Matka Boża ze Zwiastowania

L’Ile Bouchard: 1947

L’Ile Bouchard to małe miasteczko niedaleko Tours. Na mapach świata ukrywa się pod nic nie mówiącym punktem, takim jakim zaznaczono wszystkie inne niewielkie miejscowości we Francji. Ale na Bożych mapach miasto to od razu rzuca się w oczy jak gwiazda pierwszej wielkości. Tu miało miejsce objawienie Matki Najświętszej, której towarzyszył sam Archanioł Gabriel! Tu między 8 a 14 grudnia 1947 r. odegrana została przed światem scena Zwiastowania. Tyle że tym razem zgodę na Boże plany miał wyrazić naród francuski. Czy tylko on? Nie, bo przesłanie z L’Ile Bouchard ma wymiar uniwersalny.

Na spotkanie z wizjonerami Matka Boża wyznaczyła datę szczególną – uroczystość swego Niepokalanego Poczęcia. Czy w ten sposób chciała zwrócić ludziom uwagę, że przekazane przez Nią orędzie powinno zapoczątkować w nich zupełnie nowe życie – wszak o nowym życiu mówi to święto – życie w modlitwie, w ofiarowaniu się Bogu, w zapomnieniu o sobie, w miłości bliźniego? To niewidoczne wezwanie staje się jeszcze bardziej czytelne, z chwilą gdy uświadomimy sobie, że na wspomniane święto nakłada się wielka scena rozpoczynająca najważniejszy etap w historii zbawienia. Maryja pojawia się z Aniołem Gabrielem klęczącym jak podczas trwającego wieczność Zwiastowania w Nazaret! Skoro w wieczności wszystko posiada wymiar teraźniejszy, owa scena jest prawdziwsza niż sądzimy: Zwiastowanie w L’Ile Bouchard jest obecnością tamtego wydarzenia we współczesnych dziejach świata.

Komunistyczna Francja?

A w 1947 r. działo się we Francji bardzo wiele. Zgodnie z zapowiedziami z Fatimy Rosja rozszerzała swe błędy po świecie. Sowieccy szpiedzy zdołali już tak dalece przeniknąć do elit rządowych Stanów Zjednoczonych, Anglii i Francji, że pod koniec lutego 1947 r. doradca prezydenta Trumana powiedział: „Jeśli Rosjanie zrobią jeszcze jeden krok naprzód, nie będziemy już w stanie ich zatrzymać. Po Turcji będzie Grecja, potem Włochy… Co do Francji, wystarczy, by Rosjanie potrząsnęli gałęzią o godzinie, która im się spodoba, a owoce same wpadną im w ręce. Francja dojrzała do tego, aby paść pod uderzeniem Moskwy”.

Zdawało się, że komunistom sprzyjało wszystko. Nad Sekwaną wojna całkowicie zrujnowała gospodarkę. Ostra zima z 1946/47 r. zniszczyła dużą część zbiorów. Drastycznie wzrosły ceny gazu i prądu (o 50%). Bilety kolejowe zdrożały o 250%. Z powodu braku zboża piekarnie pracowały tylko trzy dni w tygodniu. Rządowe zapasy złota były na wyczerpaniu…

W dniu 2 października 1947 r. Maurice Thorez, przywódca Francuskiej Partii Komunistycznej wezwał do organizowania strajków. Wkrótce ogarniają one cały kraj, a liczne akty sabotażu paraliżują kolejne gałęzie gospodarki. Francja staje na krawędzi wojny domowej. Jak dotąd wszystko przebiega zgodnie z planem Międzynarodówki, której członkowie obradowali w dniach 22-27 września 1947 r. w Szklarskiej Porębie. Spotkali się tam przywódcy dziewięciu partii komunistycznych: sowieckiej, bułgarskiej, węgierskiej, polskiej, rumuńskiej, czechosłowackiej, jugosłowiańskiej, francuskiej i włoskiej. To wtedy zaplanowano przejęcie władzy we Włoszech i we Francji.

Rankiem 8 grudnia Marta Robin, znana już wtedy mistyczka, oświadcza: „Najświętsza Maryja Panna ocali Francję za przyczyną modlitwy małych dzieci”. Za kilka godzin w maleńkiej mieścinie niedaleko Tours cztery małe dziewczynki spotkają się z Matką Bożą. Ale o interwencji z nieba nikt na razie nic nie usłyszy. Ludzie dowiedzą się o czymś innym: po zakończeniu objawień wiadomości wieczorne podadzą informację o zaprzestaniu strajku i o decyzji komitetu strajkowego, który wzywa robotników do podjęcia pracy. Do Francji powraca spokój… Dla jednych trzeba było kilku dni, by usłyszeć, że ów „cud” dokonał się za przyczyną Maryi, która ukazała się w L’Ile Bouchard. Dla innych prawdziwa przyczyna pozostaje nieznana do dzisiaj. Ludzie zamknięci na nadprzyrodzoność okaleczyli się ze zdolności posługiwania się zmysłem wiary, bardziej nieomylnym niż wzrok, słuch, dotyk, węch i smak.

Troje dzieci, Maryja i anioł

Jak wspomnieliśmy, pierwsze objawienie w L’Ile Bouchard miało miejsce w uroczystość Niepokalanego Poczęcia. O pierwszej po południu troje dzieci wracało ze szkoły do domu. To 12-letnia Jacqueline Aubry, jej o pięć lat młodsza siostra Jeanette, i ich siedmioletnia kuzynka Nicole Robin. Jacqueline zaproponowała, by wstąpić na chwilę do kościoła.

Skąd ten pomysł? Nie był on owocem uprzedzającego natchnienia ani dziecięcego kaprysu. Chęć zajrzenia do parafialnej świątyni była konsekwencją wychowywania Jacqueline przez pewną starszą panią o nazwisku Grandin, sąsiadkę państwa Aubry, zupełnie niepraktykujących katolików. „Kiedy byłam bardzo mała – wspomina Jacqueline – brała mnie ona na spacer. Idąc na spacer i wracając z niego, zachodziłyśmy zawsze do kościoła, aby się pomodlić. Nauczyłam się modlitwy, patrząc, jak modli się ta stara kobieta”.

Uwaga, wszystkie babcie i dziadkowie! Czy widzicie, jak wielką rolę macie do odegrania wobec swoich wnucząt? Wasze życiowe doświadczenia, wasza mądrość starości – wszystko to pozwala wam patrzeć na świat z innej perspektywy niż ta, do której często ograniczają się ludzie ze średniego pokolenia. To wy macie szansę przekazania dzieciom religijnych prawd i ewangelicznych wartości, rozszerzenia ich serc poza myślenie o rzeczach doczesnych.

Wróćmy jednak do niezwykłej historii z L’Ile Bouchard. Dzieci weszły do kościoła, uklękły przed ołtarzem Matki Bożej i zaczęły odmawiać dziesiątek różańca. Były w połowie swych zdrowasiek, gdy Jacqueline, podniósłszy głowę, ujrzała przed sobą piękną Panią odzianą w białą szatę, z różańcem, z rękami złożonymi do modlitwy. Po Jej lewej stronie klęczał anioł, zatopiony w kontemplacji. W ręku trzymał białą lilię. Chwilę później pozostałe dziewczynki ujrzały to samo.

Maryja uśmiechnęła się do dzieci. Wówczas Jacqueline wyszeptała, że trzeba opowiedzieć ludziom o tym, co się dzieje w kościele. Dziewczynki wybiegły ze świątyni i niebawem natknęły się na swą szkolną koleżankę, ośmioletnią Laurę Croizon oraz jej trzynastoletnią siostrę, Sergine.

Milczące Zwiastowanie

Teraz dzieci było już pięcioro. Ale tylko czworo ujrzało Matkę Najświętszą. Najstarsza z dziewczynek nie zobaczyła nic szczególnego. Ołtarz Matki Bożej, przed którym klęczały dzieci wyglądał tak jak zawsze: po lewej witraż przedstawiający Niepokalaną z Lourdes, nad ołtarzem figura Matki Bożej Zwycięskiej. Sergine ze zdumieniem patrzyła na swe koleżanki spoglądające z zachwytem w róg między oknem a ołtarzem. 

Stała tam Maryja. Otaczało Ją złote światło. Jej przepasana niebieskim paskiem suknia była świetlisto biała, na głowie miała welon w innym odcieniu bieli, w ręku biały różaniec. Jasne włosy spływały luźno ku ziemi i sięgały aż do stóp. Oczy Matki Bożej były czyste, niebieskie. Najbardziej jednak przykuwał uwagę uśmiech Madonny: uśmiech matczyny, pełen spokoju, dający pewność, że Ona zna przyszłość – bezpieczną, szczęśliwą…

Skąd te kolory? Skąd długie, rozpuszczone włosy? To niemy język Zwiastowania, kładący akcent na pierwszą próbę określenia tajemnicy Maryi. Czytamy u św. Łukasza: „Bóg posłał anioła Gabriela do Dziewicy”. Właśnie to! Biały kolor jest symbolem czystości: nie tylko ciała, ale przede wszystkim duszy Maryi. Ona jest Nieskalana, Jej serce jest czyste, Jej modlitwa jest czysta, Ona jest samą niewinnością i czystością. W tym czystym zwierciadle mógł przeglądać się sam Bóg! I mógł wybrać Ją na swą Matkę.

Zwróćmy uwagę na anioła. Trwa zanurzony w kontemplacji, w której może wejść do „izdebki” Maryi. Ukląkł na prawe kolano. Ma na sobie różowo-białą szatę oblamowaną złotem. Podobnie białe ze złotą lamówką są anielskie skrzydła, drżące jakby wiał lekki wietrzyk, którego dzieci nie czuły. Ma te same cechy, co Maryja: ten sam kolor oczu i włosów. W lewej ręce trzyma białą lilię, prawą przyciska do serca. Jest – jak wspomina Jacqueline – „bardziej świetlisty, dużo bardziej niebiański”. Nic dziwnego – jest, jak mówi katechizm, „czysto duchowy”. Ale to on składa hołd komuś zdawałoby się niższemu w hierarchii stworzeń: istocie duchowo-cielesnej! Może nas to dziwić, ale godność Maryi jest większa, przeznaczenie chwalebniejsze, a zjednoczenie z Bogiem głębsze. Zdziwimy się jeszcze bardziej, słysząc, że także my, ludzie, jesteśmy ważniejsi od aniołów. Nie tylko otrzymaliśmy ich jako swoich opiekunów, ale jak mówi św. Paweł: „Aniołów sądzić będziemy” (por. 1 Kor 6,3)!

Dodajmy, że obie postacie znajdowały się w skalnej grocie.

Między aniołem i Maryją widać głęboką nić porozumienia. Spotyka się ludzka czystość z czystością anielską, posłuszeństwo człowieka z posłuszeństwem anioła. Biała lilia to dar, który Bóg przekazuje Świętej Dziewicy – Boskie Macierzyństwo nie naruszy panieństwa Błogosławionej między niewiastami.

Czystość

Po co tyle odwołań do czystości! Może dlatego, że dziś przestała być ona cnotą. Św. Jan Paweł II mówi: „Wobec cynizmu niektórych kręgów współczesnej kultury, które często nie wydają się uznawać walorów czystości i banalizują płciowość, oddzielając ją od godności osoby i od zamysłu Bożego, Dziewica Maryja daje świadectwo czystości, która oświeca sumienie i prowadzi do większego umiłowania stworzenia i Boga”. Im mniej ceni się tę cnotę, tym więcej upomina się o nią niebo! Tak właśnie było w L’Ile Bouchard.

Ktoś jeszcze zapyta, skąd w tej wizji skalna grota. Otóż domy w Nazarecie były obudowanymi grotami. To galilejskie miasteczko stało na zboczu góry; naturalne wydrążenia w skale poszerzano o drewnianą przybudówkę. Najprawdopodobniej scena Zwiastowania miała więc miejsce w grocie, choć nie ma chyba obrazu, który umieściłby spotkanie Maryi z Gabrielem w tak nieoczekiwanej scenerii.

Co jeszcze widzą dzieci? Najświętsza Panienka stoi na prostokątnym bloku skalnym ozdobionym wieńcem z pięciu różowych róż, a poniżej widnieje napis: „O Maryjo bez grzechu poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy”. Dziwnie znajoma aklamacja. Pamiętamy ją z innego Maryjnego objawienia. 117 lat wcześniej w Paryżu Matka Najświętsza ukazała te słowa św. Katarzynie. To pierwsze przesłanie z L’Ile Bouchard: Mamy przypomnieć sobie objawienie Cudownego Medalika z Rue du Bac.

Co oznacza wieniec z pięciu róż? To biblijny symbol zaślubin. Zwiastowanie jest sceną zaślubin Maryi z samym Bogiem!

Z chwilą gdy dzieci opisały Sergine wszystko, co widziały, Matka Boża zniknęła. 

Zło owocujące dobrem

Teraz rozpoczyna się bezskuteczne przekonywanie innych, że w kościele ukazuje się Matka Najświętsza. To już reguła: nikt nie wierzy wizjonerkom. Proboszcz, ks. Clovis Ségelle, ogłasza, że Jacqueline miała podwójne widzenie. W istocie, dziewczynka nosi grube szkła, ma bardzo słaby wzrok, cierpi na chroniczne zapalenie spojówek i wciąż trze obolałe oczy.

Ale „naukowe” wyjaśnienie zostało łatwo obalone. Przecież inne dzieci widziały to samo! Przepytano dziewczynki osobno i usłyszano to samo sprawozdanie. W tym czasie Jacqueline rozmawiała z dyrektorem szkoły, który naśmiewał się z niej, że skoro Matka Boża była tak piękna, to dziewczynka powinna tkwić w kościele. Jacqueline potraktowała te słowa poważnie i niebawem, zebrawszy pozostałe wizjonerki, znowu znalazła się przed ołtarzem.

Szyderstwo dyrektora zaowocowało drugim objawieniem. Oto jak Bóg potrafi wykorzystywać zło i grzech do przeprowadzania swych świętych zamiarów!

Pocałunek dziecięcych dłoni

Gdy tylko dziewczynki uklękły przed Maryją, Jej twarz posmutniała. Powoli wypowiedziała słowa: „Powiedzcie dzieciom, by modliły się za Francję, znajduje się bowiem w wielkiej potrzebie”. Wtedy wizjonerki zapytały Ją, czy jest „Niebieską Mamą”. Maryja odpowiedziała: „Oczywiście, że jestem waszą Niebieską Mamą”. Najświętsza Maryja Panna nie boi się tkliwości – z upodobaniem posługuje się ciepłym językiem, jakim rozmawia matka ze swymi dziećmi. Kiedy Jacqueline zapytała o anioła, Maryja spojrzała na niego, a ten powiedział: „Jestem aniołem Gabrielem”.

Wówczas nastąpiło coś zupełnie wyjątkowego w całej historii objawień. Maryja poprosiła dzieci, by pozwoliły pocałować swe dłonie! Pochyliła się nisko, by ucałować rękę Jacqueline i Nicole. Jeanette i Laura były zbyt małe i ich wyciągnięte rączki nie sięgały do „Niebieskiej Mamy”. Jacqueline podniosła je kolejno ku Przeczystej Panience. Potem wizjonerki opowiadały o cieple dłoni Maryi i o dotyku Jej ust. 

Nim Maryja zniknęła w srebrzystym obłoku, poleciła dzieciom powrócić o piątej wieczorem. Wychodząc z kościoła, dziewczynki ujrzały na swych palcach świetlisty owal. Zdążyły je tylko pokazać pewnej kobiecie, nim wróciły bowiem do szkoły, niebieskie znaki zniknęły.

Nadal nie dawano im wiary, nie tylko w szkole, ale i w rodzinnych domach. Tylko Jacqueline udało się spełnić życzenie Matki Najświętszej i pójść wieczorem do kościoła na różaniec i wystawienie Najświętszego Sakramentu. Maryja ukazała się dziewczynce, ale kiedy ruchem dłoni wezwała ją bliżej siebie, Jacqueline zawahała się. Spojrzała na klęczącą obok zakonnicę, pewna, że i ona widzi Matkę Bożą. W tym momencie rozległ się dzwonek: kapłan udzielał błogosławieństwa Najświętszym Sakramentem. Dziecko ponownie spojrzało w stronę Maryi. Ta jednak zniknęła. Pojawiła się ponownie, gdy Najświętszy Sakrament powrócił do tabernakulum.

Maryja nie jest konkurencją dla Jezusa. On jest najważniejszy, On jest w centrum naszej wiary. Kiedy Zbawiciel robi krok do przodu, Maryja cofa się w głęboki cień.

„Módlcie się za Francję”

Następnego dnia czwórka wizjonerek znalazła się o pierwszej po południu w kościele. Dzieci uklękły przez ołtarzem Matki Bożej, zaczęły odmawiać zdrowaśki i po chwili ukazała się Matka Najświętsza. Długie włosy, które dzień wcześniej tak zafascynowały dzieci, były teraz skryte pod welonem, anioł zaś klęczał z drugiej strony. Na skale widniał inny napis, nawiązujący do innego objawienia. Odczytane przez dzieci słowa: „Jestem Niepokalanym Poczęciem” to tytuł, jakim Maryja nazwała się w Lourdes.

Mamy więc nawiązanie do dawnych objawień Matki Bożej. Najpierw do Rue du Bac, teraz do Lourdes. Kto wie, może smutek okazany przez Maryję podczas drugiego objawienia był nawiązaniem do La Salette? Gdyby tak, w jednym szeregu ustawiłyby się kolejne uznane przez Kościół XIX-wieczne objawienia! Ciekawe, czy za chwilę będziemy mieli odniesienie do Pontmain…

Dzieci widziały jeszcze jeden napis, a właściwie jego fragment. Widniał on na piersiach Maryi, ale jego część zasłaniały dłonie Matki Bożej złożone do modlitwy. Pierwsze dwie widoczne złote litery to „Ma”, trzy ostatnie: „cat”. Później miało się okazać, że chodziło o Magnificat, tytuł pieśni, jaką Maryja wyśpiewała podczas tajemnicy Nawiedzenia.

W tym momencie pojawia się pierwszy świadek objawień. Do świątyni wchodzi pani Trinson, właścicielka sklepu z obuwiem. Jest świadkiem dziwnej sceny: widzi, jak Jacqueline i Nicole wstają z klęczek i całują coś niewidzialnego. Widzi, jak Jacqueline unosi w górę młodsze dzieci i te również całują jakiś niewidzialny przedmiot. Była to adoracja krzyża, którym był zakończony trzymany przez Matkę Najświętszą różaniec. Znowu dzieci mówiły potem o swych doświadczeniach. Tym razem były one nie tylko fizyczne. Odczuły one na ustach chłód metalu, a jednocześnie ich serca przeniknął jakiś niewytłumaczalny, nieznany im głęboki smutek. Maryja dała im odczuć ból swego cierpiącego serca.

Nie było to ostatnie odwołanie się Maryi do znaku krzyża. Nagle Madame Trinson widzi, że dzieci żegnają się, ale czynią to tak wolno, iż gest ten trwa niemal wieczność. Wizjonerki naśladują gest Matki Najświętszej, która zaczęła czynić powolny znak krzyża. Następnie przekazuje im jakiś sekret (który miały ujawnić po trzech dniach) i dodaje z naciskiem: „Módlcie się za Francję, której w tych dniach zagraża wielkie niebezpieczeństwo”. Prosi też, by o godzinie drugiej przyszedł do świątyni proboszcz, a z nim dzieci i tłum wiernych. Upomina się też o grotę, w której ma być umieszczona Jej figura i figura anioła. Obiecuje je pobłogosławić, po czym znika.

Ksiądz Ségelle odmówił przyjścia do świątyni. O czternastej w kościele zjawiły się wizjonerki, dwadzieścioro innych dzieci i kilku dorosłych. Po odmówieniu dziesiątki różańca wybranej czwórce ukazuje się Matka Najświętsza wraz z aniołem. Prosi o śpiewanie pieśni i odmawianie modlitw. Ludzie zaczynają śpiewać hymny maryjne i odmawiać słowa modlitw wielbiących Maryję. Zwróćmy uwagę, że mamy tu nawiązanie do kolejnych objawień z XIX w. – do ukazania się Matki Bożej w Pontmain w 1871 r. 

Na koniec Maryja poleca przychodzić codziennie o pierwszej po południu, „aż wszystko się skończy”. To właśnie tego dnia, ku zdumieniu wszystkich, zakończono strajk generalny.

„Nie przyszłam czynić cuda”

W trzecim dniu objawień na pojawienie się Maryi w kościele czekało 150 osób. Matka Najświętsza znów prosi o modlitwę: tym razem o śpiew Zdrowaś Maryjo. Kiedy pieśń przebrzmiała, zdumiony tłum ujrzał to, co poprzedniego dnia oglądała Madame Trinson: Jacqueline bez trudu uniosła na wyciągniętych rękach dwie młodsze dziewczynki. Tego dnia dokonał się rytuał trzeciego pocałunku – tym razem dzieci miały ucałować dłoń Maryi.

Matka najstarszej wizjonerki poleciła córce prosić Maryję o cud, ale Matka Najświętsza odpowiedziała: „Nie przyszłam tu po to, aby czynić cuda, ale by wezwać was do modlitwy za Francję. Mimo to jutro twe oczy będą zdrowe i nie będziesz już musiała nosić okularów.”

Maryja nie przyszła czynić cuda, lecz wzywać do modlitwy, która może dokonać cudów! W nauce społecznej Kościoła obowiązuje tzw. zasada pomocniczości. Oznacza ona, że niewłaściwą rzeczą jest pomagać komuś, kto jest w stanie pomóc sobie sam. Przekładając tę zasadę na język życia wiary, możemy powiedzieć, że Maryja nie uczyni cudów, jeśli my sami możemy je „sprawić” naszą modlitwą. To chyba bardzo ważne stwierdzenie, które przypomina nam, iż chrześcijanom nie wolno zająć biernej postawy w obliczu problemów nękających rodzinę, ojczyznę, świat. Naszym obowiązkiem jest wymodlić cud! Nawet nasza najczulsza Matka nie uczyni tego za nas.

W L’Ile Bouchard Maryja ulega jednak prośbie o znak. Za chwilę uzdrowi wzrok Jacqueline. Ale to nie jest cud, jakim Bóg pragnie obdarzyć świat. To tylko dowód na to, że prośba o wymodlenie cudu przez ludzi jest prośbą samego nieba. 

Maryja powiedziała jeszcze, że chce przekazać dzieciom pewną tajemnicę, muszą jednak obiecać, iż nigdy jej nie zdradzą. Dziewczynki przytaknęły i wówczas słyszą nieznane nam słowa. Nie są skierowane do nas, nie muszą więc budzić naszej ciekawości. Zresztą, podobnie jak w przypadku uznanych już przez Kościół objawień, wizjonerki nigdy nie dały się nakłonić, czy prośbami czy groźbami, do wyjawienia otrzymanego sekretu. W 1968 r. przekazały go bp. Ferrand, arcybiskupowi Tours.

Widzenie trwało piętnaście minut, po czym Maryja zniknęła w złotej kuli.

Kiedy nazajutrz rano Jacqueline otworzyła oczy, widziała wszystko, choć nie założyła jeszcze okularów. Ojciec pobiegł zawiadomić ks. Ségelle, który jeszcze wczoraj szydził z możliwości uzdrowienia chorych oczu dziewczynki. Teraz zbadał wzrok swej małej parafianki i powiedział: „A więc to prawda. Ona zstąpiła między nas!”. Proboszcz powiadomił natychmiast arcybiskupa, który polecił mu być obecnym przy następnym objawieniu.

Obietnica rodzinnego szczęścia

Wieść o cudzie sprawiła, że tego dnia o godzinie pierwszej kościół wypełnił się ludźmi. Kiedy Maryja ukazała się czwórce wizjonerek, poprosiła o zaśpiewanie Zdrowaś Maryjo, a potem zapytała: „Czy modlicie się za grzeszników?”. Dzieci odpowiedziały twierdząco. 

Czy nie mamy tu nawiązania do kolejnego objawienia – do Fatimy, w którym głównym tematem jest wezwanie do modlitwy „za biednych grzeszników”?

Następnie Maryja poprowadziła dziesiątek różańca, ale bez odmówienia Ojcze nasz. Potem Jacqueline wyjaśniała: „Jednego dnia Najświętsza Maryja Panna poprosiła nas, abyśmy odmówiły jedną dziesiątkę różańca i zaczęły od Zdrowaś Maryjo, prawdopodobnie dlatego, że Jeanette i Laura nie znały Ojcze nasz”.

Maryja odmawiała tylko pierwszą część modlitwy – słowa wypowiedziane przez anioła. Podczas drugiej części milczy. 

Nim Matka Boża zniknęła, Jacqueline pytała o uzdrowienie ludzi, którzy zwrócili się z tą prośbą do wizjonerek. Ale Maryja obiecała im co innego – „szczęście w rodzinach”. Jakby zdrowie tej podstawowej komórki życia ludzkiego było ważniejsze niż uzdrowienie z fizycznych chorób. Kiedy zastanowimy się chwilę, przyznamy, że dla Boga o wiele ważniejsze jest szczęście naszych rodzin. Od zdrowia naszych wspólnot domowych zależy wiele nie tylko w wieczności. Nasze rodzinne szczęście (lub nieszczęście) rzutuje również na to, co dzieje się wokół w wymiarze społecznym i narodowym. Szczęśliwa rodzina to także zdrowe środowisko. Wszak większość naszych chorób ma podłoże duchowe i psychiczne – powodują je napięcia, stresy, niepokoje, zagubienie sensu i celu życia. To dlatego tak wielki akcent Kościół kładzie na rodzinę. Dlatego też Matka Najświętsza wykorzystuje prośbę o uzdrowienie ludzi z chorób, by wskazać na to co podstawowe. I – dodajmy od razu – cudu „szczęścia w rodzinach” nie odmawia, więcej, daje go nieproszona! Rodzina zawsze może liczyć na Jej pomoc, jeśli tylko umie otworzyć się na przyjęcie ofiarowywanych łask. Bo przypomnijmy sobie i to: nieotrzymane łaski i niewysłuchane modlitwy to nie tylko i niekoniecznie „nieudzielenie” ich przez Boga. Ich brak może również być spowodowany „nieprzyjęciem” udzielonych łask. Jeśli ktoś nie otworzy ust, nie napije się wody, choćby oblewała go z każdej strony. Po tamtej stronie życia przekonamy się, że w absolutnej większości przypadków Bóg nie odmawiał nam łask; to my odmawialiśmy przyjęcia Jego darów.

Zapyta może ktoś, jak otworzyć się na Bożą łaskę. Odpowiedź jest prosta: przyjąć postawę Tej, którą Gabriel nazwał „Pełną Łaski”. Co mamy czynić? Upodobnić się do Maryi, czyli zacząć naśladować Jej cnoty.

Maryja poprosiła jeszcze o grotę, po czym zniknęła.

Symbol korony Maryjnej

Dzień 12 grudnia zgromadził w kościele trzysta osób. Gdy wybiła godzina trzynasta i Matka Najświętsza ukazała się dzieciom, wzrok wizjonerów przykuła korona, jaką Maryja miała na głowie. Była zrobiona z dwunastu promieni światła, każdy z nich liczył ok. 30 cm długości, w środku znajdowały się dwa węższe niebieskie promienie, z boków pięć szerszych, kolejno: czerwony, żółty, zielony, różowy i ciemnoczerwony.

Jak rozumieć symbolikę Maryjnej korony? Czy wystarczy odwołać się do teologii barw? Niebieski to kolor nieba, szczęśliwej wieczności i władzy, przede wszystkim jednak kolor maryjny – kolor nieskazitelności i czystości. To by tłumaczyło centralne i podwójne miejsce szafirowych promieni. Czerwień jest kolorem życia, miłości i wymiaru duchowego. Stąd może w koronie Maryjnej czerwień sąsiaduje bezpośrednio z niebieskim kolorem. Z kolei kolor żółty to barwa wiecznego światła, chwały, godności i radości. Zieleń to symbol radości, płodności, dóbr nieprzemijających i pokoju. Różowy kolor wskazuje na miłosierdzie i dobroczynność, a połączony z ciemnoczerwonym mówi o łagodnej, ale potężnej władzy.

Czy te znaczenia kolorów coś tłumaczą? Mielibyśmy Maryję przychodzącą z nieba (niebieski), przynoszącą nam życie, przede wszystkim duchowe (czerwień), kierującą nasz wzrok ku wiecznej radości (żółć) w królestwie pokoju (zieleń). Wszystko to może stać się naszym udziałem dzięki wstawiennictwu Maryi, potężnej Pani, która jest dla nas pełna miłosierdzia (róż i ciemna czerwień). 

Ale to tylko domysły. Być może inna interpretacja byłaby bliższa prawdy. Na przykład samym wizjonerom korona przypominała tęczę. Jeżeli tak, to mielibyśmy odwołanie się do symbolu pojednania z Bogiem, do obietnicy pokoju, być może nawet obietnicy niepowtórzenia we Francji komunistycznego „potopu”; wszak tęcza jest znakiem przymierza zawartego przez Boga z Noem, w którym Bóg przyrzekł nie powtórzyć kary potopu. Być może rozwiązanie symbolu Maryjnej korony z L’Ile Bouchard jest zadane na późniejsze czasy… 12 grudnia 1947 ten element objawienia mówił tylko o królewskiej władzy Matki Najświętszej. Według Jacqueline, korona wskazywała na to, że właśnie tego dnia Francja została uratowana od wojny domowej.

Nie koniec nowości zawartych w tym objawieniu. Ponieważ Maryja opuściła swe dłonie, oczom dzieci ukazał się cały napis widniejący na Jej piersi: Magnificat. Matka Boża znowu poprosiła o zaśpiewanie Zdrowaś Maryjo, następnie poprowadziła dziesiątek różańca, potem zapytała dzieci, czy modlą się za grzeszników. Słysząc: „Tak, Madame”, powiedziała: „Dobrze, przede wszystkim módlcie się wiele za grzeszników”. Jacqueline znów prosiła o cud, a Maryja znów powiedziała, że nie przyszła dokonywać cudów, lecz by prosić o modlitwę za Francję. Zniknęła po odmówieniu jeszcze jednej dziesiątki różańca.

Może czas, by zwrócić uwagę na modlitwę odmawianą wspólnie przez Maryję i dzieci. Okazuje się, że różaniec sprowadzony do poziomu odmawiania samych modlitw, bez rozważania jakiejkolwiek tajemnicy, ma dla Maryi wielką wartość. Sama o niego prosi, sama go odmawia! Tym samym to, co często krytykujemy, nie zasługuje na naganę, lecz… pochwałę. Nie zawsze są warunki, by z różańca uczynić narzędzie medytacji i kontemplacji, niemal zawsze jednak można odmawiać go, skupiając się na słowach modlitw. W L’Ile Bouchard tak właśnie wygląda różaniec przywołujący Maryję i odmawiany z Maryją.

Dnia 13 grudnia o godzinie trzynastej zbiera się w świątyni pięćset osób. Maryja ukazuje się bez korony i znowu prosi o modlitwy, hymny i śpiewy. Zapowiada, że nazajutrz przyjdzie po raz ostatni.

Wspólne Magnificat

Tego dnia miasteczko wypełnił tłum pielgrzymów, a kościół nie pomieścił wszystkich, którzy chcieli być świadkami objawień. Wewnątrz świątyni zmieściło się dwa tysiące ludzi, dużo więcej pozostało na kościelnym dziedzińcu. Oczekujący na przyjście Maryi odmawiali różaniec, którego wielu nie odmawiało od lat. 

Objawienie Matki Bożej i anioła trwało pół godziny. Znów padła prośba o hymny i modły. Potem Jacqueline odczytała kilka pytań, między innym zadane przez miejscową zakonnicę: „Co mamy czynić, by pocieszyć naszego Pana w cierpieniach, jakie ponosi z powodu grzeszników?”. Maryja odpowiedziała na to pytanie słowami, jakie wypowiedziała w Fatimie: „Módlcie się i składajcie ofiary”. 

Lud śpiewał i modlił się. Nagle Matka Najświętsza poprosiła o zaśpiewanie Magnificat. Jakby chciała przelać w serca zebranych to, co mieszkało w Jej Niepokalanym Sercu, to, co symbolizował napis widniejący na Jej piersiach: pokorne wielbienie Boga i wiarę w zaprowadzenie sprawiedliwości na świecie – bez komunizmu, bez fałszywych ideologii, lecz dzięki wierze w Chrystusa i mocy Jego Ewangelii. Jacqueline czuła, że spotkanie dobiega końca. Poprosiła o jakiś dowód Maryjnej obecności. Matka Najświętsza odpowiedziała z uśmiechem: „Zanim odejdę, poślę wam jasny promień słonecznego blasku”.

Mówiąc to, zaczęła błogosławić zebranych. W tej samej chwili przez kwadrat południowo-zachodniego okna wpadło światło słoneczne i oświetliło miejsce objawień. Po chwili promień światła stał się oślepiająco jasny i zaczął się powiększać, zmuszając stojących najbliżej do zamknięcia oczu. Ci, na których padał, mówili, że promień był bardzo ciepły. Wizjonerki klęczały plecami do tego niezwykłego światła, ale ich twarze i kwiaty, które trzymały w rękach, zaczęły migotać wielością kolorów, jakby padało na nie światło odbijajające się od czegoś, co znajdowało się we wnętrzu groty i było podobne do diamentu.

Uwaga, która nasuwa się przy tym opisie, wydawać się może zupełnie marginalna, ale mimo wszystko warto ją wypowiedzieć. Zauważmy, że kolorowe odbicia „od Maryi” rozświetlają nie tylko wpatrzone w Nią twarze dzieci. Podobnie lśnią trzymane w dłoniach kwiaty. Czyżby niebo potwierdzało, że nie powinniśmy zarzucać naszego pięknego zwyczaju i nadal zdobić kwiatami nasze ołtarze i figury?

Ten promień nie mógł być naturalnym zjawiskiem. Po pierwsze dlatego, że wychodząc z jednego punktu nie mógł się rozszerzyć jak wachlarz. Po drugie, światło to powinno zatrzymać się na stojących pod drodze filarach. Po trzecie, badania wykazały, że zwykły promień słońca nie może oświetlić miejsca przy ołtarzu Matki Bożej.

Religijna Wyspa

Objawienia dobiegły końca. Ale L’Ile Bouchard dopiero zaczynało pełnić swoją nową misję. Jacqueline wspomina: „W tygodniu, który nastąpił po objawieniach, przyjechał z Paryża pewien oficer policji. Przyszedł do kanonika Ségelle, proboszcza L’Ile Bouchard, i powiedział: «Rząd wpadł w popłoch. Byliśmy pewni, że to się źle skończy, ale nie mieliśmy żadnej możliwości, aby temu zapobiec. Nie mogliśmy zrozumieć, dlaczego nic się nie stało». A kiedy proboszcz opowiedział mu o wszystkim, oficer rzekł: «Francja nie ma pojęcia, że została uratowana przez modlitwę tych czworga smyków»”.

To pierwszy wątek: wpływ modlitwy na dzieje świata. Powróci on niespełna dziesięć lat później, kiedy Związek Radziecki wypuści ze swej strefy wpływów bogatą Austrię. Znów nie będzie wytłumaczenia decyzji władz sowieckich. Będzie tylko wielka różańcowa krucjata, milion ludzi odmawiających różaniec w ten intencji. Cud w Austrii jest spektakularny, ale ten z L’Ile Bouchard zasługuje na szczególniejszą uwagę, bowiem dokonała go nie wieloletnia modlitwa miliona chrześcijan, lecz bezpośrednia interwencja samej Maryi. Dlaczego? Dlaczego Francja cieszy się taką opieką Matki Najświętszej? Czy z powodu swych zasług w minionych wiekach? Czy może ma jeszcze do odegrania jakąś ważną rolę?

Istnieje jeszcze inny wątek. Chodzi o ruch pielgrzymkowy i modlitewny, zupełnie niezależny od polityki. Francuzi lgną do L’Ile Bouchard i otwartym sercem przyjmują tamtejsze orędzie. I tak jest do dziś. Polski ksiądz pracujący pod Paryżem pisze: „Dzień 7 grudnia 2002 r. – w małym kościółku w oddalonej o 300 km od Paryża miejscowości L’Ile Bouchard, niedaleko Tours, tłum przejętych, rozmodlonych ludzi. Gdybym nie wiedział, że jestem we Francji pomyślałbym, że jestem w Polsce: Msza św. koncelebrowana; biskup i księża w koloratkach, niektórzy w sutannach; ludzie klękający na Przeistoczenie i odmawiający różaniec. Aż trudno uwierzyć, że to wszystko ma miejsce w laickiej Francji… A jednak to fakt: przed Mszą św. i po niej tłumy ludzi czekające w kolejkach do spowiedzi, adoracja Najświętszego Sakramentu, wypełniony po brzegi kościół”.

Jaki jest stosunek Kościoła do tych objawień? Wprawdzie nie mamy jeszcze ich oficjalnego uznania, ale tamtejszy biskup zezwolił na spełnienie prośby Matki Bożej i wybudowanie groty. Pozwolił też na odbywanie pielgrzymek do L’Ile Bouchard i zatwierdził kult „Matki Bożej Modlitewnej”. Potwierdzenie to zostało powtórzone w listopadzie 1988 r. Zaś 8 grudnia 2001 r. dekret arcybiskupa Tours, André Vingt-Trois, zatwierdził „pielgrzymki i kult oddawany publicznie w kościele św. Gilles w L’Ile Bouchard, wzywający Matkę Bożą Modlitewną” i uczynił ze świątyni objawień Maryjnych sanktuarium diecezjalne.

źródło: Wincenty Łaszewski ŚWIAT MARYJNYCH OBJAWIEŃ 100 spotkań z nadprzyrodzonością Duchowy przewodnik po objawieniach Matki Bożej

Media

Warto przeczytać

Różaniec Święty w Objawieniach Maryjnych: https://rozaniec.maryjni.pl/wydruki/strona_00_08.html

Adres

Nasz Adres:

Église Saint-Gilles de l'Île-Bouchard