Arka Niepokalanego Serca 

Naju 1985

Z końcem czerwca 1985 r. w małym miasteczku na szczycie półwyspu koreańskiego niebo zaczyna przekazywać światu swe naglące wezwanie. Czyni to przez orędzia i niezwykłe znaki. Figura Matki Bożej płacze, najpierw łzami, następnie ludzką krwią, potem wydziela zapachy. Wizjonerka przeżywa cierpienia w intencji nawrócenia ludzkości i jako zadośćuczynienie za grzech aborcji. Kilkakrotnie otrzymuje też stygmaty męki ukrzyżowanego Zbawiciela. Staje się podmiotem cudów eucharystycznych, podczas których chleb konsekrowany zamienia się w ludzkie ciało. Świadkami tych ostatnich są kardynałowie, biskupi, nawet Ojciec Święty Jan Paweł II. A wszystko po to, by wskazać współczesnemu światu na zagrożenia, przed jakimi stoi ludzkość oraz by ukazać jej ratunek. Jeśli przywołać obraz arki wybudowanej przez Noego, dziś czciciele Maryi mają wejść do Arki Jej Niepokalanego Serca – jedynego środka ocalenia przed potopem Bożego gniewu.

Przesłanie z Naju jest proste. Matka Najświętsza pragnie obudzić ludzkość z duchowego marazmu i obojętności i zaprosić do wprowadzenia w życie Ewangelii. Wzywa do gorliwej modlitwy, do pokory i miłości. Zapewnia, że za pomocą tych środków szatański uścisk zniewalający świat zostanie rozluźniony i rozpocznie się nowa era: czas pokoju i panowania Chrystusa. Dlatego Matka Najświętsza prosi o dziecięce oddanie się Jej przez całkowite poświęcenie się Jej Niepokalanemu Sercu.

KIM JEST WYBRANKA MARYI?

Pierwotne nazwisko wizjonerki z Naju to Hong-Sun Yoon. Dziś jest Julią Kim. Imię Julia przyjęła na chrzcie, Kim jest nazwiskiem jej męża. Urodziła się w Naju w 1947 r., tak więc jej spotkania z Maryją rozpoczęły się już w wieku dojrzałym – Julia miała wówczas 38 lat, była mężatką, matką czworga dzieci, przeszła przez ból śmiertelnej choroby, z której została cudownie uzdrowiona. Miała za sobą decyzję o samobójstwie… 

Jej rodzinne miasteczko leży w odległości około 30 km od południowo-zachodniego wybrzeża Półwyspu Korei Południowej. Od Seulu dzieli je niecałe 300 km. 

Życie Julii nigdy nie było łatwe. W czasie wojny koreańskiej straciła dziadka, ojca i jedyną siostrę. Żyła z matką w skrajnej nędzy, musiała zrezygnować ze szkoły. Kiedy urodziła czwarte dziecko, ciężko zachorowała. Leczenie zabrało cały rodzinny majątek, a jej stan pogarszał się coraz bardziej. W końcu wypisano ją ze szpitala, by umarła w domu. Mógł ją uratować jedynie cud. Ale ona w niego nie wierzyła. Chciała przyspieszyć koniec swego życia: postanowiła popełnić samobójstwo. 

Była protestantką, ale z niezrozumiałych dla nikogo powodów jej mąż przekonał ją do powstrzymania się od samobójstwa do czasu rozmowy z katolickim księdzem. Kiedy kapłan ją ujrzał, powiedział: „Otrzymałaś od Boga wiele łask”. Julia nie rozumiała jeszcze tych słów, ale – jak potem wielokrotnie zaświadczała – wraz z katolickim kapłanem wszedł do jej domu Boży Duch, który zaczął ją przemieniać. Najpierw ukazał sens życia w cierpieniu, potem uzdrowił z choroby, by ostatecznie wzbudzić w niej pragnienie wyznawania prawdziwej wiary – stania się członkiem Kościoła katolickiego. W końcu otrzymała łaskę Maryjnych objawień.

DLACZEGO KOREA?

Możemy się zastanawiać nad tym, dlaczego Matka Najświętsza wybrała na swe objawienia właśnie Koreę. To tylko domysły, ale gdy przyjrzeć się treści objawień i porównać ją z obrazem tego azjatyckiego kraju, wnioski wydają się uzasadnione: Korea jest zwierciadłem współczesnego świata! 

Zacznijmy od tego, że wczesna pobożność maryjna tego kraju była bardzo głęboka i żarliwa. Była niezwykła do tego stopnia, że w 1846 r. papież Grzegorz XVI ogłosił Niepokalane Poczęcie Maryi Patronką Kościoła w Korei. Później wielokrotnie Stolica Apostolska chwaliła silną wiarę tego ludu i bogactwo rodzących się tam powołań kapłańskich i zakonnych. Chciałoby się powiedzieć: skąd my to znamy?

Ale współcześnie coś zaczęło się kruszyć… Korea zaczęła gubić Boga. Przeludniona (45 mln mieszkańców na obszarze wielkości Szwajcarii), krańcowo zurbanizowana (85% ludzi zamieszkuje w miastach), oddana pracy, zafascynowana nauką, niszczona przez rywalizację na polu zawodowym i społecznym, stała się niewierząca (80% populacji to zdeklarowani ateiści). Więcej, skrajny materializm zaczął otwierać coraz szerzej drogę prześladowaniom religijnym. Ich przedmiotem stali się przede wszystkim katolicy, ponieważ „są fanatykami narzucającymi styl życia”.

Mówi się, że dziś Koreę ogarnia duchowa wojna. To ta sama, która objęła współczesny świat, a której ceną jest los ludzkości. Niektórzy twierdzą, że najbardziej gorący front znajduje się właśnie w Południowej Korei. Jeśli Matka Najświętsza wygrałaby tu bitwę, cały kontynent azjatycki stanąłby dla Niej otworem, a wiara na Zachodzie mogłaby otrzymać ożywiającą dawkę Maryjnej mocy… Jeżeli… Ale pytanie pozostaje w tym momencie otwarte i to w dwojaki sposób. Najpierw, nie znamy jeszcze odpowiedzi na pytanie, czy w tej bitwie rzeczywiście uczestniczy Maryja (sprzeciw wobec tych objawień jest w Korei niemal strukturalny). A jeśli tak, to nie wiemy, czy Matka Najświętsza wygra koreańska bitwę i czy Jej objawienia zostaną uznane przez Kościół za wiarygodne. 

MATCZYNE ŁZY

W dniu 30 czerwca 1985 r. życie Julii Kim uległo radykalnej zmianie. Bóg wywrócił jej świat do góry nogami i potrząsnął całą skalą wyznawanych przez nią wartości. Ważne stało się nieważne, to co jeszcze przed chwilą było drugorzędne, znalazło się na pierwszym miejscu. Trudno się temu dziwić, skoro mała figurka Matki Bożej, należąca do jej rodziny, zaczęła nagle płakać. 

To była Figurka Niepokalanego Poczęcia. Płakała bez przerwy przez prawie trzy miesiące. Potem obok normalnych łez zaczęły się także pojawiać łzy krwawe, płynące czasem aż do stóp figurki. Trwało to siedemset dni, a więc blisko dwa lata. A my pytamy: Co by to znaczyło? Dlaczego Matka Najświętsza tak płacze? Odpowiedzi udzieliła nam sama Maryja w swoich licznych wcześniejszych objawieniach udzielanych ludziom we wszystkich zakątkach świata, powtórzyła ją też w Naju w dniu pierwszego objawienia, 18 lipca 1985 r. 

Maryja tłumaczyła: Na świecie grzech stał się cnotą, morderstwo niewinnych powinnością, niesprawiedliwość zasadą, a egoizm bramą do raju. Brama do nieba stała się dla ludzi jak ucho igielne dla wielbłąda, a każda inna droga czy bezdroże kończy się nieoczekiwanie nie wejściem do doskonałego raju, lecz do „doskonałego” piekła. Madonna płacze, bo umierają Jej dzieci, bo masowo zabiera je szalejąca na świecie zaraza grzechu. Czy Matka może patrzeć na śmierć dziecka obojętnie? Nie może! Stąd te niekończące się łzy.

MODLITWA – MIŁOŚĆ – WSPÓLNOTA

W dniu 18 lipca 1985 r. Julia Kim otrzymuje od Maryi pierwsze orędzie, a w nim wyjaśnienie przyczyny Jej łez. Równocześnie Matka Boża wytłumaczyła, w jaki sposób ludzie mogą uchronić się od katastrofy, do której prowadzą ich grzechy. Wszyscy mamy schronić się w Jej Niepokalanym Sercu jako Arce Zbawienia.

Oddajmy głos Matce Najświętszej. Maryja powiedziała: „Jestem smutna. Czy wiesz, jak rozdarte jest Serce mego syna Jezusa? Jego Serce jest rozdzierane nieustannie, bo ludzkie grzechy mnożą się, a nieład rozszerza się coraz bardziej. Podejmijcie się wynagrodzenia”.

Matka Boża poleca Julii: „Rozprowadź po całym świecie zapach róż, by powstrzymać wojny i nawrócić grzeszników. To prawdziwie skuteczna broń”.

Czy wiemy, do czego odwołuje się Matka Najświętsza? Oczywiście do różańca – narzędzia przywrócenia pokoju. To dlatego Maryja wzywa, by odmawiano różaniec „po całym świecie”. 

Po czym Matka Jezusa zaczyna mówić o miłości: „Rozprowadź po świecie ogień miłości, który płonie w moim Sercu”. Ale – dodaje – jak mamy nieść miłość przepełniającą Niepokalane Serce Maryi, jeśli sami nie jesteśmy wypełnieni miłością? To chyba ważna uwaga dla wszystkich współczesnych apostołów, którzy zaniedbują rodziny, by głosić Ewangelię. Maryja mówi: „Serce Mego Syna cierpi, kiedy mąż i żona się nienawidzą. Musicie się kochać. Kto jest waszym najbliższym bliźnim? Jak możecie mówić, że mnie kochacie i że kochacie Pana, skoro nie potraficie kochać nawet swej rodziny? Uświęcajcie rodzinę przez miłość i zgodę. Tego pragnie mój Syn Jezus”.

Droga ocalenia zaczyna przybierać konkretny kształt. To codzienny różaniec i codzienna miłość. To także działanie we wspólnocie. Słyszymy bowiem jeszcze jedną fundamentalną uwagę: „Doprowadźcie do jedności wśród tych, którzy pełnią moje dzieło. Czyniąc to, stańcie się żertwą ofiarną. Tym, którzy pracują dla mnie i dla Jezusa, brakuje ducha jedności. Jak Ojciec, Syn i Duch Święty stanowią jedno, tak i wy musicie stać się jedno. Bądźcie przykładem dla innych przez dochodzenie do jedności w pokorze”.

Słyszymy apel o jedność, miłość i pokorę… To wezwanie do położenia tamy działaniu szatana. Bo szatan próbuje dzielić wszystko i wszystkich. Jest to jego ulubione zajęcie, podziały umożliwiają mu bowiem przejmowanie władzy nad światem. Divide et impera (Dziel i rządź) jest hasłem, które bez wątpienia najpełniej odpowiada zamysłom diabła. Owo starorzymskie porzekadło, ilekroć zostało wcielone w życie jakiegoś społeczeństwa, zawsze ujawniało swe przerażające owoce: całe narody, pogrążone w niezgodzie i chaosie, wiodły życie, które było „piekłem na ziemi”. Podziały nakręcają spiralę nienawiści, przemocy i egoizmu. Ludzie cierpią, a szatan się cieszy, bo jego piekielny krąg rozszerza się coraz bardziej i bardziej.

Zasada, którą kieruje się Bóg, jest lustrzanie odwrotna. Jego „Jednaj i służ” ma doprowadzić do wypełnienia się wielkiej biblijnej zapowiedzi: nadejścia dnia, w którym Bóg będzie „wszystkim we wszystkich” (1 Kor 15,28). On nie chce dla nas owoców zrodzonych z podziałów: nie chce nienawiści, lęku, rozpaczy, niesprawiedliwości, beznadziei. Bóg pragnie obdarzyć nas owocami jedności, którymi są miłość, radość i pokój (por. Ga 5,22).

Może w tym momencie pojawia się pierwsza wskazówka, że objawienia w Naju są prawdziwe. Przecież nie pochodzą z głębin piekła, skoro szatan zawsze przeciwstawiał się „posłudze jednania”, która jest wspólnym mianownikiem wszystkich Bożych zamysłów. 

Słowa Matki Najświętszej z 31 maja 1992 r. można potraktować jako podsumowanie tego wątku: „Jak niewiele jest dzieci, które próbują otrzeć łzy wypływające z mych miłosiernych oczu, i w ten sposób złagodzić Boży gniew. Łzy nie mogą się osuszyć, ponieważ tak wielu ludzi daje posłuch egoizmowi, zamiast zająć się sprawami nieba. Dlatego wzywam was wszystkich, prosząc o modlitwy i akty wynagrodzenia w intencji nawrócenia grzeszników. Jeśli zjednoczycie się w miłości i będziecie mnie naśladować, staniecie się wielką siecią miłości. Pan posłuży się wami, by łowić ludzi i w ten sposób dopełni dzieła zbawienia”.

Pozwólmy sobie na marginesie na jedną uwagę. Jak wspaniale pogodzona tu została „rywalizacja” Maryi i Jezusa, która wielu każe usunąć Matkę Najświętszą ze swej pobożności. W Sercu Maryi jest miłość Boża, a my naśladując to Serce, stajemy się „siecią miłości”. Jednak tą siecią łowi dusze nie Maryja, ale Chrystus – jedyny sprawca naszego zbawienia.

NIEZWYKŁE CUDA, DZIWNE ZJAWISKA

Julię Kim otacza aura niezwykłości. W jej ustach hostia eucharystyczna zamienia się często w Krew lub w Ciało Zbawiciela, co jest faktem o tyle trudnym do odrzucenia, że zjawisko to zostało wielokrotnie sfotografowane. Świadkiem takiego cudu był nawet Jan Paweł II; było to w prywatnej kaplicy papieskiej na Watykanie. Zaczynają się też inne znaki związane z Eucharystią: na dłoniach figury Matki Bożej pojawiają się Hostie z symbolicznymi rysunkami, obok niej ukazuje się kielich z Hostią, która 27 czerwca 1993 r., w Uroczystość Bożego Ciała – krwawiła.

Odnotowano też inne znaki, np. wydzielanie przez figurę pachnącego oleju czy znaki na słońcu. W 1987 r. Julia po raz pierwszy przeżywa w ekstazie cierpienia i boleści Jezusa Ukrzyżowanego. Na jej stopie ukazuje się rana stygmatu i krew. Odtąd zdarza się to często i cierpienia te trwają do dzisiejszego dnia. Ponadto Julia przyjmuje dobrowolnie i z miłością przeróżne cierpienia fizyczne jako wynagrodzenie za grzechy, szczególnie za zbrodnie dzieciobójstwa.

Wspomniane zjawiska zostały jednak zdominowane przez różnego rodzaju cuda eucharystyczne. Sama Matka Najświętsza wyjaśnia, że Bóg chce w ten sposób zwrócić naszą uwagę na znaczenie Eucharystii. Prosi wizjonerkę: „Mów każdemu o roli Świętej Eucharystii. Przez Święta Eucharystię Pan będzie z wami. Będzie żył w was i trwał w was, jeśli otworzycie wasze serca i przyjmiecie go czystym sercem. Jak jednak Pan może wejść do was, skoro nie macie czystych serc albo trzymacie drzwi zamknięte?”. Po czym Matka Najświętsza poleciła Julii przyglądać się osobom przystępującym do Ołtarza Pańskiego. W niezwykłym widzeniu połączonym z oglądaniem rzeczywistości Julia spostrzegła, że tylko kilka osób przyjęło Pana otwartym sercem. Widziała, jak Matka Najświętsza stoi przy boku Pana i płacze z powodu wielu świętokradczych Komunii. „Maryja chce – tłumaczy wizjonerka – abyśmy często przystępowali do spowiedzi, by w ten sposób jeszcze więcej dusz zostało zbawionych”.

ECHO FATIMSKIEGO SEKRETU

Można by pisać o objawieniach w Naju przez długie godziny, liczne bowiem są przekazane tam orędzia, mnożą się tam też niezwykłe znaki z nieba. My jednak ograniczmy się już tylko do jednego ze współczesnych przekazów z Naju, wskazującego na pozytywną rolę tych objawień w świecie. Okazuje się bowiem, że zgodnie z treścią trzeciego sekretu z Fatimy, kara śmierci została nam zamieniona na karę surowej pokuty… także dzięki tym, którzy zaczęli żyć orędziem z Naju.

W dniu 5 sierpnia 2006 r. Maryja ogłosiła: „W czasach Sodomy i Gomory ogień siarki spadł na ziemię, nie było tam bowiem nawet dziesięciu niewinnych. Teraz jednak, dzięki żarliwym modlitwom, które wy wszyscy tu gromadzący się ofiarujecie z miłością, świat uniknął klęski ognia sprawiedliwości, a kielich gniewu Bożego zamieni się w kielich błogosławieństwa”.

Jeżeli to prawda, niechaj ludzkość dziękuje za objawienia w koreańskim Naju. Nawet wtedy, gdy słyszy się, że objawienia te nie mają nic wspólnego z Bogiem…

CO NA TO KOŚCIÓŁ?

Deklaracja dotycząca objawień w Naju, podpisana przez abpa Victorinusa Youna w dniu 1 stycznia 1998 r., jest negatywna.

Nie nam dyskutować z oceną tamtejszych hierarchów (choć znamy z historii, że takie deklaracje bywały później weryfikowane), ale surowa ocena biskupów koreańskich wydawać się może dość dziwna. Przecież możemy przytoczyć mnóstwo ważnych nazwisk, wierzących w prawdziwość tych objawień! Pierwsze z nich to imię samego papieża Jana Paweł II, który 31 października 1995 r. był świadkiem eucharystycznego cudu w Watykanie. Kilka miesięcy później rozmawiał on o tym z koreańskim biskupem Williamem McNaughtonEM z diecezji Inchon, o cudzie pozwolił też wspomnieć włoskiej telewizji katolickiej i upublicznić ten fakt w San Giovanni Rotondo – klasztorze Ojca Pio. Potem, gdy biskupi z Korei przybyli do Rzymu z wizytą ad limina, Ojciec Święty polecił im dzielić się z narodami Azji wspaniałymi łaskami z Naju. Podczas obiadu pytał ich o postęp w rozeznaniu tych objawień. Podobno biskupi milczeli… Wówczas biskup Paul Kim z diecezji Cheju poprosił po cichu o prywatną audiencję, podczas której opowiedział Ojcu Świętemu o sytuacji w Korei. Jan Paweł II miał powiedzieć, że wyda stosowne instrukcje Kongregacji dotyczące modernistycznej postawy i fałszywego ekumenizmu tamtejszego Kościoła.

Kiedy Jan Paweł II otrzymał od nuncjusza apostolskiego w Korei, abpa Giovanniego Bulaitisa, album z fotografiami z Naju (znajdowały się tam zdjęcia figurki płaczącej łzami i krwią), miał go oglądać przez czterdzieści minut. Papież Polak wiedział, jak wielkie znaczenie mają wylewane dziś przez Matkę Bożą łzy – mówił o tym podczas nawiedzenia sanktuarium w Syrakuzach, gdzie wizerunek Matki Najświętszej również płakał z powodu grzechów świata. Papież miał wyrazić pragnienie, by objawienia w Naju zostały szybko uznane i w ten sposób stały się wezwaniem do nawrócenia dla ludów azjatyckich. 

Ale władze Kościoła w Korei zignorowały te sygnały.

Wspomnijmy, że bp Roman Danylak z Toronto w dniu 22 września 1995 r. był świadkiem cudu eucharystycznego, a potem objawienia Jezusa, który ogłosił: „Ponieważ pełne miłości i dobroci słowa mojej Matki przez kilka minionych wieków były lekceważone, grzech osiągnął punkt nasycenia, nawet wewnątrz Kościoła”. Zbawiciel mówił, że na skutek ignorowania apeli Maryi z Rue du Bac, z Lourdes, z Fatimy i wielu innych miejsc, świat uległ tak wielkiej degradacji i do tego stopnia wyrzekł się prawdziwej wiary, że kryzys dotarł nawet do wnętrza Kościoła.

Czy stanowisko episkopatu Korei miałoby być tego znakiem?

MODERNISTYCZNY SPRZECIW

Znów Korea jawi się nam jako „świat współczesny w pigułce”.

W pierwszych latach objawień abp Victorinus Youn z diecezji Kwangju, na terenie której leży Naju, był do Julii Kim nastawiony życzliwie. Jednak stopniowo uległ on perswazjom „postępowców” ze swojego otoczenia i w końcu wydał wspomnianą negatywną opinię. 

Cóż, teolog, który napisał dla arcybiskupa Kwangju negatywną deklarację, dwa miesiące po jej ogłoszeniu bronił jej tezy w artykule opublikowanym w oficjalnym piśmie episkopatu koreańskiego, „Troska Pastoralna”. Stwierdził on, że rzeczywistym powodem dla odrzucenia fenomenów z Naju jest „szukanie pierwszorzędnego obiektywizmu w zabieganiu o jedność z Protestantami”. Odnosi się wrażenie, że jego zdaniem nauka katolicka powinna być gotowa na dalece posunięte kompromisy, byleby tylko zbliżać do pojednania z protestantami. 

To tylko jeden z przykładów niezdrowych prądów tamtejszego Kościoła. Modernistyczne poglądy znajdują posłuch wśród tamtejszej hierarchii, są też przedstawiane jako obowiązujące w seminariach. Dla „nowoczesnych duchownych” temat Naju wykracza poza to, co warte jakiejkolwiek uwagi.

Jak powinniśmy się zachować my, zwyczajni wierni członkowie Kościoła, jeśli przytaczane wyżej opinie są prawdziwe? Czy mamy obowiązek odwrócenia się z niechęcią od tych objawień, które dla „postępowych” duchownych są fałszywe, bo nie są w harmonii z ich wyobrażeniami o ekumenizmie? Odpowiedzmy w duchu roztropności: Nawet jeżeli objawienia w Naju muszą tracić w naszych oczach pierwszorzędne znaczenie (przynajmniej na czas ich odrzucenia przez Kościół w Korei), to przecież możemy z uwagą wsłuchiwać się w słowa, które dochodzą do nas z Naju, a są nam znane z innych objawień, tym razem w pełni uznanych. W Naju Matka Najświętsza wiele razy powtarzała: „Z pomocą mych małych, ale oddanych mi dzieci moje Niepokalane Serce na pewno zatriumfuje!”.

Drogę do tego triumfu znamy.

źródło: Wincenty Łaszewski ŚWIAT MARYJNYCH OBJAWIEŃ 100 spotkań z nadprzyrodzonością Duchowy przewodnik po objawieniach Matki Bożej

Media

Artykuł na wiara.pl: https://kosciol.wiara.pl/doc/491356.Naju-Niezwykle-zjawiska-w-koreanskim-miasteczku

Adres

Nasz Adres:

Blessed Mother's Mountain, Korea Południowa, Jeollanam-do, Naju-si, Dasi-myeon, 195 Singwang-ro