONY SZKAPLERZ

Matka Najświętsza sama wyjaśniła, jak korzystać z Jej daru. Ponieważ Szkaplerz Niepokalanego Poczęcia nie jest związany z żadnym bractwem, stąd nie ma żadnych formalności, wymaganych przy nakładaniu innych szkaplerzy. Nie trzeba wypowiadać nad nim specjalnej formuły ani uroczyście otrzymywać go z rąk kapłana. Wystarczy, że zostanie on poświęcony i będzie noszony jako szkaplerz – znak obecności Matki Bożej. Matka Najświętsza dodała, że – podobnie jak Cudowny Medalik – można go nosić na ciele, można włożyć do ubrania, przywiązać do różańca, włożyć do łóżka, czy umieścić w pokoju, w którym najczęściej przebywamy. Jedyna modlitwa, którą należy odmawiać, to ta, która widnieje na rewersie szkaplerza: „Niepokalane Serce Maryi, módl się za nami teraz i w godzinę śmierci naszej”. Ten akt strzelisty powinien być odmawiany codziennie – jeśli nie przez tego, który nosi szkaplerz, to przez osobę, która go wręczyła.

Zielony Szkaplerz nie jest magicznym talizmanem, amuletem czy maszyną samą z siebie produkującą cuda. Łaski otrzymywane za jego pośrednictwem są proporcjonalne do nadziei, z jaką ktoś go nosi (lub z jaką ktoś go komuś podarował). Dodajmy, że o różnym stopniu nasycenia szkaplerza łaskami miało opowiadać ostatnie objawienie, którego dostąpiła Justyna Bisqueyburu. Ujrzała ona Matkę Bożą, z której dłoni wytryskiwały promienie o różnorakiej długości. „Jak wielka wasza nadzieja i ufność, tak wielka moja łaska” – zdawała się mówić Matka Najświętsza. Przypomina nam się znowu scena z życia Patryka Peytona, który usłyszał, że Matka Boża jest dla niego dobra w tylu procentach, w ilu on wierzy w Jej miłość i moc.

WIZJONERKA ODCHODZI

Mówimy, że Justyna Bisqueyburu odeszła do nieba 23 września 1903 r., ale nie jest to właściwe określenie: ona nigdy nie żyła dla tego świata, nigdy też nie pojawiła się na jego scenie jako „bohaterka cudownych widzeń”. Przez 60 lat skutecznie ukrywała przed współsiostrami i światem, że to właśnie jej Matka Najświętsza objawiła swe Niepokalane Serce i dała zielony szkaplerz. Postąpiła jak inna szarytka, św. Katarzyna Labouré, która do ostatnich lat życia pozostała w cieniu swych zwykłych zajęć zakonnych i która zdołała uniknąć tego, by jej osobę wiązano z słynnym objawieniem Cudownego Medalika. Postępowanie Justyny jest jednym z przekonujących argumentów za autentycznością objawienia z 1840 r. Jaki bowiem sens miałoby wymyślenie spotkania z Maryją, jeśli nie otworzyłoby to drogi do sławy i popularności? Wizjonerzy, którzy się eksponują, którzy próbują „sprzedać” siebie razem z objawieniem z nieba, którzy nawet zasłaniają sobą Matkę Najświętszą – tacy najprawdopodobniej wcale nie dostąpili łaski prawdziwych objawień, a nawet jeśli mieli, to dane w nim Boże skarby zasypali piaskiem swej próżności.

Jak widzimy, w historii Kościoła mogą pojawiać się objawienia prawdziwe, ale przekazane światu w formie tak zniekształconej, że stają się one nieprawdziwe. To jednak wielki temat „rozeznawania duchów”, nad którym kiedyś może będzie okazja jeszcze się pochylić.

źródło: Wincenty Łaszewski ŚWIAT MARYJNYCH OBJAWIEŃ 100 spotkań z nadprzyrodzonością Duchowy przewodnik po objawieniach Matki Bożej

Warto przeczytać

https://www.pch24.pl/szkaplerz-chorych-i-watpiacych,20995,i.html

https://www.przymierzezmaryja.pl/zielony-szkaplerz,12690,a.html

Adres

Nasz Adres:

140 Rue du Bac, 75007 Paris, France