Maryja, Tabernakulum Najwyższego

Ngome 1955

Afryka to kontynent, na którym historia nie odnotowała zbyt wielu objawień. Podczas gdy w Europie do 2000 r. miało ich miejsce 859, na Czarnym Lądzie było ich zaledwie 20. Niech jednak nie zmyli nas ta uproszczona statystyka, gdy bowiem przyporządkujemy tym liczbom zegar mierzący zbliżanie się czasu do swej apokaliptycznej pełni, okaże się, że większość afrykańskich objawień wpisało się właśnie w wiek XX, a każde z nich przekazało światu prawdę o kapitalnym znaczeniu. Można uznać, że jak dla współczesnych objawień Matki Bożej datą graniczną stał się rok 1830 (Rue du Bac w Paryżu), tak dla Afryki datą wyznaczającą „nowe” objawienia jest rok 1955. Tamtego roku w święto Niepokalanego Serca Maryi Matka Najświętsza ukazała się w kraju Zulusów w Południowej Afryce. Wybrała wioskę Ngome na objawienie swego nowego eucharystycznego tytułu: nazwała się „Tabernakulum Najwyższego”.

Maryja ukazała się benedyktyńskiej zakonnicy, niemieckiej misjonarce liczącej 50 lat. Późny to wiek jak na spotkanie z Matką Bożą. Zazwyczaj Maryja ukazuje się dzieciom, z rzadka dorosłym, a już wyjątkowo ludziom, którzy przekroczyli rubikon półwiecza. Pamiętajmy jednak, że najpiękniejsze i najbardziej cudowne objawienie Maryjne w historii zostało udzielone osobie w podobnym wieku! Któż z nas nie słyszał o Indianinie, św. Juanie Diego, który w roku objawień w Guadalupe liczył 56 lat.

REINOLDA, SIOSTRA MISYJNA

W Ngome mamy Reinoldę May, która urodziła się na niemieckiej farmie w 1901 r. jako jedno z ośmiorga dzieci pobożnych katolickich rodziców. Pobożny i bardzo gorliwy był też tamtejszy proboszcz; potrafił on wzbudzić w wielu młodych ludziach pragnienie życia zakonnego. Reinolda (jeszcze Franciszka, bo takie imię otrzymała na chrzcie) wstąpiła do Misyjnych Sióstr Benedyktynek i wkrótce została wysłana do Republiki Południowej Afryki. Na placówce misyjnej pracowała jako szwaczka, potem położna, a wreszcie jako przełożona oddziału dla matek w Nongoma. Nieopodal szpitala benedyktynki miały dużą farmę. Mieściła się ona w miejscowości Ngome, którą tak bardzo upodobała sobie Królowa wszystkich ziem.

Jaka była wybranka Matki Najświętszej? Zawsze opanowana i zrównoważona, spokojna i cierpliwa, dobra i uśmiechnięta, oddana całym sercem murzyńskim matkom. Miała w sobie entuzjazm wsparty umiejętnością rozwiązywania nierozwiązywalnych problemów. Ta jej postawa miała mocny fundament – modlitwę, przede wszystkim umiłowany różaniec. Reinolda May łączyła w sobie tyle wspaniałych cech, że Zulusi uważali ją za najlepszą misjonarkę w kraju.

W czasie, kiedy pracowała w szpitalu w Nongoma, Bóg pozwolił jej spotkać się dziesięciokrotnie ze swą Niepokalaną Matką. Reinolda otrzymała z nieba jednoznaczne polecenie: to nie są objawienia prywatne, przeznaczone tylko dla niej; ma o nich opowiadać i przekazać ludziom Maryjne orędzie o Eucharystii i pokoju. Również nam…

WSZYSTKO ZACZYNA SIĘ W NIEPOKALANYM SERCU

Pierwsze objawienie miało miejsce w dniu 22 sierpnia 1955 r., kiedy zgodnie z obowiązującym wówczas kalendarzem obchodzono w Kościele święto Niepokalanego Serca Maryi. Nad wyborem tej daty przez Matkę Najświętszą nie możemy przejść, nie zatrzymując się choć na chwilę, znowu bowiem ukazuje się nam wspólny mianownik niemal wszystkich współczesnych objawień. Maryja zwraca naszą uwagę na swe Niepokalane Serce! Tak jak czyniła to w Rue du Bac, w Lourdes, w Fatimie, w Beauraing. Tak jak uczyni w swych kolejnych zjawieniach się wśród lawiny wydarzeń pchających współczesny świat ku przepaści. W Ngome pojawia się też refren obecny w La Salette, w Akicie czy w wizjach św. Faustyny – Matka Najświętsza ostrzega przed Bożym ramieniem gotowym wymierzyć ludzkości straszliwą karę.

W Ngome Maryja znowu wskazuje na swe Niepokalane Serce jako na ratunek dla świata! Swym afrykańskim orędziem ubogaca teologię swego Przeczystego Serca o nowy wątek: o tajemnicę Eucharystii.

MARYJA I ŻYWE TABERNAKULA

Przywołajmy słowa siostry Reinoldy: „Krótko po Komunii świętej stanęła przede mną Maryja, bardzo blisko. Wszystko to widziałam w duchu. Zostałam przeniesiona w inną rzeczywistość. Maryja ukazała się w jasnym świetle, w blasku piękniejszym od słońca. Była ubrana na biało, biały welon spływał aż od stóp. Na Jej piersiach spoczywała wielka Hostia otoczona przepiękną koroną promieniującą życiem. Maryja była żywą Monstrancją. Stała na kuli ziemskiej, Jej dłonie i stopy były niewidoczne…”.

Matka Boża powiedziała do wizjonerki: „Nazywaj mnie «Tabernakulum Najwyższego»”. Po chwili z Jej usta padły jeszcze bardziej zdumiewające słowa: „Uwierz mi, ty również jesteś takim Tabernakulum”.

Cóż to miałoby oznaczać? Matka Najświętsza porównuje nas do siebie, utożsamia nasze powołanie, nasze zadanie, naszą drogę z Jej powołaniem, zadaniem, drogą. Nasze serca, podobnie jak Serce Maryi, mają stać się miejscem przebywania Eucharystycznego Jezusa. Mamy być monstrancjami, które ukazują Go światu. Konsekwentnie, nasz kształt duchowy ma być formowany przez kontemplację, a my powinniśmy nie tyle sami działać, ile ukazywać Chrystusa, by ten mógł otrzymać zaproszenie do ludzkich serc i sam zacząć działać w świecie. Przypomina nam to podstawową prawdę chrześcijańską: że tylko Jezus zbawia, a my swoim działaniem dajemy Mu tylko miejsce dla objawienia się Jego mocy.

Maryja mówi dalej: „Chcę być wzywana tym tytułem dla pomnożenia chwały Mego Syna”. Rzeczywiście, nowe imię Matki Bożej od razu kieruje naszą uwagę na Chrystusa. Matka Najświętsza jest tylko miejscem Jego przebywania, ważna jest nie Ona, lecz tylko i wyłącznie On!

Przed chwilą Maryja mówiła Reinoldzie, że i benedyktyńska zakonnica jest Tabernakulum Chrystusowym. Słyszymy dalej: „Chciałabym, by zostało przygotowanych więcej takich Tabernakulów. Mam na myśli ludzkie serca”.

Wizjonerka jest Tabernakulum, inni mają się nimi stać. Cóż takiego cechuje siostrę Reinoldę, czego brakuje innym, czego nie dostaje nam? Nie musimy zagłębiać się w życie i duchowość zakonnicy, bowiem sama Matka Najświętsza udziela nam jasnej odpowiedzi: „Chcę, by ołtarze były częściej otaczane przez modlących się ludzi…”.

Rozmodlenie. Adoracja. Trwanie przed tabernakulum. Zachwycenie się tajemnicą Mszy świętej. Budowanie życia na kontemplacji. Docenienie podstawowej roli modlitwy. Niepopadanie w fałszywy aktywizm. Oto drogowskazy, które stawia przed nami Maryja. Pewnie nie wszyscy ich potrzebują, bo są i tacy, którzy nawet ich nie znając, już tak żyją i tak się modlą. Jak siostra Reinolda, która odkryła tę drogę w inny sposób niż w świetle objawień… Ale chyba większość z nas potrzebuje drogowskazu z Ngome; w przeciwnym razie tych objawień w ogóle by nie było.

Pierwsza rozmowa kończy się wskazaniem, że to, co mówi Matka Najświętsza, nie jest tylko dla samej wizjonerki i ma być przez nią upublicznione: „Nie bój się. Daj poznać moje słowa”. „Komu?” – pyta Reinolda. „Nie bój się – powtarza Maryja. – Powiedz twemu proboszczowi”.

Znowu ten sam schemat, ta sama logika nieba. Objawienia są zawsze poddane autorytetowi Kościoła.

DOTKNIĘCIE ZMYSŁAMI

Ponownie Matka Najświętsza ukazuje się siostrze Reinoldzie w październiku 1955 r. Po Mszy świętej zakonnica znowu widzi Maryję w kształcie monstrancji. Matka Boża powtarza lekcję o żywych Tabernakulach, po czym każe opowiedzieć o objawieniach już nie tylko proboszczowi: „Przekaż te słowa każdemu” – mówi. Dodaje jeszcze: „Nie bój się. Jesteś Bożym narzędziem”.

Te słowa powtórzy raz jeszcze kilka dni później.

Kiedy staje przed wizjonerką po raz czwarty (15 marca 1956 r.), czyni gest, który znamy z niektórych objawień, a który nas zawsze zachwyca: Matka Najświętsza pochyla się i przytula wizjonerkę do swego Serca. Jest to spotkanie fizyczne, namacalne. To już nie jest duchowa wizja! Reinolda spotyka Matkę Niebieską i otrzymuje od Niej namacalny, odczuwalny zmysłami ciała dowód Jej bliskości i miłości. Może to kolejny znak, że będziemy radować się chwałą nieba nie tylko duchem, ale i cieleśnie, że nasze ciała mają w oczach Stwórcy godność przeznaczenia do wieczności.

Maryja i Reinolda trwają w uścisku Matki i dziecka. Czy po takim spotkaniu życie może toczyć się tą samą ziemską koleiną? Możemy w to wątpić.

Tym bardziej, że w Ngome Matka Najświętsza mówi o „znaku”.

„TAM, GDZIE ŁĄCZY SIĘ SIEDEM STRUMIENI” I TEOLOGIA

„Prosiłaś Mnie o znak?” – pyta Matka Boża. Tak, od października zakonnica modliła się o znak, ludzie bowiem nie chcieli dać wiary jej słowom. Reinolda miała nadzieję, że znak pomoże im uwierzyć. Maryja go nie odmawia, choć nie będzie on spektakularny. „Chcę, by zbudowano dla mnie świątynię – w miejscu, gdzie łączy się siedem strumieni. Tam pozwolę, by moje łaski wylewały się w obfitości. Wielu nawróci się tam do Boga”.

Teologowie wciąż mają kłopot z Matką Najświętszą, Ta bowiem okazuje się „kiepskim” teologiem. Nie wie, że źródłem łask jest tylko Bóg i że nikomu poza Nim nie wolno mówić: „Moje łaski”. Nie wie też, że tylko Bóg ich udziela. Co więcej, Maryja twierdzi, że to Ona wylewa je w obfitości; zamiast mówić o darach Bożych, mówi o swoich. A może należałoby odwrócić sytuację i powiedzieć, że to Maryja ma kłopot z teologami, bo ich jednopłaszczyznowa racjonalizacja rzeczywistości nieba jest zbyt daleko posuniętym uproszczeniem, a zdanie, które zaczyna się od kategorycznego (i słusznego): „Źródłem łask jest tylko Bóg”, nie jest zamknięte kropką, lecz otwarte przecinkiem, po którym następuje litania chwały Maryi i tych wszystkich, którzy doskonale zjednoczeni z Bogiem stają się uczestnikami jedynego pośrednictwa łask, które jest zarezerwowane Chrystusowi. Bo jak jeden jest Kapłan Jezus Chrystus, a Bóg powołuje nas do uczestnictwa w tym jedynym kapłaństwie, tak jeden jest Pośrednik, ale Pan chce, by w tym pośrednictwie miało udział jak najwięcej ludzi.

Cóż, takich pozornych gaf teologicznych robi Matka Najświętsza wiele (przy paryskiej Rue du Bac, w La Salette, w Fatimie, w San Nicolas, że wymienimy tylko pierwsze z brzegu objawienia uznane oficjalnie przez Kościół). Dodajmy, że w Ngome powie jeszcze o świątyni, łaskach i nawróceniach: „To jest moje dzieło”. Może chce w ten sposób otworzyć umysły i serca teologów na nowe, szersze horyzonty teologiczne i także tych Bożych zawodowców zaprosić do wejścia w świat jeszcze głębszej modlitwy i kontemplacji, do podjęcia na nowo trudu pielgrzymki i pokornego uklęknięcia w Jej świątyniach? 

Sanktuaria to Jej „znaki” – mówi w Ngome. A niektóre z nich są zlokalizowane dokładnie według wskazówek Matki Najświętszej. W Południowej Afryce ma powstać sanktuarium i ma być wzniesione tam, gdzie dokonuje się spotkanie siedmiu strumieni. Tylko gdzie ono jest? Nawet Reinolda nic nie wie o pobliskim miejscu, w którym łączy się ze sobą siedem strumieni.

Siedem strumieni… Od razu odczytujemy w tym symbol siedem darów Ducha Świętego, najpełniejszą obfitość darów Bożych. Może owe „siedem” należy odczytywać tylko w sensie alegorycznym i wznieść kościół „gdziekolwiek” w Ngome, a w miejscu tym Matka Najświętsza w sposób szczególny będzie wylewała łaski w obfitości.

Ale nie. Maryja chce, by w Ngome spotkały się ze sobą rzeczywistość ziemska i niebieska. Znajdzie się tam siedem strumieni, będzie tam spływać na ludzi siedem darów Ducha. Ale od tego wydarzenia dzieli nas jeszcze wiele lat.

„STRASZNE RZECZY SĄ WAM PRZEZNACZONE”

Kolejne objawienie (5 czerwca, w uroczystość Najświętszego Serca Jezusa) odbywa się w głębokim milczeniu, które jeszcze bardziej uwypukla niewypowiedzianą tajemnicę zjednoczenia Matki i Syna utajonego w sakramencie Eucharystii. Podczas błogosławieństwa Najświętszym Sakramentem Reinolda widzi, jak z Monstrancji wychodzi Matka Najświętsza i zbliża się do niej jako „żywa Monstrancja”.

W ten sposób kończy się pierwsza faza południowoafrykańskich objawień. W marcu następnego roku Boża Rodzicielka zacznie wypowiadać słowa, które układają się w Maryjną mapę ocalenia. Chce, aby za pośrednictwem Reinoldy zapoznał się z nią cały świat. By czytał uważnie tę mapę i ruszył wskazaną drogą.

Pierwszym punktem na mapie ratunkowej jest pokora. Od niej trzeba zacząć, by móc zmienić bieg współczesnej historii, która, wypaczona, zmierza w stronę inną niż chce Bóg. Kiedy uznamy, że jesteśmy niczym, Bóg wejrzy na naszą nicość i nas podniesie. Maryja, która ogłosiła tę prawdę w Magnificat („Wejrzał na uniżenie Służebnicy swojej… wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny” – Łk 1,48-49), powtarza ją również w Ngome, tym razem jednak mówi o niej w odniesieniu do wszystkich, którzy mają Maryjnego ducha. Ogłasza: „Przybywam, aby cię umocnić. Posłużę się twą nicością. Bądź całkowicie pokorna”.

Nie dajmy się zwieść: te słowa nie odnoszą się tylko do samej wizjonerki. One są skierowane do każdego z nas, co zresztą potwierdzi zaraz Matka Najświętsza. Przecież dopiero stając się pokorni, możemy przyjąć łaskę nawrócenia i zwrócić się ku Eucharystii, by odnaleźć w Niej moc zbawczą.

Matka Boża mówi: „Chcę ocalić świat przez Hostię, Mój Owoc. Jestem doskonale jedno z Hostią, tak jak byłam jedno z Jezusem pod Krzyżem… Jeśli się nie nawrócicie, straszne rzeczy są wam przeznaczone”.

„My?” – pyta wizjonerka. Kto ma się nawrócić? My, czyli kto?

„Jeżeli osoby zakonne się nie nawrócą i jeśli świat się nie nawróci…” – wyjaśnia Matka Najświętsza.

„Osoby zakonne” to pojęcie, którego nie trzeba tłumaczyć. Zresztą, o potrzebie ich nawrócenia słyszeliśmy w wielu innych objawieniach Matki Bożej. Ma się też nawrócić „świat”, czyli osoby świeckie. Nie chodzi o jakiś świat, bo niebo nie posługuje się pojęciami abstrakcyjnymi. Ono mówi o potrzebie naszego nawrócenia. Bez nawrócenia czeka nas straszliwa apokalipsa.

Powraca wątek zmęczonego ramienia Chrystusa, które chce już wymierzyć nam sprawiedliwość, słyszymy temat otwierający trzecią część tajemnicy fatimskiej, mówiącej o karze spadającej na świat. Karze warunkowej, uzależnionej od naszej postawy: „Jeśli się nie nawrócicie”.

W krainie Zulusów Matka Boża zapowiada, że ci, którzy uwierzą i nawrócą się, otrzymają od Niej znak. Będzie nim niezwykłe wylanie łaski, które być może w innych słowach opisuje zapowiadany w Fatimie czas triumfu Niepokalanego Serca Maryi. Jeśli stanie się to, co zapowiada Maryja, Tabernakulum Najwyższego z Ngome, będziemy po swym nawróceniu świadkami czegoś niesłychanego, porównywalnego z nowym Zesłaniem Ducha Świętego, o którym pisał św. Ludwik Grignon de Montfort, które przepowiadała sługa Boża Luiza Piccarreta, Marta Robin i tylu innych! Maryja ogłasza bowiem (Reinolda May komentuje, że słowa Maryi brzmiały jak rozkaz): „Śpieszcie się, nadchodzi godzina. Z całych sił muszę powstrzymywać strumienie łaski, bo nic nie czynicie, aby mi pomóc. Proszę was o pomoc, moi wybrańcy!”.

To zupełnie wyjątkowe słowa Matki Bożej. Zazwyczaj słyszymy o „niemożności” działania Boga, który został wypchnięty z tego świata przez opanowujące go struktury zła i grzechu. Zwykle objawienia ukazują nam negatywny obraz: mowa jest nie o łaskach, ale o gniewie Bożym, a działanie Maryi skupione jest na tym, by powstrzymać karę, na jaką zasługujemy. Tymczasem w Ngome Królowa nieba mówi o czymś radosnym, o czymś zdumiewającym. Wspomina o nieprzebranej ilości łask, które dziś (!) ciążą ku naszym sercom. Tyle, że Matka Najświętsza, obdarowana nimi dla nas, nie może wylać ich na świat. Jej wysiłek polega na zachowaniu dla nas wszystkich łask, by zsunęły się z nieba we właściwym czasie i nie zostały niezauważone, wzgardzone, bezowocne. Jeśli pomożemy Matce Najświętszej – czyli wypełnimy prośby zawarte w Jej orędziu – z rąk Niepokalanej zsuną się miliardy darów duchowych, które przyniosą na świecie owoc stokrotny! 

Ngome to jakby spojrzenie na rewers najnowszej historii zbawienia, która zdaje się być zdominowana przez groźbę ukarania ludzkości za jej grzechy. Ale nigdy nie jest tak, by Bóg myślał o wymierzeniu nam kary, nie marząc jednocześnie o uratowaniu nas przez zalanie świata morzem łask. Dary Boże zamiast morza ognia i siarki? Tak, Ngome przypomina nam, że w Bożej Opatrzności istnieje taki właśnie plan ratunkowy dla świata; dodajmy – plan podstawowy. I choć ów drugi, radykalny, będący objawieniem się Sprawiedliwości, również jest realny (słyszymy o nim również w samym Ngome), to niebu marzy się objawienie światu Miłosierdzia…

Miłosierdzie i Sprawiedliwość są nierozłączne. Dwie strony tego samego medalu przedstawiającego kochającego Ojca…

Co mają robić czciciele Matki Najświętszej? „Bądźcie Hostiami. Przygotujcie dla Mnie Hostie, które będą całkowicie do mojej dyspozycji. Tylko rozpalone [miłością] morze Hostii może cofnąć nienawiść tego bezbożnego świata i powstrzymać zagniewaną rękę Ojca. Nie ustawajcie. Znajduję pociechę w objawianiu wam siebie. Nigdy was nie opuszczę”.

Co znaczy, że mamy być Hostiami? To proste, przynajmniej w słowach, bo w praktyce to zadanie tak trudne jak świętość. Mamy zjednoczyć się z Jezusem Eucharystycznym i to tak dalece, że staniemy się Hostią. Czyli że Jezus ukryje się pod postacią naszego ciała, naszych słów, naszych czynów. Jeżeli staniemy się „drugim Chrystusem”, a takich Hostii będzie całe morze, zło świata okaże się bezradne wobec mocy naszego Zbawiciela. Przypływ grzechu cofnie się, a Bóg cofnie swą karzącą rękę.

Matka Najświętsza stawia przed nami bardzo trudne zadanie. Ale zapewnia, że będzie nam o wiele łatwiej niż myślimy, pomoże nam bowiem Jej bliskość: Jej objawienia, jakie będą się mnożyć we współczesnych czasach. Rzeczywiście, ten znak już zweryfikowała historia. W ciągu ostatniego półwiecza Maryja zstąpiła na ziemię co najmniej 300 razy!

Dodajmy jeszcze, że 17 kwietnia 1958 r. Matka Najświętsza wskazała „miejsce strumieni”, które znajdowało się na wzgórzu, przy którym płynęły małe strumyki. Tam miało powstać Maryjne sanktuarium.

MINĘŁO DWANAŚCIE LAT

Ostatnie dwa objawienia w Ngome nastąpiły po dwunastoletniej przerwie. Te objawienia były znakiem, że Matka Najświętsza jest zawsze przy nas obecna, a jeśli jest taka potrzeba, jest gotowa to nawet ujawnić. Kiedy? Gdy zbyt blisko podchodzi szatan. Opowiadają o tym spotkania siostry Reinoldy w marcu 1970 i w maju 1971 r.

Na farmie benedyktynek stała szkoła, której izba została już zamieniona w kaplicę. Powieszono w niej obraz „Maryi Tabernakulum Najwyższego”. W 1966 r. przeniesiono go do wybudowanej kaplicy. Zaczynał się już rozwijać kult Maryi pod Jej nowym tytułem, a Jej orędzie było coraz szerzej opowiadane.

Właśnie wtedy, w tym duchowym spokoju, Reinoldzie ukazał się diabeł. Był przerażający.

Dodajmy, że jeśli szatan ujawnia swą brzydotę, to znak, że uznał już daną osobę za straconą dla piekła. W przeciwnym razie nigdy nie posunąłby się do obnażania potwornej prawdy o swojej naturze. Gdyby ktoś z nas go ujrzał takim, jakim jest, na pewno zmieniłby swoje życie. Nie z miłości do Pana Boga, ale ze strachu przed piekłem. Byłby gotów na posty i modlitwy, ofiary i wyrzeczenia, byleby tylko nie wpaść w ręce szatana. Jeśli zaś szatan rzeczywiście się komuś ukazuje, to czyni to tylko po to, by się mścić, by zadać duchowy, a nawet fizyczny ból, by przestraszyć, by nękać – póki ma jeszcze dostęp do duszy przeznaczonej niebu. Te ataki są tylko dowodem bezradności wobec człowieka, nad którym nie ma już jakiejkolwiek władzy.

Taką była świątobliwa Reinolda. Nie dziwi więc, że pewnej nocy nasza wizjonerka ujrzała diabła w całej jego brzydocie. Była wstrząśnięta, opanował ją duchowy niepokój. Ale prowokacja szatana nie pozostała bez odpowiedzi nieba. Maryja wykorzystała ją do objawienia swej bliskości. Siostra benedyktynka pisze:

„Była druga noc po przerażającym ukazaniu się diabła. Coś mnie wyrwało ze snu. Wokół panowała jasność, a przy mnie stała Maryja, Tabernakulum Najwyższego. Wzięła mnie w ramiona i pocieszyła. Powiedziała: «Znam twój niepokój. Jestem przy tobie. Nigdy cię nie opuszczę»”.

Wizja trwała dziesięć minut.

Zaś rok później objawienie w Ngome miało wymiar publiczny. Reinolda wspomina, że kiedy nawiedzała sanktuarium, pewna katechumenka skarżyła się na zachowanie swego sąsiada, który najprawdopodobniej wyśmiewał jej pragnienie przyjęcia chrztu. Siostra weszła do kaplicy i zaczęła modlić się głośno wraz z innymi kobietami, prosząc Maryję o pomoc dla katechumenki i o nawrócenie dla jej sąsiada. „Nagle – pisze wizjonerka – zauważyłam, że obraz Matki Bożej ożył. Maryja wysunęła się przed niego; Jej twarz była niewymownie piękna. Zachwycona krzyknęłam: «Patrzcie na Maryję!». Byłam przekonana, że także inni Ją widzą. Byłam tak poruszona, że [po zakończeniu wizji] wyszłam w milczeniu z kaplicy.” Po czym dodaje jeszcze: „Człowiek robiący trudności [katechumence] sam poprosił księdza o przebaczenie i odtąd zapanował pokój”.

Dwa dodatkowe objawienia – dwa znaki ujawniające nieustającą obecność Matki Najświętszej przy swych dzieciach. Jak sama zapowiedziała: „Znajduję pociechę w objawianiu wam siebie. Nigdy was nie opuszczę”. Możemy dodać: „Nie pozwolę, aby zatriumfowało w was zło”.

Czas na ostatnią refleksję. Chyba znalazło się wielu ludzi, którzy odpowiedzieli na apel Maryi ogłoszony w Jej objawieniach, skoro wszystko wskazuje na to, że Bóg odsunął w czasie wymierzenie nam swej kary. Może nawet ją zmniejszy dzięki „Hostiom” noszącym Chrystusa? Może jeszcze bardziej ją odwlecze, może jeszcze bardziej ją pomniejszy, a w zamian Niepokalane Serce Maryi wyleje jeszcze większe morze łask, które w godzinie swego triumfu stanie się naszym udziałem – jeśli i my wysłuchamy Jej słów, brzmiących jak rozkaz.

KOŚCIÓŁ O OBJAWIENIACH W NGOME

W 1989 r. bp Manuset Biyase, ordynariusz diecezji Eshowe, na której terenie znajduje się Ngome, ks. Michael Mayer OSB, proboszcz parafii i ks. Paul B. Decock OMI, przewodniczący Doradczej Komisji Teologicznej Konferencji Episkopatu Afryki Południowej, badali fenomen objawień w Ngome. W komunikacie ogłosili: „Nie ma żadnych przeszkód, by rozsławiać sanktuarium w Ngome i szerzyć nabożeństwo do Matki Bożej pod wezwaniem Tabernakulum Najwyższego… Treść wizji jest pod względem doktrynalnym poprawna.”

Rok później ks. Mayer wydał list okólny, w którym pisał: „Sanktuarium Maryjne w Ngome jest znakiem obecności Matki Najświętszej w życiu miejscowego Kościoła… Historia Ngome rozpoczęła się 35 lat temu. Wielu wierzy, że Maryjna świątynia w Ngome jest dziełem Matki Najświętszej.” 

W 1992 r. bp Biyase poświęcił ołtarz polowy przy sanktuarium i ogłosił Ngome miejscem modlitwy, zachęcając wiernych do pielgrzymowania do umiłowanego miejsca Matki Bożej. Sam dał przykład, pielgrzymując tam trzykrotnie w 1993 r. W następnym roku ordynariusz zaprosił biskupa sąsiedniej diecezji, by poświęcił figurę Maryi, Tabernakulum Najwyższego. W 1996 r. biskup poświęcił Ośrodek dla Pielgrzymów w Ngome. I tak dalej i tak dalej. Sanktuarium się rozwija, a miejscowy biskup błogosławi mu całym sercem. Nie jest to wprawdzie formalna akceptacja objawień, ale – jak pisał słynny teolog Edward D. O’Connor – „Niektórzy odmawiają jakiegokolwiek wzięcia pod uwagę objawień, o których słyszą, tłumacząc, że muszą się wstrzymać z oceną do czasu oficjalnego uznania ich przez Kościół. Nie o taką postawę prosi nas Kościół, a zachowanie takie może pozbawić nas wielu łask związanych z konkretnym objawieniem. Zwykle Kościół czeka długi czas, zanim wyda oświadczenie o danym objawieniu, a o większości nie mówi nic. Jeśli odmówimy jakiemuś objawieniu jakiejkolwiek uwagi aż do czasu jego uznania, być może nigdy nie będziemy mieli takiej możliwości”.

A co z wizjonerką? W wieku 74 lat przeszła na emeryturę, co nie przeszkadzało jej dalej pracować wśród chorych. Ostatnie osiem lat spędziła w stacji misyjnej w Unkamana, gdzie zmarła w opinii świętości w dniu 1 kwietnia 1981 r.

źródło: Wincenty Łaszewski ŚWIAT MARYJNYCH OBJAWIEŃ 100 spotkań z nadprzyrodzonością Duchowy przewodnik po objawieniach Matki Bożej

Warto przeczytać

https://misyjne.pl/arka-z-ngome-10-wizji-s-reinoldy/

Adres

Nasz Adres:

Ngome Marian Shrine