Matka Boża Rożańcowa

San Nicolás: 1983-1990

W dzwonnicy katedry w Rosario stała zapomniana figura Matki Bożej Różańcowej. Liczyła ponad sto lat i była niezwykle cenna. Poświęcił ją w Rzymie sam Leon XIII, wielki czciciel i propagator różańca. Kiedy z Wiecznego Miasta przybyła do Argentyny był rok 1884. Umieszczono ją w kościele w San Nicolás, gdzie natychmiast narodziło się bractwo różańcowe, a w parafii corocznie organizowano uroczystą procesję z figurą. Podczas któregoś ze świąt drewniana figura Matki Bożej upadła i złamała rękę. Statuę oddano do naprawy. Z nieznanych powodów nigdy jej nie odrestaurowano. Porzucono ją w dzwonnicy katedry. Matka Najświętsza upomniała się o nią w swych objawieniach w 1981 r. 

Kiedy Gladys Hermina Quiroga de Motta – bo tak brzmi całe jej nazwisko – ujrzała stuletnią figurę, wyszeptała: „To Matka Najświętsza, która mi się pokazuje!” Figura była nieco mniejsza od postaci Maryi, objawiającej się jej w San Nicolás, i oczywiście nie tak piękna. Ale pozostałe szczegóły były te same: niebieski płaszcz narzucony na różową tunikę, biały welon, ciemnowłose Dzieciątko Jezus trzymane na lewej ręce, wreszcie wielki różaniec trzymany wspólnie przez Matkę i Jej Syna.

Wizjonerka nie musiała przypominać sobie tych podobieństw, bowiem niespodziewanie przed figurą stanęła Matka Najświętsza. „Trzymali mnie w zapomnieniu, ale znowu się pojawiam – powiedziała. – Postawcie mnie znów na postumencie. Przecież widzisz, że właśnie taka jestem.” Wyraziła też życzenie: „Chcę stać na brzegu rzeki Paraná. Bądź dzielna. W tym miejscu zobaczysz moje światło.”

Dziś w wyznaczonym przez Maryję miejscu wznosi się ku niebu różańcowa świątynia, w której piękna figura Matki Bożej z Dzieciątkiem odbiera nieustające hołdy wiernych. 

Świetlany różaniec

Widzenie, o którym opowiadamy, było jedynym w swoim rodzaju wśród tych, które miała Gladys de Motta. W odróżnieniu od spotkania z Matką Najświętszą w dzwonnicy (i od wszystkich znanych nam objawień maryjnych) wizjonerka widziała Matkę Bożą, gdy zamykała oczy. Zacznijmy jednak od początku.

W 1983 r. Gladys liczyła czterdzieści sześć lat. Była matką dwóch córek, z których starsza miała jej niebawem urodzić jej wnuka. Kobieta skończyła zaledwie cztery klasy szkoły podstawowej i z trudem czytała i pisała. Jej mąż był operatorem dźwigu w fabryce stali. Rodzina zamieszkiwała w robotniczej dzielnicy San Nicolás – mieście liczącym 150 tys. mieszkańców, oddalonym o dwie godziny jazdy od Bueonos Aires.

Wszystko zaczęło się we wrześniu 1981 r., kiedy Gladys zobaczyła, iż jej różaniec płonie dziwnym światłem. Zgodnie z argentyńskim zwyczajem wisiał on na gwoździu wbitym w ścianę, nieopodal wejścia. Nagle zaczął błyszczeć jak roztopiony metal. Kobieta zawołała sąsiadów, którzy ze zdumieniem spoglądali na świetlany różaniec. Serce Motty przepełnił święty lęk.

Od tego dnia Gladys zaczęła zapraszać znajomych i sąsiadów na wspólne odmawianie różańca. Ludzie przychodzili i modlili się razem z przyszłą wizjonerką. Jak mogliby odrzucić to zaproszenie, skoro w ich parafii pod wezwaniem Matki Bożej Różańcowej niebo rozjaśniło swym blaskiem prosty różaniec, na którym modlił się jeden z nich.

Pierwsze spotkania z Maryją

Gladys de Motta czuła w sercu jeszcze inne wezwanie: jej dusza pragnęła modlić się w samotności. 25 września zdjęła różaniec z gwoździa i uklękła w swoim pokoju. Zaczęła modlitwę, odmawiając Ojcze nasz i Zdrowaś Maryjo w skupieniu, zamknąwszy oczy. Nagle ujrzała dziwne światło i za zamkniętymi powiekami Gladys stanęła Matka Najświętsza. Uśmiechała się do klęczącej kobiety i w milczeniu ofiarowywała jej swój różaniec. Po chwili zniknęła. Gladys de Motta dokończyła swe modlitwy, wstała i po raz pierwszy od opuszczenia szkoły sięgnęła po pióro. Zaczęła pisać: „Vi a la virgen por primera vez” („Zobaczyłam Dziewicę po raz pierwszy”).

Taki właśnie był schemat objawień w San Nicolás. Wizjonerka czuła w sercu dziwną radość, a po chwili przed jej zamkniętymi oczami rozbłyskało światło i pojawiała się Maryja. „Czułam jakby mrówki przebiegały mi po ramieniu” – wyznała. – Wtedy wiedziałam, że nadchodzi Maryja. Zamykałam oczy, a Ona mi się ukazywała”.

Trzy dni później widziała Maryję po raz drugi. Gdy poczuła, że jej serce przepełnia dziwna radość, zamknęła oczy i czekała. Po chwili ukazała się jej oblana światłem Matka Najświętsza, znów proponując jej swój wielki różaniec. Potem Gladys zapisała: „La vi nuevamente” („Zobaczyłam Ją znowu”).

Gladys do Motta zaczęła przygotowywać się do kolejnego spotkania. Chodziła po domu i setki razy powtarzała krótkie pytanie, jakie chciała postawić Matce Bożej: „Czego pragniesz ode mnie?” 

Tydzień później, 5 października Maryja ukazała się po raz trzeci. W notatkach wizjonerki czytamy: „Zobaczyłam Ją i zapytałam, czego ode mnie oczekuje. Wówczas Jej postać rozpłynęła się w powietrzu i ukazała się kaplica. Zrozumiałam, że chce być wśród nas”. Za pomocą obrazu Maryja dała wyraz swemu pragnieniu: chce, by wybudowano dla Niej kościół.

Prywatne lekcje Matki Bożej

Nastąpiły widzenia, które zawierały osobiste orędzia skierowane do Motty. W rocznicę objawień fatimskich Maryja powiedziała: „Jesteś wierna. Nie lękaj się. Przychodź, aby mnie spotykać. Będziesz szła z dłonią w mojej dłoni, i przejdziesz długą drogę.” Gladys nie wiedziała, co ma oznaczać wspomniana przez Maryję długa droga, ale pewność, że Matka Najświętsza będzie przy niej napełniała ją pokojem i radością. Nie bała się niczego. Czuła, że Maryja opiekuje się nią w sposób szczególny. W przekonaniu tym utwierdziło ją to, że została zapisana do szkoły Maryi – sama Matka Boża stała się jej Nauczycielką. Dawała jej nawet zadania domowe do wykonania. Były to teksty biblijne, które miała czytać i rozważać. Pierwszy pochodził z Księgi Ezechiela. Wizjonerka z trudem odnalazła odpowiedni fragment Biblii i powoli go odczytała: 

„To ludzie o bezczelnych twarzach i zatwardziałych sercach; posyłam cię do nich, abyś im powiedział: Tak mówi Pan Bóg. A oni czy będą słuchać, czy też zaprzestaną – są bowiem ludem opornym – przecież będą wiedzieli, że prorok jest wśród nich. A tym synu człowieczy, nie bój się ich ani się nie lękaj ich słów, nawet gdyby wokół ciebie były osty i ciernie i gdybyś się znalazł wśród skorpionów. Nie obawiaj się ich słów, ani nie lękaj się ich twarzy, bo to lud oporny. Przekażesz im moje słowa: czy będą słuchać, czy też zaprzestaną, bo przecież są buntownikami.

Ty więc, synu człowieczy, słuchaj tego, co ci powiem. Nie opieraj się jak ten lud zbuntowany. Otwórz swoje usta i zjedz, co ci podam. Popatrzyłem, a oto wyciągnięta była w moim kierunku ręka, w której był zwój księgi. Rozwinęła go przede mną; był zapisany z jednej i z drugiej strony, a opisane w nim były narzekania, wzdychania i biadania.” (Ez 2, 2-10)

Lektura Pisma świętego była dla Gladys czymś zupełnie nowym. A cóż dopiero mówić o rozmyślaniu nad nim, więcej, odniesieniu go do siebie i swoich czasów. Ale to był zaledwie początek. Później Matka Najświętsza wskazywała jej na teksty, którym nadawała maryjny sens – mogło się to czasem wydawać jeszcze trudniejsze do pojęcia. Jak choćby fragment z Księgi Wyjścia (25, 8): „I uczynią Mi święty przybytek, abym mógł zamieszkać pośród was”. Za pomocą tego cytatu Maryja dała do zrozumienia, że jest Arką Przymierza Nowego Testamentu. Jest świętym miejscem zamieszkania Boga, a każdy, kto do niej się zbliża otrzymuje łaskę.

Więc szkoła Matki Najświętszej jest biblijna! To ważna wskazówka dla nas, którzy bierzemy do serca zaproszenie św. Jana Pawła II, by zapisać się do szkoły Maryi. To szkoła cnót, szkoła różańca, szkoła Biblii! To odczytywanie cnót Matki Bożej jako cnót, które mamy zdobyć, to umieszczenie siebie w misteriach różańca, to odczytywanie słów Pisma świętego jako mówiących o nas i o naszym świecie.

Nie wiemy, jak wizjonerka radziła sobie z zadawanymi lekcjami, wiemy tylko, że szybko wrastała w wierze i że nabierała pewności siebie.

Owocne inicjatywy

Teraz Gladys codziennie czytała Biblię, więcej nawet niż poleciła Matka Najświętsza. Podjęła też jeszcze jedną decyzję: aby lepiej zrozumieć, kim jest Maryja i czego od niej oczekuje, zaczęła odbywać pielgrzymki do katedry w Rosario. Tym samym nie ograniczyła się tylko do tego, czego żądała od niej Najświętsza Maryja Panna, lecz sama podjęła kilka inicjatyw. Jak się okazało, ich owoce były niezwykłe. Można sądzić, że to właśnie podjęty przez nią w listopadzie 1983 r. post zaowocował objawieniami Matki Najświętszej. Z kolei inicjatywa odbywania pielgrzymek zbiegła się ze zmianą orędzia: z osobistego przesłania stało się ono upomnieniem i ostrzeżeniem dla wszystkich ludzi. Przekazywane przez Maryję orędzie głosiło: „Jesteście moimi dziećmi. Jesteście w potrzebie, ale Ja was kocham. Nadszedł czas modlitwy, błagania o przebaczenie, a ono będzie wam dane.” „Cała ludzkość jest splugawiona. Nie wie, czego chce, i jest to szansa dla szatana, ale to nie on będzie zwycięzcą. Moja córko, wielką bitwę wygra Chrystus Jezus.”

Jak potrzebne jest nam to upomnienie i słowa o zwycięstwie Chrystusa. Zostaliśmy ostrzeżeni. Znamy przyszłość. Nie omami nas już diabeł swymi „dowodami”, że aby wygrać życie trzeba stanąć po jego stronie i zacząć żyć tak, jakbyśmy sami nie wiedzieli, czego chcemy. Matka Najświętsza pokazała nam, pod czyim sztandarem mamy walczyć. To sztandar Jezusa i Maryi. Matka Boża zapewnia: „Nie zdejmuję oczu z moich umiłowanych dzieci. Błogosławieni ci, którzy ufają Matce Jezusa, bo ufność ich zostanie nagrodzona. Amen. Amen.”

20 marca 1984 Maryja powiedziała: „Zaczęliście się modlić, ludu Boży. Znów zaczynacie powstawać, jak ja stanęłam między wami. Żyjecie w sposób, który podoba się Panu”. Zachęcała też „swoje dzieci”, by chodziły do kościoła na Mszę świętą i przyjmowały pokarm Eucharystyczny. „Kiedy będziecie Go spożywać, nie dotknie was żadna plaga, która przychodzi z zewnątrz. Chrystus ją unicestwi”.

Ale dodała jeszcze:

„Moje dzieci, proszę was, módlcie się za dusze, które się nie modlą i w których gaśnie miłość do Boga. Niech nikt nie uważa, że żyje w zgodzie z Bogiem, jeśli jest daleko od Niego. Proszę o modlitwy i o nawrócenie serc. Módlcie się za błądzące dzieci. Módlcie się, by każde serce pozwoliło memu Synowi wejść do swego wnętrza, by ich bunt mógł się skończyć.”

Pojawiło się też wezwanie, aby de Motta udała się do biskupa i przekazała mu Jej prośbę o zbudowanie świątyni. „Przekaż mu mą prośbę” – mówiła. To właśnie w tym czasie wizjonerka natknęła się na porzuconą w dzwonnicy figurę.

Powoli orędzie Matki Bożej stawało się coraz wyraźniejsze. Maryja przyszła, by odnowić w ludziach nabożeństwo różańcowe w poświęconym Jej przed stu laty kościele. Chciała, aby naprawiono Jej figurę i ponownie umieszczono w miejscu publicznym. Prosiła, by na brzegu Parany zbudowano dla Niej sanktuarium.

Do tej pory nikt nie wiedział o spotkaniach Gladys z Matką Najświętszą. Kiedy koniec listopada objawienia zostały upublicznione, cała okolica powtarzała tylko jedno: „Ukazała się Matka Boża”. Ludzie zaczęli pokazywać sobie dom wizjonerki i zaczepiać ją na ulicy. Dla skromnej i cichej kobiety nastał czas cierpienia.

Wieczorem, 24 listopada Gladys i grupka towarzyszących jej osób udała się na miejsce, jakie Maryja wybrała na swoje sanktuarium. Nagle potężna błyskawica przeszyła ciemności i uderzyła w ziemię. Światło to widział ktoś jeszcze: dziewięcioletnia dziewczynka. Jakby miała poświadczyć prawdziwość tego, o czym mówiła de Motta. Taka sama błyskawica uderzyła w miejsce wybrane przez Matkę Najświętszą 2 stycznia następnego roku. Czyżby był to znak, że Maryja nie chce czekać, że ponagla?

Dziwne stygmaty

W piątek, 16 listopada 1984 r. Gladys otrzymała stygmaty. Nie było by w tym nic dziwnego, wszak nosiło je wielu nam współczesnych, gdyby nie to, że rany znajdowały się nie na dłoniach, lecz na nadgarstkach. Z jednej strony mamy do czynienia z zerwaniem pewnej tradycji – stygmaty niekoniecznie są wierną kopią ran ukrzyżowanego Chrystusa, być może odwołują jedynie do symbolicznych ran – z drugiej okazują się zbieżne z najnowszymi badaniami archeologicznymi, które utrzymują, że rzymscy żołnierze krzyżowali swe ofiary przygważdżając nadgarstki. Lekarze twierdzą, że gwoździe wbite w dłonie nie utrzymywałyby wiszącego ciała – rozdarłoby się ono.

Stygmaty ukazywały się w czwartki i piątki Adwentu 1984, potem w te same dni Wielkiego Postu 1985 r. 

W swym ostatnim objawieniu, które miało miejsce 11 lutego 1990 r., Matka Najświętsza obiecała:

„Moje dzieci, zapraszam was do wprowadzania w życie krok po kroku, moich zaleceń: módlcie się, wynagradzajcie, ufajcie! Błogosławieni są ci, którzy w modlitwie szukają schronienia dla swoich dusz. Błogosławieni są ci, którzy wynagradzają za ciężkie obrażanie mojego Syna. Błogosławieni są ci, którzy pokładają ufność w miłości tej Matki! Każdy wierzący w Boga i w Maryję będzie ocalony.”

Komisja i ocena objawień

W kwietniu 1985 r. biskup Domingo Salvador Castagna powołał komisję do zbadania objawienia z San Nicolás. 25 października komisja ogłosiła swoje wyniki. Wprawdzie nie dopatrzyła się charakteru nadprzyrodzonego objawień, ale nie znalazła jakichkolwiek błędów teologicznych, co więcej, objawienia są zgodne z duchem Pisma świętego. Podkreśliła też fakt niewytłumaczalnego wyzdrowienia chłopca chorego na raka mózgu; cud ten był ściśle powiązany z objawieniami. Nie stwierdzono też u Gladys de Motta żadnych skłonności do halucynacji czy do zaburzeń psychicznych.

Komisja nie powiedziała „tak”, nie powiedziała też „nie”. Jednak działania biskupa wskazują na jego osobiste poparcie objawień. W 1985 r. odprawił on Mszę świętą w miejscu wskazanym przez Maryję na sanktuarium. Powiedział:

„Mocno wierzę, że jest to dzieło Matki Bożej… Nie mogę powiedzieć więcej niż mówi Kościół. Kościół postawił to wszystko w nawiasie. Ani nie odrzuca, ani nie mówi, że są to wydarzenia prawdziwe, lecz powiada tylko: «Patrzcie: ponieważ może to być prawdziwe, podchodzimy do tego poważnie». I nie ma tu niczego, o czym można by rzec, że nie jest prawdziwe; przeciwnie, obecne tam elementy są pozytywne… Dlatego wolno mi powiedzieć… najwyraźniej jest to objawienie dokonane przez Boga.”

Pół roku później biskup Castagna ponownie celebrował tam Eucharystię, a podczas homilii ogłosił, że miasto przekazało kawałek gruntu na budowę świątyni i że niebawem zostanie tam wmurowany kamień węgielny. Uczyniono to 25 września 1986 r., ale budowa przedłużała się ze względu na brak funduszy.

Sam św. Jan Paweł II będąc w Argentynie polecił pilotowi helikoptera przelecieć nad tym nowym miejscem maryjnego nawiedzenia. Śmigłowiec obniżył lot nad brzegiem rzeki Parana, jakby Papież chciał złożyć hołd Matce Bożej, która zechciała w San Nicolás objawić nam swą miłość i troskę.

Chyba jednak prawdziwe…

Może nas dziwić wiele rzeczy. Najpierw to, że objawień było blisko dwa tysiące, gdy zazwyczaj jest ich co najwyżej kilkanaście. Dalej, że objawienia trwają nadal, choć mają już charakter wyłącznie prywatny. I jeszcze to, że stygmaty otrzymane przez wizjonerkę są inne niż wszystkie znane nam przypadki. Treść niektórych objawień również wydaje się dość dziwna, jak wspomniane interpretacje maryjne tekstów odnoszących się do Boga. Nawet w ostatnim słowie Matki Bożej słyszymy o wierze w Boga i w Maryję” – co może wstrząsnąć umysłem niejednego teologa. Co więc mamy sądzić? Biskup diecezji San Nicolás wydaje się wierzyć w autentyczność tych objawień. Podobnie kilkuset innych biskupów, którzy nawiedzili miejsce wybrane przez Maryję nad brzegiem Parany. I na koniec owoce, które są zdumiewające: uzdrowienia, nawrócenia, pojednania, powołania do stanu kapłańskiego i zakonnego. Czyż nie świadczą one o Boskim źródle objawienia w San Nicolás?

Dlatego Argentyńska Katolicka Agencja Informacyjna mogła napisać w 1993 r.:

„Poważne badania teologiczne potwierdziły, że rady dane przez Matkę Bożą prostej gospodyni domowej, Gladys Quiroga de Motta, są zgodne z prawowitą nauką katolicką. Zostały one zebrane w trzech tomach… Teksty posiadają aprobatę biskupa Jezus Domingo S. Castagne.”

źródło: Wincenty Łaszewski ŚWIAT MARYJNYCH OBJAWIEŃ 100 spotkań z nadprzyrodzonością Duchowy przewodnik po objawieniach Matki Bożej

Media

Adres

Nasz Adres:

Santuario Nuestra Señora Del Rosario de San Nicolás