Matka Grzeszników

Cuapa 1980

O objawieniu w Cuapa w Nikaragui dowiadujemy się szczegółowo z pierwszej ręki, od samego wizjonera. Więcej, jego świadectwo udostępnia nam bp Antonio Vega, ordynariusz diecezji Juigalpa, który dodaje do niego swój osobisty krótki komentarz: „Ze swej strony jestem zaskoczony podkreśleniem odpowiedzialności, jaka spoczywa na człowieku w jego obowiązku «zaprowadzania pokoju» i «budowania świata»; ten religijny akcent nie jest czymś oczywistym dla ludowej pobożności, która najchętniej wszystko to zostawia Bogu’.’ Biskup dodaje: „Ufam, że przedstawiony tu raport posłuży za zaproszenie do refleksji nad obowiązkami społecznymi, które bardzo często i bardzo powszechnie są zapominane przez wielu chrześcijan”.

Mamy tu oficjalną wykładnię Kościoła. Cuapa to wezwanie do zaangażowania społecznego. Ale nie tylko.

Bernardo Martinez opiekował się starą kaplicą w Cuapa. To on otwierał ją i zamykał, on bił w dzwony wzywające ludzi na modlitwę. Pomagały mu w tym dwie kobiety: Auxiliadora Martinez i Socorro Barea. Życie toczyło się normalną koleją codziennych zajęć i obowiązków, aż do końca marca 1980 r. Pewnego dnia Bernardo wszedł do zakrystii i ujrzał, że wewnątrz kaplicy pali się światło. Był pewien, że poprzedniego dnia nie zgasiła go Auxiliadora. Kilka dni później to samo wydarzyło się po dyżurze Socorro. Bernardo postanowił surowo upomnieć obie kobiety. Parafia nie miała pieniędzy, a elektryczność kosztuje!

Kiedy przyszedł do ich domu, nie umiał wykrztusić słowa. Nie rozumiał, jak to się działo, ale wiedział w duchu o ich niewinności. „Zrozumiałem, że oskarżam je bez powodu. Pomyślałem, że nic nie powiem, a jeśli trzeba będzie zapłacić więcej niż zazwyczaj, zapłacę z własnej kieszeni”.

Świetlista figura

Dnia 15 kwietnia o ósmej wieczorem wiedział już, że w kaplicy dzieją się niewytłumaczalne rzeczy. Było ciemno. Wszedł do środka i ujrzał figurę Matki Bożej całą skąpaną w świetle. Najpierw oskarżył w myślach bawiących się nieopodal chłopców, którzy pewnie zniszczyli w tym miejscu dach – jednak w dachu nie było najmniejszej dziury. Wtedy pomyślał, że ktoś powiesił na figurze fluorescencyjny różaniec. „Obejrzałem ręce, stopy, szyję – nie było tam nic takiego”. Bernardo uznał, że dzieją się tu rzeczy nadprzyrodzone. Pomyślał: „Najświętsza Panienka kłóci się z ludźmi”. 

Pierwsze wnioski, jakie wysnuł Bernardo, są zastanawiające; jakby jego myśli były już częścią objawienia, były prowadzone nie przez niego, lecz przez Maryję! Martinez uznaje: „To wszystko moja wina”. Możemy ze zdziwieniem pytać, dlaczego rozjaśniona światłem Madonna miałaby wskazywać na jakieś grzechy wizjonera. Odpowiedź przychodzi w kolejnych zdaniach zapisków sporządzonych przez Martineza: „Gdy te myśli rodziły się w mojej głowie, przypomniało mi się, co zwykła powtarzać mi jako dziecku moja babcia: «Nie bądź nigdy lampą na ulicy, a ciemnością w domu». Zrozumiałem mój grzech: chciałem innych jednać, a kłóciłem się we własnym domu… Postanowiłem prosić o przebaczenie wszystkich ludzi. Uczyniłem to. Przebaczyli mi”.

Rzeczywiście tak było. Martinez pomagał w rozwiązywaniu pewnego problemu w Cuapa. Chodziło o spór między mieszkańcami miasteczka, czy zezwolić, by ich dzieci były uczone przez kubańskich nauczycieli. Nasz zakrystian zdołał pogodzić zwaśnione strony (zresztą, za jego sprawą nie sprowadzono do Cuapa żadnego nauczyciela z Kuby). A problem nie był pozorny: w sąsiedniej miejscowości Comarca del Silentio, Kubańczyk pouczał wieśniaków dziękujących Bogu za spożyty posiłek: „Tak nie mówcie… Mówcie, jak my: «Niech dzięki będą Fidelowi, że zjedliśmy posiłek»”.

Bernardo zajmował się rozwiązywaniem problemów poza domem, ale nie angażował się w sprawy rodzinne! To właśnie uświadomiło mu spotkanie z rozświetloną figurą. O tym też opowiedział ludziom podczas swej publicznej spowiedzi. Potem zebrani w kaplicy usłyszeli od Bernarda opowieść o jaśniejącej figurze. Od tej chwili zakrystian stał się przedmiotem niewybrednych żartów całej gminy.

Ale pewna kobieta, Consuela Martin uwierzyła słowom Bernarda. Wymusiła na nim obietnicę, że da jej znać, jeśli tylko znów ujrzy Matkę Najświętszą.

Niechętny wizjoner

Wiadomość o niezwykłej wizji dotarła do proboszcza. Wypytał on szczegółowo swego parafianina, po czym zapytał o to, jak się modli. Martinez od dziecka odmawiał codziennie różaniec i trzy Zdrowaś Maryjo, a w trudnych chwilach wołał do Matki Bożej: „Nie opuszczaj mnie, Matko”. Tak wychowała go jego babcia. 

Ksiądz proboszcz polecił mu dużo się modlić i pytać Maryję, czy nie oczekuje czegoś od mieszkańców Cuapa. Ale Bernardo prosił Matkę Najświętszą o co innego: „Proszę Cię, Matko Przebłogosławiona, nie żądaj ode mnie niczego. Mam wiele problemów związanych z naszym kościołem. Wyjaw swoje prośby komuś innemu, gdyż ja chcę uniknąć kłopotów. Mam ich wystarczająco dużo i nie chcę ich więcej.”

Tak modlił się Bernardo Martinez. Dni mijały, ludzie zaś powoli zapominali o nadprzyrodzonym epizodzie.

Ucieczka nad rzekę

Martinez miał coraz więcej problemów. W maju zaczęły się kłopoty finansowe, pojawiła się groźba utraty pracy. Wszystko to zaowocowało kryzysem duchowym. Doszło do tego, że budząc się rano, prosił o śmierć. Rozmyślał: „Zamiatam kaplicę… wycieram kurze… piorę bieliznę kościelną… a ludzie śmieją się ze mnie i uważają mnie za głupca. Nawet moja rodzina – moi bracia – twierdzą, że nie mam pieniędzy, bo angażuję się w pracę zakrystiana. Jestem zakrystianem, ale nie dostaję za to ani grosza. Zacząłem pracować w domu Bożym, gdy tylko umiałem trzymać miotełkę do kurzu… Byłem wtedy bardzo mały. Robiłem to, gdyż w ten sposób służyłem Panu”.

W nocy z 6 na 7 maja Martinez nie mógł spać. Postanowił więc udać się nad rzekę, by połowić ryby. Decyzja okazała się słuszna. Ale nie dlatego, że poczuł się „szczęśliwy, zadowolony w przyjemnym otoczeniu”, lecz że wyprawa nad rzekę miała zakończyć się spotkaniem z Maryją. On szedł łowić ryby, nie wiedząc, że Matka Najświętsza jego „złowi”.

Nadeszło południe, a Bernardo wciąż tkwił nad rzeką, wciąż przepełniony radością i szczęściem. Godzinę później zaczęło padać i beztroskie wypoczywanie nad wodą zostało przerwane. Rybak schronił się pod drzewem i odmówił codzienny różaniec. O trzeciej zaczął zbierać się do domu: trzeba było nakarmić zwierzęta i otworzyć kościół. 

Pierwsze spotkanie z Maryją 

Nagle przez niebo przemknęła błyskawica. Martinez pomyślał, że znowu będzie padać, ale ze zdumieniem spostrzegł, że nic nie zapowiada deszczu. Przeszedł parę kroków, gdy niebo znów rozjaśnił błysk światła. Jak sam pisze, światło to otworzyło jego oczy na niezwykłą wizję. Przed Bernardem stała Matka Najświętsza we własnej osobie.

Tu zapiski wizjonera zaczynają się rwać. „Widziałem, że mruga oczami… Była piękna… skały… stała, jakby… obłok… jakby pokryty trawą Jaragua” Dowiadujemy się, że Maryja stała na obłoku, który okrył całe drzewo Norisco, na którym pojawiła się Wysłanniczka nieba. „Obłok był nieprawdopodobnie biały, rzucał promienie we wszystkich kierunkach, promienie słonecznego światła. Na obłoku stały stopy przepięknej Niewiasty. Jej stopy były gołe. Suknia była długa i biała. Była przepasana w pasie. Długie rękawy. Skrywał Ją welon śmietankowej barwy ze złotą lamówką. Ręce miała złożone na piersiach”.

Jeśli nie potrafimy wyobrazić sobie Madonny z Cuapa, posłuchajmy uzupełniającego wyjaśnienia, jakie podaje Bernardo: „Wyglądała jak figura Matki Bożej Fatimskiej”.

Martinez podniósł ręce do twarzy, by zdjąć z niej sen. Gdy ponownie spojrzał na Madonnę, ta wyglądała inaczej – „miała ludzką skórę, a oczy poruszały się i mrugały”. Znów Martinez stał jak zaklęty. „Jedyną rzeczą, którą mogłem poruszać, były moje myśli” – wspomina. 

Wówczas Maryja rozłożyła dłonie, „jak na Cudownym Medaliku, którego nigdy nie widziałem, ale później mi go pokazano”. Z dłoni wytrysnęło światło, które dotknęło serca wizjonera. Teraz mógł poruszać językiem. Zapytał: „Jak Ci na imię?”. Usłyszał najsłodszy głos, który powiedział, że ma na imię Maryja. 

Martinez to prosty człowiek. Opisuje swoją reakcję: „Zobaczyłem, że porusza ustami. Zawołałem: «Ona żyje! Ona przemówiła! Odpowiedziała na moje pytanie!». Widziałem, że możemy rozmawiać”.

Rzeczywiście, zaczęła się rozmowa. Na pytanie, skąd jest, Maryja odparła: „Przybyłam z nieba. Jestem Matką Jezusa” Na pytanie, czego sobie życzy, odpowiedziała: „Chcę, by codziennie odmawiano różaniec”. Bernardo nie pozwolił Jej dokończyć, zapewniając Maryję, że w Cuapa ludzie się modlą. Ale Maryja mówiła dalej: „Chcę, aby na różańcu modlono się nieustannie, w rodzinach… włącznie z dziećmi, które są już w stanie zrozumieć… by modlono się o wyznaczonej godzinie, kiedy nie ma spraw związanych z pracą w domu”.

Powiedziała jeszcze, że Jezus nie ma upodobania w mechanicznie odmawianych modlitwach i poleciła odmawiać różaniec, posługując się cytatami z Pisma świętego. Wezwała też do życia słowem Bożym, po czym ogłosiła swe pierwsze wielkie przesłanie: „Miłujcie się wzajemnie. Wypełniajcie swe obowiązki. Zabiegajcie o pokój. Nie proście Pana Jezusa o pokój, bo jeśli sami nie będziecie o niego zabiegać, nie otrzymacie go”.

Dodała prośbę o praktykowanie nabożeństwa ogłoszonego w Pontevedra: „Odnówcie nabożeństwo pięciu pierwszych sobót. Jeżeli wszyscy to uczynicie, dostąpicie wielu łask”.

Okazuje się, że nabożeństwo pierwszych sobót było znane i praktykowane w Nikaragui – przed zakończoną niedawno wojną domową. Kiedy Bóg obdarzył kraj pokojem, przestano odprawiać nabożeństwo pierwszych sobót. 

Znamy ten rodzaj myślenia: Jak trwoga to do Boga. Kiedy otrzymamy upragnione łaski, zarzucamy modlitwy. Matka Najświętsza upomina nas, że takie postępowanie jest niewłaściwe, bo zawsze potrzebujemy Bożej pomocy, bo zawsze grozi nam niebezpieczeństwo. Mówi: „Nikaragua przecierpiała wiele od czasu ostatniego trzęsienia ziemi. Ale zagraża jej jeszcze więcej cierpienia. Będzie cierpieć, jeżeli się nie zmienicie”.

Ta groźba dotyczy nie tylko samej Nikaragui, Maryja mówi bowiem: „Módl się, módl, mój synu, na różańcu za cały świat. Powiedz wierzącym i niewierzącym, że światu grożą wielkie niebezpieczeństwa”.

Jednak nasz wizjoner nie chciał podjąć się jakiejkowiek misji. „Nie chcę kłopotów. Mam dość problemów w kościele. Powiedz to komuś innemu”. Ale odpowiedź była krótka: „Nie. Pan wybrał ciebie, byś przekazał moje orędzie.”

„Nie każdy może mnie widzieć”

Gdy obłok zaczął się unosić ku górze, Martinez przypomniał sobie prośbę Consueli Martin. Chciał zatrzymać Matkę Najświętszą, by sprowadzić tę pobożną kobietę. Zwróćmy uwagę na odpowiedź Maryi: „Nie. Nie każdy może mnie widzieć. Ujrzy mnie, kiedy zabiorę ją do nieba, musi jednak odmawiać różaniec, tak jak proszę”. 

Zatrzymajmy się na moment przy tych słowach. Maryja jednoznacznie zapewnia, że w naszym życiu obowiązuje pewna reguła – na ziemi nie widzimy ani Jej, ani Jezusa, ani świętych. Widzenia nadprzyrodzone są wyjątkami w ustanowionej przez Boga zasadzie. Pan poleca swej Matce ukazywać się niektórym ludziom, by przekazywali oni innym niebieskie orędzie. Objawienia są więc dla wszystkich, choć mamy w nich tylko pośredni udział: przez świadectwo wizjonera, lub nawet tylko przez świadectwo o wizjonerze…

Nie rozglądajmy się więc za religijnymi niezwykłościami. Z niemal stuprocentowym prawdopodobieństwem nie ma ich w skarbcu Bożych łask nam przeznaczonych. Ale na pewno będziemy oglądać Maryję w niebie! Ta łaska jest przeznaczona dla każdego. Stanie się ona naszym udziałem, jeżeli będziemy szli Maryjnym szlakiem. W Cuapa Matka Boża podkreśla znaczenie codziennego różańca odmawianego w rodzinnej wspólnocie.

Dodajmy jeszcze jedną uwagę. Maryja mówi, że to Ona zabierze Consuelę do nieba. Jakby to Ona miała klucz do Raju! Jakby to Ona decydowała, kto przekroczy Bramę! Jakby Ona przeprowadzała nas z tego świata na tamten świat. A gdzie Chrystus? Gdzie Sąd? Jedno nie wyklucza drugiego. Wyjaśnienie jest proste: kto idzie z Maryją przez życie, dojdzie tam, dokąd doszła Ona. Trzymając Ją codziennie za rękę, przy Jej boku przejdzie przez wrota Królestwa. W ten sposób Maryja „zabierze” nas do nieba.

Teraz Maryja podnosi w górę ręce i unosi się na obłoku tam, gdzie przygotowane jest miejsce dla każdego z nas. Widzenie się kończy.

Ciężar nieogłoszonego orędzia

Przez osiem dni Martinez nosił w sercu nieprzekazane ludziom orędzie. Czuł, jak przygniata go wielki ciężar, a wewnętrzny głos raz po raz wzywał go, by przekazał ludziom słowa Maryi. Ale wizjoner nie chciał. Cierpienie było coraz większe, a Bernardo od niego uciekał: szukał rozrywki, chodził kąpać się w rzece. Na próżno. Schudł i pobladł. Przyjaciele zaczęli się dopytywać, czy nie jest chory.

Tak było do 16 maja, kiedy ponownie ukazała mu się Matka Najświętsza. Ukazała się Bernardowi w tej samej postaci, co poprzednio, i znów, rozłożywszy ręce, przekazała mu swoje światło. Zakrystian poczuł wstyd, że nie spełnił życzenia Maryi. Przecież unikał nawet miejsca objawienia, by nie ryzykować spotkania z Matką Bożą, i teraz Ona musi go szukać i ukazać się mu w innym miejscu! Zrozumiał, że nie ucieknie od Niej. „Ona będzie szła za mną, dokądkolwiek bym się nie udał” – pomyślał. Wówczas usłyszał łagodny głos: „Dlaczego nie rozpowiadałeś tego, co miałeś opowiadać?”. Wizjoner tłumaczył się, że nie chce stać się przedmiotem pośmiewiska. Ale Maryja zapewniła go: „Nie bój się. Będę ci pomagać”.

Tego dnia opowieść o objawieniach usłyszały dwie panie: Lilliam Ruiz de Martinez i Socorro Barea de Marin. Bernardo ufał im bardziej niż komukolwiek, więc zwierzył się ze swych „problemów” z Matką Bożą. Kobiety zaczęły go strofować, że nie jest posłuszny Maryi. Kazały mu opowiedzieć o wszystkim innym ludziom.

Nazajutrz o objawieniach wiedziała już rodzina Martineza. Jedni uwierzyli, inni go wyśmiali. Zdumiony wizjoner badał swoją reakcję: zachowanie ludzi nie miało dla niego żadnego znaczenia. Liczyło się tylko posłuszeństwo poleceniom nieba. Wieczorem, po odmówieniu różańca, Martinez opowiedział swą historię zebranym w kościele. Znowu reakcje były różne. Dla Bernarda nie miało to znaczenia. Maryja spełniła swą obietnicę. Poczuł dotyk łaski. Wypełnił żądanie Matki Bożej i był szczęśliwy.

Dwa dni później Martninez opowiedział wszystko księdzu proboszczowi. Ten zalecił modlitwę, a gdyby objawienia nie ustawały, ma o nich już nie rozpowiadać. 

Niezwykłe nocne widzenia

Kolejne objawienie miało miejsce podczas snu. Bernardo był na miejscu pierwszego objawienia i odmawiał różaniec, a gdy skończył, ukazała mu się Matka Najświętsza, poprzedzona przez dwie błyskawice. Maryja pokazała mu cztery zdumiewające wizje. Powiedziała: „Spójrz na niebo”.

Najpierw Bernardo ujrzał rzeszę ludzi ubranych na biało i maszerujących w kierunku wschodzącego słońca. Byli skąpani w świetle. Śpiewali, ale wizjoner nie rozumiał słów. Ludzie ci byli niewymownie szczęśliwi i radośni. Maryja powiedziała: „Spójrz, to pierwsze wspólnoty, od których zaczęło się chrześcijaństwo. To pierwsi katechumeni, a wielu z nich to męczennicy.” I zaraz dodała: „Czy ludzie pragną męczeństwa? Czy ty chcesz zostać męczennikiem?”

Prosty Bernardo nie bardzo wiedział, kim są męczennicy, ale powiedział, że chce. Gdybyśmy usłyszeli to samo pytanie, a wiemy, czym jest śmierć męczeńska, odpowiedź nie byłaby taka łatwa. A jednak trzeba na nie odpowiedzieć, bo jest to pytanie o to, co jest w naszym życiu najważniejsze. Czy najważniejszy jest Bóg? Czy jesteśmy gotowi podporządkować Mu wszystko inne, nawet oddać za Niego życie? To są pytania, które można stawiać na końcu rekolekcji…

Teraz Maryja ukazuje Bernardowi drugą grupę ludzi. Są odziani na biało, a w rękach trzymają różańce. (Potem z rozmów z innymi wynikało, że byli to dominikanie. Znów Bernardo nie znał tego zakonu, nie wiedział, jak wygląda dominikański habit.) Ich paciorki są śnieżnobiałe i emanują różnokolorowym światłem. Jeden z ludzi trzyma w ręku księgę, z której coś odczytuje, a inni w milczeniu rozważają usłyszane słowa. Po chwili ciszy odmawiają Ojcze nasz i Zdrowaś Maryjo. Bernardo modli się z nimi, a kiedy kończy się ten niezwykły różaniec, słyszy słowa Matki Bożej: „To ci, którzy jako pierwsi otrzymali ode mnie różaniec. Oto sposób, w jaki chcę, by go odmawiano”.

Przypomina nam się pierwsze objawienie Maryi w Cuapa – różaniec ma być odmawiany codziennie, w rodzinach. Teraz wiemy też, że ma być powiązany z medytacją.

Teraz Maryja ukazała wizjonerowi trzecią grupę ludzi. Byli odziani w brązowe szaty i przypominali Bernardowi franciszkanów. Oni również odmawiali różaniec. Maryja powiedziała: „Oni otrzymali różaniec z rąk pierwszych”.

I wówczas nadciągnęła wielka rzesza mężczyzn i kobiet, odzianych tak, jak ubierają się współcześni mieszkańcy Nikaragui. Nie można było zliczyć ciągnących tłumów. Szli jak wojsko, w szyku bojowym, a bronią były różańce. Wizjoner przyglądał się im rozpromieniony. „Kiedy wyglądasz inaczej niż pozostali, czujesz się dziwnie – tłumaczy. – Z tego powodu nie pociągała mnie pierwsza grupa. Podziwiałem ich, ale nie pociągali mnie. Kiedy zobaczyłem ostatnią grupę, czułem się jednym z nich. Poczułem, że mógłbym się do nich przyłączyć, przecież byłem jednym z nich”. 

Ale kiedy Bernardo spojrzał na swe dłonie, były czarne, gdy tamtych promieniowały światłem. Usłyszał od Matki Bożej, że nie może się do nich przyłączyć: „Wciąż czegoś ci brak. Musisz powiedzieć ludziom, co widziałeś”. Zapewniła, że każdy może mieć udział w chwale Bożej, jeśli będzie posłuszny Chrystusowi i Jego słowu i będzie wytrwale odmawiał różaniec.

Tak jak w Fatimie, w Cuapa jednostką miary niebieskiej okazuje się właśnie różaniec. 

Rankiem Bernardo udał się do proboszcza, pewien, że kapłan zwolni go z nakazu milczenia. Ale ten podtrzymał zakaz. Znów wizjoner nosił w sercu ciężar, znów słyszał głos nakazujący mu mówić. Jednak wizjoner wybrał posłuszeństwo Kościołowi. Nie opowiadał o swym widzeniu aż do 24 czerwca, kiedy to proboszcz uchylił zakaz.

Wysłuchana modlitwa

W dniu 8 lipca Bernardo udał się na miejsce objawień, a z nim czterdziestu innych czcicieli Matki Bożej. Szli w procesji, modląc się i śpiewając. W nocy, w sennym widzeniu, Bernardo znów odmawiał różaniec, a gdy skończył, przypomniał sobie o prośbie pewnej kobiety, której brat przebywał w więzieniu niesłusznie oskarżony o wywoływanie rewolucyjnych zamieszek. Kobieta prosiła o pomoc, nie wolno było bowiem kontaktować się z więźniem. Kiedy Bernardo pomodlił się w intencji chłopca, ukazał mu się anioł. Jakby był on na usługach Maryi – wszak Bernardo Martinez modlił się nie do anioła, lecz do Matki Bożej ! 

Znamienny jest komentarz wizjonera: „Czułem dla niego cześć, ale moje uczucia były inne niż do Matki Najświętszej… jakby Ona była kimś większym… większym od niego… Nie wiem, jak to wytłumaczyć, trudno mi to opisać”. Jednocześnie majestat Maryi nie budził w nim lęku. Mógł z Nią rozmawiać, stawiać pytania. W obecności anioła miał trudności z wypowiedzeniem najprostszych słów.

Anioł miał do wypełnienia misję. Zapewnił, że modlitwa za chłopca została wysłuchana i szczegółowo opowiedział, co jego siostra ma uczynić, by więzień wyszedł na wolność. Miała iść do niego w niedzielę, kazać mu nie podpisywać niczego, co podsuną mu do podpisu, iść do szefa więzienia z prośbą o uwolnienie brata i wziąć ze sobą 1000 cordobas. Wszystko spełniło się co do joty – za kilka dni niemożliwe stało się faktem: pozwolono kobiecie rozmawiać z więźniem, a po paru dniach zwolniono go za kaucją.

Spełniły się także dwie inne anielskie zapowiedzi: wyzwolenie się z alkoholizmu jednego z członków rodziny Bernarda i zabójstwo jego kuzyna. Ale nie są to wydarzenia związane ze światem objawień Maryjnych, więc powróćmy do spotkań Martineza z Matką Najświętszą.

Proboszcz-wizjnoner

Zanim miało miejsce kolejne objawienie Matki Bożej, Bernardo zrozumiał postawę swego proboszcza. Ten kapłan nie wierzył, że w Cuapa ukazuje się Matka Najświętsza. Dlatego nie interesował się kolejnymi wydarzeniami, nie przychodził też na miejsce objawień. Ale pewnego dnia zjawił się w kościele, odprawił Mszę św., po czym poprosił wizjonera, by zaprowadził go na miejsce, w którym ukazywała się Matka Najświętsza. Bernardo pokazał mu miejsce objawień, a wówczas w kapłanie dokonała się zdumiewająca przemiana. Najpierw rozglądał się, jakby czegoś szukał. Potem, wskazując dokładnie miejsce objawień, rzekł: „To miejsce widziałem tej nocy we śnie”.

A więc w Cuapa Matka Najświętsza upodobała sobie język snów. Tak, niebo nieraz przemawia do ludzi w nocnych widzeniach. Tak było w życiu Józefa Egipskiego, w życiu Eliasza, w życiu wielu chrześcijańskich świętych. Ilu z nas otrzymało we śnie natchnienie i wskazówkę, jak postąpić?…

Od tej pory proboszcz stał się orędownikiem objawień w Cuapa.

Maryjna wersja przypowieści o Łazarzu

W dniu 8 września Maryja znów ukazała się Bernardowi. Wizjoner przyszedł z pielgrzymką na miejsce objawień, a z nim tłum czcicieli Matki Bożej. Po zakończeniu różańca Bernardo ujrzał dwie błyskawice zapowiadające pojawienie się Matki niebieskiej. Jego serce wypełniła radość. Po chwili na drzewie Norisco – już odartym z liści przez pobożnych ludzi – ukazała się Maryja. Tym razem przedstawiła się w postaci małego dziecka. „Była piękna, ale mała. Miała na sobie śmietankową tunikę, bez welonu, bez korony, bez płaszcza. Żadnej ozdoby, żadnej lamówki. Sukienka była długa, z długimi rękawami. Włosy spadały na plecy, były brązowe.Tego samego koloru były oczy, może nieco jaśniejsze, niemal barwy miodu. Cała promieniowała światłem. Wyglądała jak Pani, choć była dzieckiem… Usłyszałem Jej głos, jakby głos dziecka… dziecka siedmio-, ośmioletniego.”

Maryja powtórzyła to samo co zawsze orędzie. Wizjoner zaś pomyślał, że skoro jest dzieckiem, to może łatwiej będzie się Jej ukazać się wszystkim zebranym. Zawołał: „Także inni powinni Cię zobaczyć! Ukaż się, by świat uwierzył!”. Ale Maryja odparła: „Nie. Wystarczy, że ty przekażesz im moje orędzie, bo to wystarczy dla tego, kto ma uwierzyć. A ten, kto nie ma zamiaru uwierzyć, nie uwierzy, choćby mnie ujrzał.”

Przypominają się nam słowa Jezusa opowiadającego przypowieść o bogaczu i Łazarzu: „Choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą” (Łk 16,31).

Rację miała Matka Najświętsza. Jedni uwierzyli, inni nie. Był nawet człowiek, który uwierzył w objawienia, ale był przekonany, że to nie Matka Boża ukazuje się Bernardowi. „To prawda, że dokonują się objawienia. Ale to nic innego jak przybysze z innej planety.”

Duchowa świątynia serc

Ponieważ chciano zbudować dla Maryi nowy kościół, Bernardo miał poprosić Matkę Bożą o błogosławieństwo. Ale usłyszał, że ważniejsze jest odbudowanie świątyni Bożej w sercach ludzi. Mury tej świątyni nie są z cegły i kamieni, lecz z cnót. Maryja powiedziała: „Miłujcie się wzajemnie. Przebaczajcie sobie wzajemnie. Zabiegajcie o pokój. Nie zaczynajcie od proszenia o pokój, lecz zabiegajcie o niego!”.

Społeczne Magnificat

Zapowiedziała, że w październiku zjawi się nie ósmego, lecz trzynastego. Wybrała „czas Fatimy”.

Tego dnia Bernardowi towarzyszyła na miejsce objawień grupa pięćdziesięciu osób. Wprawdzie już podczas odmawiania różańca wizjoner czuł zbliżającą się Maryję, wybrał jednak modlitwę. Jego postawa przypomina najznakomitsze wzory mistyki – świętych, którzy uważali, że przestrzeganie reguły jest ważniejsze od łaski objawień.

Była godzina trzecia. Ludzie śpiewali: „Świetlista gwiazdo zaranna, udziel mi łaski śpiewania Ci Ave Maria”, kiedy nagle na ziemi ukazał się świetlisty pierścień. Widzieli go wszyscy bez wyjątku. Z nieba padało światło, jakby potężnego reflektora, oświetlając zgromadzonych ludzi. Po chwili taki sam pierścień ukazał się na niebie, emanując różnokolorowym światłem. Znajdował się on dokładnie w miejscu, gdzie znajduje się słońce w południe.

Jakaś mała dziewczynka próbowała wyrwać się z objęć matki, wołając, że Maryja ją wzywa. Ale matka jej nie puściła. Można by zapytać, co by się stało, gdyby dziewczynka podeszła do Matki Bożej. Czy mielibyśmy jakieś dodatkowe objawienie? Nie dowiemy się nigdy. Czy została zaprzepaszczona jakaś łaska? Tego też się nie dowiemy, dopóki Maryja nie zabierze nas do nieba.

Dziewczynka pierwsza ujrzała Matkę Najświętszą. Potem zobaczył ją Bernardo. Niektórzy – jak kobieta imieniem Mildred – widzieli coś na podobieństwo cienia figury Matki Bożej. Tym razem Maryja przedstawiła się w postaci Matki Bożej Bolesnej – „podobna do figury, jaką nosi się w procesji w Wielkim Tygodniu”. Ponieważ Bernardo znowu wzywał Maryję, by dała się poznać ludziom, był przekonany, że Jej smutek spowodowały jego natarczywe prośby, na które nie odpowiadała. Ale Matka Najświętsza powiedziała: „Nie jestem zła i nie będę zła. Smuci mnie zatwardziałość ludzkich serc. Musicie się za nich modlić, by się zmienili.”

Bernardo nie mógł wypowiedzieć słowa. Płakał. Zaś Maryja przekazała swe nowe orędzie: „Odmawiajcie różaniec. Rozważajcie jego tajemnice. Wsłuchujcie się w słowo Boże, jakie w nich rozbrzmiewa. Miłujcie się wzajemnie. Przebaczajcie sobie wzajemnie. Zabiegajcie o pokój. Nie proście o pokój, nie zabiegając o niego. Jeśli o niego nie zabiegacie, na nic zdadzą się wasze prośby. Wypełniajcie swe obowiązki. Wprowadzajcie w życie Słowo Boże. Szukajcie tego, co podoba się Bogu. Służcie bliźnim, bo w ten sposób sprawiacie Bogu radość”.

To właśnie przesłanie tak bardzo urzekło lokalnego biskupa. Matka Najświętsza wzywa do zaangażowania się Jej czcicieli w życie społeczne, o wprowadzanie w życie Jej Magnificat – o zaprowadzenie sprawiedliwości społecznej na drodze Ewangelii. Nie poprzez rewolucję, zamach stanu, wojnę domową, strajki i zamieszki. Nie na zasadzie rewanżu ubogich wziętego na bogatych. Drogą do lepszej przyszłości jest Słowo Boże i głoszone przezeń miłość, przebaczenie, pokój.

Zwróćmy jeszcze uwagę na wezwanie: „Szukajcie tego, co podoba się Bogu”. Czy nie jest to apel o naśladowanie postawy ks. Desgenettes’a z Notre Dame de Victoires i św. Maksymiliana z Pabianic? Czy Maryja nie wzywa, abyśmy dali Bogu więcej niż Ona prosi? Czy nie mamy współpracować w sposób twórczy, wkładając w swe chrześcijaństwo wiele własnej inicjatywy? Mamy wyznawać swą wiarę czynnie – sami szukać tego, co podoba się Bogu.

Powróćmy do opisu objawienia w Cuapa, by stać się świadkami ostatnich chwil pobytu Maryi na ziemie nikaraguskiej. W widzialny sposób, bo przecież Matka Najświętsza nie opuszcza zamiejszkującego tam ludu.

Matka ukochanych grzeszników

Bernardo mówi do Maryi, że chciałby przedstawić Jej wiele próśb. Jednak Maryja odpowiada: „Proszą mnie o rzeczy, które nie są ważne. Niech proszą o wiarę, by każdy z nich miał siłę dźwigać swój własny krzyż. Nie da się usunąć ze świata cierpienia. Cierpienie to krzyż, który trzeba nieść. Takie jest ludzkie życie. Są problemy z mężami, z żonami, z dziećmi, z braćmi. Rozmawiajcie, by problemy rozwiązywać w pokoju. Nie odwołujcie się do przemocy. Nigdy. Módlcie się o wiarę, byście mieli cierpliwość”.

Do katalogu cnót budujących duchowe sanktuarium naszych serc dochodzi jeszcze cnota cierpliwości. Bez niej nie uda się „ewangeliczna rewolucja” proponowana przez Maryję.

To już ostatnie przesłanie Matki Bożej. Mówi bowiem: „Już mnie tu więcej nie zobaczycie”.

A gdzie Cię ujrzymy, Maryjo? Czy dopiero w niebie? A może, skoro nie w Cuapa, chcesz się nam ukazać w innym zakątku świata? W Medjugorie, w San Nicolás, w Kibeho, na Ukrainie czy w Słowacji? Jest wiele miejsc, w których ukażesz się nam, swoim dzieciom, po zakończeniu objawień w Nikaragui… Mówi się o ponad pięćdziesięciu kolejnych miejscach objawień Matki Najświętszej po 1980 r.

Jak kończą się objawienia w Cuapa? Bernardo woła: „Nie opuszczaj nas, Maryjo”, Ona zaś ogłasza: „Nie smućcie się. Jestem z wami, nawet kiedy mnie nie widzicie. Jestem Matką was, grzeszników”.

Raz jeszcze powtarza swe społeczne przesłanie miłości, przebaczenia i pokoju. Dodaje: „Matka nigdy nie zapomina o swoich dzieciach. Nie zapomnę też, ile za was wycierpiałam. Jestem Matką was, grzeszników”.

Odchodzi, zaś ludzie pozostają z Jej orędziem, które trzeba zacząć wprowadzać w życie. W Nikaragui i w każdym innym kraju. Także w naszej Ojczyźnie.

źródło: Wincenty Łaszewski ŚWIAT MARYJNYCH OBJAWIEŃ 100 spotkań z nadprzyrodzonością Duchowy przewodnik po objawieniach Matki Bożej

Warto przeczytać

https://maryjni.pl/cuapa,22

Artykuł po angielsku: http://www.divinemysteries.info/our-lady-of-cuapa-nicaragua-1980/

Media

Adres

Nasz Adres:

National Sanctuary of Our Lady of Cuapa, San Francisco de Cuapa, Nikaragua