Matka Boża z Wierzby

Notre Dame de l’Osier 1649

„Uważam, że równie godne potępienia jest dawanie wiary niesprawdzonym pogłoskom o domniemanych cudach i wierzenie w nie jak w dogmat, co czyni wielu przesądnych, jak i przemilczenie ich, kiedy są uroczyście potwierdzone dowodami uznanymi przez autorytet Kościoła” – pisał niejaki Théophraste Renaudot w pierwszej w historii dziennikarskiej publikacji dotyczącej objawień Maryjnych. Jego artykuł ukazał się w 1650 r. w „Gazette de France” i sprawił, że osada, o której jeszcze rok wcześniej słyszeli tylko najbliżsi sąsiedzi, znalazła się na ustach całej Francji. Dziś miejsce to nosi nazwę wziętą od tamtego Maryjnego objawienia. „Notre Dame de l’Osier” to „Matka Boża z Wierzby”. Bowiem w 1649 r. pewnemu protestantowi profanującemu maryjne święto spod sierpaka, którym ścinał wierzbowe gałązki, trysnęła krew. Zaś sześć lat później Maryja ukazała się owemu człowiekowi i pod groźbą piekła nakazała nawrócić się na katolicyzm…

Ów człowiek, hugenot, nazywał się Piotr Port-Combet i był rolnikiem w małej alpejskiej miejscowości Les Plantées oddalonej trzydzieści kilometrów od Grenoble. Ożenił się z z bardzo pobożną katoliczką, Joanną Pelioux, zmusił ją jednak do tego, by ich dzieci były wychowywane w religii ojca. Joanna, dziesięć lat młodsza od męża, cierpiała, ale była posłuszna. W sercu jednak postanowiła doprowadzić do nawrócenia swojej rodziny i w tej intencji nie tylko słała do nieba nieustanne modlitwy, lecz starała się świecić przykładem życia, pamiętając, że słowa wprawdzie uczą, ale przykłady pociągają.

DZIEŃ ZWIASTOWANIA

Mamy rok 1649, dzień 25 marca. Katolicy świętują właśnie uroczystość Zwiastowania Pańskiego, w którym dekretami władz zakazana jest wszelka praca. Piotr Port-Combat, mężczyzna uparty i hardego ducha, ignoruje te zarządzenia i z sierpakiem w ręku rusza w pole, by naciąć wierzbowych gałązek. Próżno żona tłumaczy, że dzień ten jest świętem, że Najświętszej Maryi Pannie należy się szczególna cześć, że narazi się na gniew nieba, że obudzi do siebie niechęć sąsiadów-katolików. Pierre wyśmiał ją, zapewniając, że w ścinaniu wierzbowych gałązek nie ma nic bardziej zdrożnego niż w popularnej tego dnia wyprawie na targ. Tak uważał on, mądry w swoich oczach Piotr Port-Combet, inne jednak zdanie miała Przeczysta Patronka tego wiosennego dnia.

We wspomnianej pierwszej publikacji dziennikarskiej o objawieniach Matki Najświętszej (sensacyjny tytuł brzmiał: „Krew wypływa z drzewa ciętego w dniu Zwiastowania Dziewicy”) czytamy: „Kiedy ścinał sierpakiem gałęzie wierzby, ze ściętych witek wytrysnęła krew, która zakrwawiła mu ręce i spodnie”. Dziewięć lat później pisze o tym Pierre de Blossac, członek Akademii Francuskiej: „Zaledwie zadał drzewu pierwsze ciosy, obcinając kilka gałązek, ujrzał, że wytrysnęła z nich krew.”

Spróbujmy zrekonstruować to zdarzenie. Kilka wierzb rosło najprawdopodobniej na jakiejś miedzy. Piotr podszedł do nich, zakasał rękawy i zabrał się do pracy. Planował ściąć sporo gałązek, by w domu zrobić z nich kilka nowych mioteł. Właśnie podnosi rękę i uderza sierpakiem u nasady gałązek. Pracuje szybko, bo praca ta nie wymaga specjalnego wysiłku. Ścina pierwszych kilka gałązek, za moment na ziemię spadają następne i pod trzecim ciosem jeszcze kilka. W dokumentacji opisującej ten fakt czytamy, że Port-Combet uderzył drzewo trzykrotnie, nim spostrzegł, że sierpak poczerwieniał od krwi; również jego ubranie jest zbryzgane krwią. Najpierw przerażony pomyślał, że musiał się mocno skaleczyć, ale obejrzawszy dłonie, nie spostrzegł żadnej rany. Krew tryskała z drzewa! Przez chwilę stoi osłupiały, po czym biegnie do domu. W dokumencie z 1659 r. czytamy: „Do domu wrócił z biciem serca i bladością twarzy. Dzieciom nakazał głosem mocno przerażonym, aby odmawiały modlitwy, a żonie polecił iść z sobą. Chciał, aby zrobiła to samo, by przekonać się czy ona też doświadczy owego cudu, czy może jakiś urok był rzucony na drzewo”.

Joanna uderza. Wróćmy do dokumentu: „Uderzyła kilkakrotnie w tym samym miejscu, z którego Port-Combet utoczył krwi, ale nie pojawiła się ani kropla. Podwoiła więc wysiłki, ale na ranach, które zadała drzewu nie było ani śladu krwi, podobnie jak w przypadku wszystkich wierzb, którym się ścina witki.”

Piotr odbiera sierpak z rąk małżonki i teraz on zaczyna ponownie ścinać wierzbowe gałązki. „Zaledwie uderzył w cudowne drzewo, a uszła z niego krew jeszcze obficiej niż poprzednio, a on przeraził się jeszcze bardziej niż za pierwszym razem.” Posyła żonę po swego przyjaciela, krawca Ludwika Caillat-Miquelle’a oraz sąsiada Jana Francillion-Croze’a. Ci poświadczają nadprzyrodzoność cudu, przyczyniają się też do rozpowszechnienia wiadomości o tym niezwykłym zajściu.

SKUTKI WIERZBOWEGO CUDU

Autentyczność tego wydarzenia nie budzi wątpliwości, możemy więc pytać o jego konsekwencje w życiu Piotra Port-Combeta. Zawiódłby się ten, kto by oczekiwał, że nasz hugenot nawrócił się. Choć w jednym z dokumentów czytamy, że „wyrzuty sumienia i tajemne poruszenia Ducha Świętego skłoniły go do porzucenia zuchwałości i do nabrania szacunku dla Przenajświętszej Maryi Panny”. Składa też zeznania przed sędzią cywilnym z miasteczka Vinay, do którego jego osada przynależała administracyjnie. Rzecz staje się powszechnie wiadoma, ale dla władz jest jedynie naruszeniem obowiązującego prawa. Port-Combet, który mimo zakazu pracował w uroczystość Zwiastowania, zaczyna mieć kłopoty. Najpierw musi się stawić przed miejskim sędzią. Potem wszczyna się przeciwko niemu proces. Piotr Port-Combet próbuje ukryć się u swoich znajomych hugenotów z miejscowości Albenc, w końcu jednak nie ma wyboru i stawia się przed sadem. Prokurator żąda od niego zapłacenia kary bardzo wysokiej, bo liczącej czterdzieści liwrów, w końcu jednak wyrok opiewa na sumę trzech liwrów. Połowa tej sumy pokrywała wszelkie koszta sądowe, pozostała kwota miała pójść „na dzieła pobożne i dla powoda”.

POCZĄTKI SANKTUARIUM

Joanna de la Croix de Chevrières kupuje za trzydzieści liwrów ziemię, na której zdarzył się cud, a niebawem w pobliżu cudownej wierzby zostaje postawiony krzyż. Zostaje on poświęcony w święto Podwyższenia Krzyża, 14 września 1656 r. Właściciel ziemski z Les Plantées niezwłocznie rozpoczyna budowę drewnianej kaplicy, która jest gotowa przed Bożym Narodzeniem tego samego roku. Już zaczyna się mówić, że „Bóg pragnie tam być wielbiony za pośrednictwem Najświętszej Maryi Panny” i że „należy zbadać sposób uposażenia kaplicy, w której dzieją się tak wielkie cuda”. Pół roku później będzie tu już sanktuarium pod wezwaniem Matki Bożej Dobrego Spotkania, ludzie będą tu doznawać cudownych nawróceń i uzdrowień, a papieże nie będą szczędzić przyznawania temu miejscu najróżniejszych odpustów.

DRUGI CUD

W dniu 22 kwietnia 1686 r. siedemdziesięciodwuletnia wdowa po Piotrze Port-Combet składa wobec czterech notariuszy, dwóch kapłanów i czterech mieszkańców wioski świadectwo o drugim cudzie mającym miejsce w Les Plantées. Ci dwaj księża są nieprzypadkowi: to Jakub Jullin, będący świadkiem wyparcia się przez Port-Combeta kalwinizmu i Mikołaj Sainte-Marie, który udzielił mu Komunii świętej na łożu śmierci. Joanna, żona Piotra, potwierdza w nim, że w połowie marca 1657 r. jej mężowi ukazała się Najświętsza Maryja Panna. Objawienie miało miejsce niedaleko cudownej wierzby: Maryja zatrzymała woły, którymi orał Piotr, i zagroziła potępieniem wiecznym, jeśli nie nawróci się na wiarę katolicką.

Przywołajmy najważniejsze fragmenty zeznania Joanny Pelioux: Jej mąż orał ziemię w odległości czterystu metrów od wierzby, która dziewięć lat wcześniej, zraniona w dzień Najświętszej Maryi Panny, rzuciła w niego krwią. Nieoczekiwanie spostrzegł przed zaprzęgiem „panienkę ubraną na biało i niebiesko, na głowie mającą czarny opuszczony welon”. Pojawiła się nagle, „co bardzo go poruszyło, bowiem była olśniewającej urody i tak majestatycznej postaci, że nie wiedział, co o tym myśleć”.

Rozpoczyna się niezwykły dialog: „Maryja przemówiła do niego tymi słowami: «Szczęść Boże, przyjacielu! Co się mówi o tym kulcie? Czy dużo tam ludzi przychodzi?». Na to Piotr Port-Combet: «Dzień dobry, Panienko. Przychodzi tam dosyć dużo ludzi». Najświętsza Maryja Panna pyta go: «Dużo tam jest cudów?». «Ach, ile cudów» – odpowiada. Wtedy Najświętsza Maryja Panna, dotykając jego wołów, mówi: «Zatrzymaj, zatrzymaj swoje woły! Ten hugenot, który ciął witki wierzbowe, gdzie on przebywa? Czyż nie zamierza się nawrócić?». «Nie wiem – odpowiada Piotr – mieszka daleko stąd». Na to Maryja odpowiada: «Ach nędzniku, sądzisz, że nie wiem, że to ty jesteś tym hugenotem?». A ponieważ chciał dalej orać, kazała mu zatrzymać natychmiast woły. Ale nie był skłonny posłuchać, więc rzekła: «Jeżeli nie zatrzymasz tych wołów, ja je zatrzymam». Na co odparł: «Sam je zatrzymam, Panienko». Wtedy Najświętsza Maryja Panna powiedziała mu, że jego czas nadchodzi i że jeśli nie zmieni wyznania, to będzie jedną z najjaśniej płonących pochodni w piekle, jakie tam kiedykolwiek płonęły, a jeśli zmieni, to Ona osłoni go przed sądem Bożym. Miał tez powiedzieć ludziom. że ich modlitwy są za mało żarliwe, ale jeśli będą się żarliwiej modlić, to otrzymają wiele łask i pomocy Bożej”.

Wzmianka o „najjaśniejszej pochodni” wydaje się nam dziwna, groźba bardzo przesadna. Przecież Piotr Port-Combet nie był wielkim grzesznikiem, nie miał na rękach krwi niewinnej… Miał tylko krew z wierzbowych gałęzi. Otóż właśnie! Ten człowiek otrzymał od Matki Bożej wielką łaskę, która miała w sobie moc nawrócenia serca. Nawróciła Rajmunda Port-Combeta, syna tego, którego Maryja nazwała właśnie „nędznikiem”, jego samego jednak nie zmieniła. Za wzgardę okazaną tak wielkiej łasce, potwierdzonej potem przez niekończące się cuda mające miejsce przy krzyżu i kaplicy, piekło przygotowuje swemu „sympatykowi” miejsce wybrane…

Ale objawienie marcowe nawraca naszego wieśniaka. Tym łatwiej o to, że samo jego życie jest weryfikacją prawdziwości otrzymanego objawienia. Piotr zaczyna słabnąć, czuje, że rzeczywiście jego dni są policzone. Siedem dni przed śmiercią kapłan o imieniu Teofil przyjmuje go na łono Kościoła.

źródło: Wincenty Łaszewski ŚWIAT MARYJNYCH OBJAWIEŃ 100 spotkań z nadprzyrodzonością Duchowy przewodnik po objawieniach Matki Bożej

Adres

Nasz Adres:

157 Prom. de la Chapelle, 38470 Notre-Dame-de-l'Osier, Francja