Matka Miłosierdzia 

Pellevoisin 1876

Ktoś powie: Znowu Francja? Jeśli mówilibyśmy o XIX w. jako o epoce maryjnej, to rzeczywiście należałoby wzbogacić tę nazwę o przymiotnik „francuska”. Najpierw Rue du Bac (1830), potem La Salette (1846), Lourdes (1958), Pontmain (1871). Dodajmy, że poza mało znanym Pellevoisin mamy jeszcze objawienie Matki Bożej Zwycięskiej w Paryżu w 1836 r. Sześć objawień Matki Najświętszej w jednym kraju! Tym bardziej jest to intrygujące, że w Pellevoisin wątek francuski znowu wyraźnie dochodzi do głosu, a jedno z pierwszych objawień w wieku XX (Tuy 1929) odwołuje się wprost do historii Francji. Dla nas ten wątek, choć istotny, nie jest jednak najważniejszy.

Był wrzesień 1875 r. Dwudziestotrzyletnia mieszkanka Pellevoisin, małej wioski w diecezji Bourges, czuła się coraz słabsza. Chorowała na gruźlicę, która zajęła już oba płuca i zaatakowała układ kostny. Jej prawa ręka, na której utworzyła się wielka otwarta rana, była obumarła. To Estelle Faguette – wizjonerka z Pellevoisin. Wiedziała, że niedługo umrze, ale nie potrafiła pogodzić się z nadchodzącą śmiercią. Choć pobożna i głęboko wierząca, odmówiła przyjęcia sakramentu namaszczenia chorych, uważała go bowiem za zapowiedź niechybnego odejścia z tego świata. A ona chciała żyć.

List do Matki Bożej

Prawdę mówiąc, nie ma nic szczególnego w chorobie Estelle Faguette. W tamtym czasie na gruźlicę chorowały miliony. Nie usłyszelibyśmy więc nawet słowa o służącej z Pellevoisin, gdyby nie pewien list, który napisała we wrześniu 1875 r. Ktoś zapyta: Co w tym szczególnego? Miliony ludzi pisują listy. Ale list panny Faguette był adresowany do Matki Najświętszej! Co więcej, był to list, który doczekał się odpowiedzi.

Nie znamy zbyt wielu szczegółów związanych z jego powstaniem. Czy była to formalna korespondencja? A może był to rodzaj notatek, próba przelania na papier swego bólu i lęku? Może była to modlitwa, która powstając pod piórem, stała się tak gorąca i prawdziwa? Jeśli Estelle miała dobrego spowiednika, mogła za jego radą robić notatki duchowe i zapisywać je w jakimś zeszycie. Być może było tak rzeczywiście, skoro treść owego listu jest nam dziś znana. Chora kobieta pisała: „Znowu padam do Twych stóp, Matko Miłosierdzia. Musisz mnie wysłuchać. Przecież jestem Twym dzieckiem i Cię kocham! Wyjednaj mi łaskę u swego Syna … Ufam Ci, Matko Miłosierdzia. Jeżeli chcesz tego, Twój Syn da to, o co proszę… Ale niech Jego wola, nie moja się stanie. Niech jednak udzieli mi choć łaski całkowitego poddania się Jego wyrokom i niech to służy mojemu zbawieniu i zbawieniu grzeszników. Do Ciebie, Najmiłosierniejsza Matko, należy moje serce. Chcę uczynić wszystko, co w mojej mocy dla Twojej chwały i chwały Twego Boskiego Syna. Zaopiekuj się tymi wszystkimi, którzy są mi bliscy… O Dziewico Błogosławiona, spraw, bym naśladowała Twe posłuszeństwo…”.

Takie listy były co najmniej dwa. Pełno w nich zawierzenia, ufności, oddania. Znajdujemy też w nich wzmianki o bliskich sercu Estelle: o jej rodzicach i siostrzenicy, ludziach pozostających wyłącznie na jej utrzymaniu. Dziewczyna zamartwiała się myślą, że po jej śmierci ojciec będzie musiał żebrać o chleb.

Wraz z napisaniem wspomnianego listu duszę Estelle zaczęła opanowywać święta rezygnacja. Czyżby Maryja udzieliła jej łaski pogodzenia się ze śmiercią? Jeśli tak, był to długi proces. Cierpliwie, przez wiele miesięcy, łaska drążyła serce chorej. Dopiero w lutym, przyjąwszy Komunię św. panna Faguette umiała wyszeptać: „Mój Boże, znasz mnie lepiej niż ja sama i wiesz, co dla mnie dobre. Czyń ze mną, co chcesz. Ale błagam, daj mi siłę, bym złożyła tę ofiarę dobrowolnie i w pokoju”. Kilka dni później nie miała już nawet siły się modlić. Zamilkła.

I wtedy przemówiła Maryja.

Estelle otrzymała z nieba łaskę piętnastu objawień Matki Bożej. Pięć pierwszych związanych było z jej uzdrowieniem, kolejne trzy obdarzyły ją specjalnymi błogosławieństwami, ostatnie siedem przekazało jej orędzie, które miała głosić, oraz tajemnice, które miała zachować dla siebie. Ale najpierw u łoża konającej pojawił się ktoś inny. Szatan. 

Szatan i Maryja 

Oddajmy głos wizjonerce: 

„W nocy z 14 na 15 lutego w nogach mego łóżka stanął diabeł. Gdy tylko się pojawił się, po drugiej stronie ukazała się Matka Najświętsza. Przeraziłam się – diabeł wyglądał okropnie. Kiedy jednak zauważył obecność Maryi, uczynił krok do tyłu, by uciec. Trząsł przy tym moim metalowym łóżkiem. Matka Boża zapytała: «Co tu robisz? Czy nie widzisz, że nosi ona mój znak i znak mego Syna?». Zniknął, robiąc dziwny gest. Wtedy Matka Boża przemówiła do mnie łagodnie: «Nie bój się, przecież jesteś moim dzieckiem»”.

Mając czternaście lat, Estelle wstąpiła do Dzieci Maryi; miało to miejsce w Paryżu, w kaplicy przy Rue Clerc. Do tego wydarzenia z młodości panny Faguette odwoływała się teraz Matka Najświętsza. Jak wielkie znaczenie zdaje się niebo wiązać z naszą przynależnością do różnych religijnych stowarzyszeń, a także z naszymi ślubowaniami, zawierzeniami, aktami oddania! Świadome przyjęcie Maryi za Matkę posiada wymiar wieczny! Chyba że człowiek sam, aktem wolnej woli, wyrzeknie się tego dziecięctwa. Faguette pamiętała o tym, że jest dzieckiem Maryi; widzimy to w jej wrześniowym liście.

Sens współcierpienia z Jezusem 

Matka Boża powiedziała: „Odwagi i cierpliwości. Mój Syn roztacza nad tobą szczególną opiekę. Będziesz cierpiała jeszcze pięć dni na cześć pięciu ran mojego Syna. W sobotę albo będziesz martwa, albo żywa. Jeżeli mój Syn pozwoli ci żyć, chcę, byś głosiła moją chwałę!”.

Cierpienie ofiarowane na cześć Jezusa i w zjednoczeniu z Jego męką i śmiercią, by wyjednać zbawienie – najpierw dla siebie, potem dla grzeszników… Życie zaś, jeśli Bóg je daje, ma być poświęcone głoszeniu chwały Najświętszej Maryi Panny! Czy jest to reguła dotykająca każdego ludzkiego istnienia, czy może jest ona związana tylko z naszą XIX-wieczną wizjonerką? Bardzo wiele wskazuje na to, że ta zasada odnosi się również do nas. Z pewnością nasze cierpienie znajduje swój ostateczny sens w zjednoczeniu z Bogiem. A życie codzienne? Czy ma ono być na chwałę Maryi? Tak, choć wcale nie musimy czynić tego w sposób w pełni świadomy. Bowiem, jak się okaże w objawieniach z Pellevoisin, każde dobre słowo, dobry czyn i dobra myśl, każda ofiara, pokuta i modlitwa są naśladowaniem Pierwszej Chrześcijanki, Maryi, Najdoskonalszej i Najświętszej. Przez dobre życie upodabniamy się do Niej i nawet jeśli uważamy się za „niemaryjnych”, to w głębi duszy stajemy się coraz bardziej do Niej podobni i w ten sposób życiem swym głosimy Jej chwałę.

Ludzie potrzebują „świeżej zachęty”

W tym momencie wizjonerka ujrzała dużą marmurową płytę wotywną. Było to wotum, jakie Estelle miała ofiarować Matce Najświętszej w którymś z Jej kościołów. Zapytała: „Moja ukochana Matko! Gdzie mam ją umieścić: w Notre Dame des Victoires w Paryżu czy w Pellevoi…”.

Paryskie Notre Dame des Victoires (kościół Matki Bożej Zwycięskiej) było w owych czasach bardzo popularnym sanktuarium maryjnym. Zrozumiałe, że Estelle najpierw myśli o tej świątyni, tak jak my najpierw pomyślelibyśmy o Jasnej Górze… Ponieważ wizjonerka nie wie, czego oczekuje od niej Matka Zbawiciela, chce zapytać o drugą możliwość: o swój kościół parafialny. Ale Maryja nie pozwala jej dokończyć. 

To się jeszcze nie zdarzyło w żadnym objawieniu. Matka Najświętsza przerwała pannie Faguette w pół słowa. Zdaje się, że ma dość połowicznej czci, którą odbiera w stolicy. Powiedziała: „W paryskiej Notre Dame jest bardzo wiele znaków mojej mocy, podczas gdy w Pellevoisin nie ma ani jednego. Ludzie potrzebują świeżej zachęty”. 

Tacy jesteśmy. Nawet nasze życie religijne potrzebuje znaków, nowości, odrobiny sensacji. W swych planach zbawczych Pan zdaje się uwzględniać tę głęboką ludzką potrzebę. Czy w Boską pedagogię „świeżej zachęty” nie wpisują się np. objawienia Maryjne? Spójrzmy, jak potrafią one ożywić wiarę, jak pobudzają ludzi do gorliwości, jak zmieniają ich życie! Objawienia nie głoszą nic nowego, powtarzają tylko Ewangelię. Ale przykuwają naszą uwagę. Niebo wykorzystuje tę zasadę, by przypomnieć nam prawdy Boże.

Kiedy Estelle obiecała uczynić wszystko, by rozgłaszać chwałę Maryi i dać ludziom wspomnianą zachętę, usłyszała jeszcze słowa: „Odwagi, chcę byś dotrzymała danego słowa”. Po chwili wszystko powróciło do normalnego stanu. Pokój opustoszał.

„Nie umrzesz”

Następnej nocy Matka Najświętsza ogłosiła: „Nie bój się, jestem z tobą. Mój Syn okazuje ci miłosierdzie. Pozwala ci żyć: w sobotę zostaniesz uzdrowiona”. Ale Estelle nie chciała już żyć. Pragnęła umrzeć, by zjednoczyć się na zawsze ze swą niebieską Matką. „Moja Matko, jeśli wolno mi wybierać, chcę umrzeć, bo jestem do śmierci przygotowana”. Maryja odpowiedziała z uśmiechem: „Niewdzięczna, jeśli mój Syn daje ci życie, to czyni tak dlatego, że go potrzebujesz. Cóż może dać ludziom cenniejszego na tej ziemi? Nie myśl – dodała – że będzie ono wolne od cierpień. Nie! Będziesz cierpiała i napotkasz wiele trudności. Są one nieodłączne od życia. Poruszyłaś Serce mego Syna przez swe zaparcie się siebie i cierpliwość. Nie strać tych owoców przez dokonywanie złych wyborów. Czy nie powiedziałam ci, że jeśli On pozwoli ci żyć, dasz ludziom poznać moją chwałę?”.

Ile mądrości przekazuje nam w tych słowach Maryja! Przede wszystkim mówi o bezcennym darze życia. Przypomina, że życia nie wolno odbierać, bo jest wielkim darem Bożym (jak mówi w innych objawieniach: aborcja, eutanazja ściągają na świat apokaliptyczną karę!) Nawet niedbanie o zdrowie, życie w nałogach, postępowanie wbrew naturze jest grzechem! 

Po raz pierwszy Matka Najświętsza mówi też o cnotach, które podobają się Bogu. Wymienia zaparcie się siebie i cierpliwość. Zdaje się, że bez nich trudno w ogóle mówić o wspomnianym upodabnianiu się do Maryi, czyli o nadaniu naszemu życiu najpiękniejszego ze znaczeń. 

Co działo się dalej w Pellevoisin? Estelle znowu ujrzała marmurową tablicę wotywną, tym razem zawiniętą w jedwabny papier. Próbowała ją rozpakować, ale okazało się to niemożliwe. Widząc wysiłki chorej, Maryja znów się uśmiechnęła. „Przyjrzymy się przeszłości” – powiedziała. Zamiast zaglądać pod jedwabny papier, zaproponowała zajrzenie pod warstwy czasu, które przykrywały dawne życie wizjonerki. Panna Faguette pisze: „Byłam oszołomiona widokiem błędów, które popełniłam, o których dotąd myślałam, że niewiele znaczą… Chciałam błagać o przebaczenie, ale nie mogłam, tak byłam przybita smutkiem”. Maryja spojrzała jeszcze na wizjonerkę z dobrocią i zniknęła bez słowa. Chora miała sama uporządkować sprawy swojej duszy.

Popełniamy grzechy, nosimy je w sercu i lekceważymy. To nic wielkiego – mówimy. To nic nie znaczy. Tymczasem waga niebieska okazuje się inna…

Zamiana zła w dobro

Po raz trzeci Maryja pojawiła się w nocy z 16 na 17 lutego. Widząc, jak wielki jest smutek wizjonerki, powiedziała: „To wszystko należy do przeszłości, przez swe zaparcie się siebie zamieniłaś zło w dobro”. Następnie ukazała niektóre jej dobre uczynki, ale w oczach Estelle było ich o wiele mniej niż popełnionego zła. Kobieta nadal była smutna. Maryja powiedziała: „Jestem Pełną Miłosierdzia i Służebnicą mego Syna. Kilka dobrych uczynków i wytrwałych modlitw, które mi ofiarowałaś, poruszyło moje matczyne serce, szczególnie ten list, który napisałaś do mnie we wrześniu. Najbardziej wzruszyło mnie zdanie: «Wejrzyj na nędzę moich rodziców. Jeżeli mnie zabraknie, będą musieli żebrać o chleb. Wspomnij na swe cierpienie, które stało się Twoim udziałem, gdy Twój Syn Jezus Chrystus wisiał przybity do krzyża». Pokazałam ten list mojemu Synowi. Twoi rodzice cię potrzebują. W przyszłości pozostań wierna temu zadaniu. Nie utrać łask, które zostały ci udzielone i głoś moją chwałę ”. Na koniec powtórzyła: „Będziesz głosiła moją chwałę”.

Wiemy już, dlaczego cnota zaparcia się siebie podoba się Bogu. Ma moc oczyszczenia z grzechów! Zaś symbol „czytania listu” ukazuje nam, że każda modlitwa dociera do niebieskiego Adresata, a niektóre z nich są bardziej miłe Bogu niż inne. Wiemy które – te pozbawione egoizmu, te przepełnione troską o innych. Zwróćmy też uwagę, jak cieszy Maryję zachowywanie przez Estelle czwartego przykazania. To właśnie miłość do rodziców zdaje się być pośrednim powodem objawienia się Maryi w Pellevoisin. Możemy być pewni: Ona objawi się w sposób niewidzialny w życiu każdego, kto czci swego ojca i matkę swoją i przestrzega Bożych praw! Skąd ta pewność? Z ostatnich słów, jakie Matka Najświętsza wypowiedziała w Pellevoisin. Ale o nich za chwilę. Pellevoisin ma nam jeszcze sporo do przekazania.

„Gdziekolwiek jesteś i cokolwiek robisz…”

Dnia 18 lutego Matka Boża ukazała wizjonerce dużą płytę wotywną. Na każdym jej rogu widniał złoty pączek różany, w środku zaś złote serce przebite mieczem i ukoronowane wieńcem róż. Napis głosił: „Wezwałam Maryję w głębi mej rozpaczy. Ona wstawiała się za mną u swego Syna i wyjednała mi całkowite uzdrowienie”. 

Potem nastąpił ciekawy dialog Maryi i Estelle. Oddajmy głos wizjonerce. „Matka Boża powiedziała do mnie: «Jeśli chcesz mi służyć, bądź pełna prostoty i niech twe czyny będą potwierdzeniem twych słów». Zapytałam, czy mam w swoim życiu coś zmienić lub zamieszkać gdzie indziej. Odparła: «Gdziekolwiek jesteś i cokolwiek robisz, możesz wyjednać sobie błogosławieństwo i głosić moją chwałę». Po czym dodała: «Najbardziej zasmuca mnie to, że ludzie nie szanują mego Syna w Najświętszej Eucharystii. Boli mnie też sposób, w jaki się modlą, jednocześnie myśląc o innych rzeczach. Mówię o tych, którzy uważają się za pobożnych».”

Matka Najświętsza zapewnia, że nie musimy szukać Boga i świętości na końcu świata. On jest tu, w naszym szarym, zwyczajnym życiu. Nie musimy wstępować do klasztoru (o czym myślała Estelle) ani szukać lepszych warunków do życia duchowego (np. szukać mieszkania bliżej kościoła). Wszędzie możemy zasłużyć na łaskę i na niebo. To piękne orędzie: cokolwiek robimy, możemy głosić chwałę Maryi. 

Dla Maryi ważne jest to, jak postępujemy i jak się modlimy, nie – kim jesteśmy i gdzie żyjemy. Okazuje się też, że nie każda pobożność podoba się niebu. Matka Najświętsza skarży się na tych swoich czcicieli, którzy w modlitwę nie wkładają serca, których słowa nie są potwierdzane przez czyny… Nie mówi o nich, że są pobożni, lecz że oni sami za takich się uważają. Boli Ją też nasze lekceważenie największego skarbu chrześcijaństwa – Eucharystii. 

Chwała Maryi i uzdrowienie

Wówczas wizjonerka zapytała, czy ma natychmiast zacząć głosić chwałę Maryi. Odpowiedź Matki Bożej warta jest zapamiętania. „Tak, tak. Ale najpierw zapytaj swego spowiednika, co o tym myśli”. Głoszenie chwały Maryi jest więc naglącą koniecznością, bowiem – przypomnijmy słowa św. Bernarda – „o Maryi nigdy dość”. Jednak to maryjne apostołowanie zawsze musi dokonywać się w ramach Kościoła i w duchu posłuszeństwa Kościołowi. To kryterium, o którym nikomu nie wolno zapomnieć.

Maryja zniknęła. Dla Estelle zaczął się czas ogromnego cierpienia. Nieprzytomna z bólu zapamiętała tylko, że w lewej ręce trzymała różaniec i że wszystko ofiarowywała Bogu. Nagle poczuła się zdrowa. Spojrzała na zegar: było pół godziny po północy. Kiedy o 6.30 odwiedził ją tamtejszy proboszcz, chora usiadła na brzegu łóżka, opowiedziała mu o objawieniach i o swym uzdrowieniu. „Idę odprawić Mszę św. – powiedział kapłan. – Potem przyniosę ci Komunię św., a jeśli wówczas będziesz zdolna przeżegnać się prawą ręką, uwierzę”. Gdy wrócił, Estelle uczyniła znak krzyża. 

Zjednoczenie Serc

Druga część objawień rozpoczęła się 1 lipca. Kiedy Estelle odmawiała swe wieczorne modlitwy, ujrzała otoczoną światłem Maryję, która skrzyżowała dłonie na piersiach i wezwała wizjonerkę do wewnętrznego wyciszenia, cierpliwości i odwagi. Nazajutrz przyszła do panny Faguette, kiedy ta obudziwszy się przed północą zaczęła odmawiać Zdrowaś Maryjo. Matka Najświętsza znów skrzyżowała ręce na piersiach. Powiedziała: „Już rozgłosiłaś moją chwałę”, po czym przekazała je pierwszy z sekretów. Mówiła dalej: „Nie ustawaj. Mój Syn zdobył już wiele dusz, które jeszcze bardziej poświęciły się Jemu. Jego Serce jest pełne miłości do mego Serca. On nigdy mi niczego nie odmawia. Dla mnie porusza On i zmiękcza najbardziej zatwardziałe serca.” Mówiąc te słowa, była niezwykle piękna. Powiedziała jeszcze: „Przyszłam przede wszystkim po to, by ratować grzeszników”. 

Pojawia się wątek zjednoczenia Najświętszych Serc Jezusa i Maryi. Kluczem do niego jest miłość, przez którą również każdy z nas może stać się uczestnikiem tej komunii. Jej owocem jest wysłuchanie przez Boga każdej prośby Matki Najświętszej (i nas, jeśli trwamy w zjednoczeniu podobni do Maryi!). Skoro Jej wola jest w pełni zgodna z wolą Bożą, a nawet ją wyprzedza (jak w Kanie Galilejskiej), to Bóg, wysłuchując Jej modlitw, wysłuchuje głosu własnego serca. Udziela łask z tym większą radością, że może dać dowód swej miłości do swej niebieskiej Matki.

Pokój ducha

Dnia 3 lipca Maryja ukazała się znowu. Objawienie trwało zaledwie parę minut. Matka Boża przyniosła jedynie upomnienie: „Chcę, abyś była bardziej wyciszona, bardziej przepełniona pokojem…”

Teraz następuje trzecia, ostatnia część objawień. Rozpoczęły się one 9 września. Estelle odmawiała różaniec, gdy Maryja ukazała się w tej samej postaci, co w lipcu. Powiedziała: „Pozbawiłaś się spotkania ze mną w dniu 15 sierpnia, nie było bowiem w tobie pokoju ducha”. A więc jedno zaplanowane przez niebo objawienie nie miało miejsca z powodu braku predyspozycji wizjonerki! Nie była wyciszona wewnętrznie. Maryja potwierdza tym samym starą prawdę: nie da się usłyszeć głosu Boga w hałasie własnych spraw i w szumie własnych myśli.

Szkaplerz po raz pierwszy

Matka Najświętsza dodała: „Wspaniałe skarby mego Syna, o które ludzie się modlą, zostały otwarte na długo”. Potem ukazała kawałek płótna, który nosiła na szyi. Był to szkaplerz z czerwonym sercem. „Kocham tę formę pobożności” – dodała.

Nie jest to jedyna forma, na którą wskazuje Maryja. Jest Cudowny Medalik, jest brązowy szkaplerz Matki Bożej z Góry Karmel, jest szkaplerz Niepokalanego Poczęcia, jest medalik z San Nicolás… Fakt, że Matka Najświętsza wskazuje na jakąś formę pobożności, nie pomniejsza znaczenia innych. W propozycjach Maryi każdy znajdzie coś dla siebie. Jeden pokocha szkaplerz z Pellevoisin; coś w nim go wewnętrznie poruszy (może jego prostota, może jego odniesienie do Chrystusa). Ktoś inny odnajdzie swą duchowość w Cudownym Medaliku albo w najstarszej postaci maryjnej pobożności – w karmelitańskim szkaplerzu.

Cnota pokoju

W dniu 10 września Matka Boża przyszła, by powiedzieć: „Niech ludzie się modlą. Daj im przykład”. Pięć dni później ogłosiła: „Będę pamiętać o wszystkich twoich wysiłkach, by zachować wewnętrzny spokój. Proszę o to nie tylko ciebie samą, ale i Kościół oraz Francję. Pragnę pokoju dla Kościoła”. Westchnęła, potrząsnęła głową i powiedziała: „Jest coś, co jest przeszkodą”. Wizjonerka zrozumiała, że Maryja ma na myśli liczne spory wewnątrzkościelne.

Maryja wzywa do wewnętrznego pokoju, bowiem jest to cecha Jej duchowości. Ma ona stać się udziałem każdego z nas i całego Kościoła. Czy ta cecha znajduje się w katalogu cnót Najświętszej Maryi Panny? Owszem, nazywa się cnotą pokoju, która jest również zasadniczą cechą chrześcijanina – „poczuciem bezpieczeństwa odczuwanego w perspektywie zbawienia” (św. Ludwik).

Francja nie słucha!

Na koniec Maryja zaczęła mówić powoli, jakby akcentując znaczenie wypowiadanych słów: „Oby się modlili i złożyli we mnie ufność! A Francja? Uczyniłam dla niej wszystko, co mogłam. Dałam jej bardzo wiele ostrzeżeń, ale oni wciąż nie chcą słuchać!”.

Wiemy już, dlaczego w XIX w. tak dużo objawień miało miejsce we Francji. To wyraz troski Maryi o ten naród. Ale Francja stanowi jedynie ilustrację tego, jak bardzo Maryja zabiega o dobro dla każdej ludzkiej wspólnoty. Przypomnijmy przykład innego kraju – Portugalii. 2 grudnia 1940 r. Siostra Łucja, wizjonerka z Fatimy, pisała do papieża słowa, które niebawem zaowocowały oddaniem naszego kraju pod opiekę Niepokalanego Serca Maryi: „Ojcze Święty, jeśli nie mylę się w swym zjednoczeniu duszy z Bogiem, to Pan nasz obiecał roztoczyć specjalną opiekę nad Portugalią w czasie tej wojny ze względu na poświęcenie narodu Niepokalanemu Sercu Maryi przez biskupów portugalskich, jako dowód łask, jakie będą udzielone innym narodom, jeżeli – jak Portugalia – poświęcą się Jemu”. Tak jest i z objawieniami z Francji: wszystkie one stanowią dowód zatroskanej miłości, jaką Maryja darzy każdy naród i każdego z nas. 

Matka Boża mówi: „Dałam jej bardzo wiele ostrzeżeń, ale ona wciąż nie chce słuchać! Nie potrafię już dłużej zatrzymać mego Syna! Francja będzie cierpieć”. Dodajmy: i każdy, kto nie posłucha bardzo wielu ostrzeżeń… A – mówi jeszcze Maryja – „biedni ci, którzy w to nie wierzą, później zrozumieją, że mówiłam prawdę”.

Znowu szkaplerz

Dzień 1 listopada przyniósł krótkie spotkanie z Matką Najświętszą. Maryja ukazała się Estelle, zapatrzyła się w coś, czego wizjonerka nie widziała, rozejrzała wokoło, zatrzymała wzrok na wizjonerce i… zniknęła. Pięć dni później przemówiła znowu. Powiedziała z uśmiechem: „Wybrałam cię. Dla mej chwały wybieram pokornych i nic nie znaczących”. Skrzyżowała ręce na piersiach i odeszła.

Przedostatnie objawienie (11 listopada) było związane z rozpowszechnianiem szkaplerza. Tego dnia Estelle wykonała pierwszy szkaplerz według wzoru, jaki pokazała jej Maryja. Po południu wizjonerka odmówiła różaniec i modlitwę św. Bernarda („Pomnij, o Najświętsza Panno Maryjo”), kiedy ukazała się jej Matka Boża ze szkaplerzem. „Nie zmarnowałaś dzisiejszego dnia – powiedziała. – Pracowałaś dla mnie.” Poleciła Estelle zrobić wiele następnych szkaplerzy. 

Ale czy nie można również inaczej pracować dla Maryi? Jest tak wiele możliwości: modlitwa, różaniec, pisanie na Jej chwałę, cierpienie, by wynagrodzić Jej Sercu, naśladowanie Jej pokory, wewnętrznego milczenia i pokoju.

Ciekawie kończy się to objawienie. Kiedy Matka Najświętsza zakryła szkaplerz dłońmi, zniknęła. Jakby utożsamiła się ze swym znakiem. Podobnie jest z innymi formami maryjnej pobożności. Powiadają święci: Bierzesz do ręki różaniec, a chwytasz za dłoń Maryi. Wieszasz na szyi medalik, a stajesz się Jej własnością.

Ostatnie objawienie nastąpiło 8 grudnia, po sumie odprawionej w uroczystość Niepokalanego Poczęcia. Maryja przypomniała najpierw wszystko, co dotychczas powiedziała, a między kolejnymi zdaniami przekazała wiele tajemnic. Padły słowa: „Nigdy już mnie nie zobaczysz”. 

Teraz oddajmy głos wizjonerce: „Krzyknęłam: «Co się ze mną stanie, Matko Najświętsza!» Odparła: «Będę z tobą, ale w sposób niewidzialny… Nie musisz niczego się bać. Wybrałam cię przecież do ogłoszenia mej chwały i upowszechnienia tego nabożeństwa». Mówiąc to, trzymała w dłoniach szkaplerz. Było w Jej postawie tyle zachęty, że powiedziałam: «Ukochana Matko moja, czy mogłabyś dać mi ten szkaplerz?» Wydawało się, że nie słyszała. Powiedziała: «Podejdź i ucałuj go». Szybko wstałam, a Matka Najświętsza pochyliła się ku mnie. Pocałowałam Jej szkaplerz. Była to dla mnie zupełnie wyjątkowa chwila.” 

Możemy zawołać: Co za spotkanie! Ile w nim zażyłości! Jak w objawieniach przy Rue du Bac, gdzie św. Katarzyna złożyła swe dłonie w dłonie Maryi. 

Następnie Matka Najświętsza poleciła Estelle udać się do biskupa i poprosić o pomoc w rozpowszechnianiu szkaplerza. 

Dodała, że jeśli „nie zrobi on tego, czego pragniesz, masz iść wyżej. Nie bój się, pomogę ci”. Ukazała jej łaski, których udzieli tym, „którzy będą nosić go z ufnością i rozpowszechniać będą to nabożeństwo”. Gdy rozłożyła ręce, z Jej dłoni zaczęły spadać krople jakby deszczu. Na każdej z nich był wypisany rodzaj łaski. Wizjonerka wymienia zaledwie kilka: zdrowie, ufność, szacunek, miłość, świętość – „wszelkie łaski, o których można pomyśleć”. Maryja dodała: „To łaski od mego Syna. Czerpię je z Jego Serca. On mi nie może niczego odmówić”.

Ta część objawienia nie wymaga szczególnego komentarza. Maryja jawi się nam jako Pośredniczka łask. Jest Źródłem wszelkiej łaski, ale… woda w źródle nie bierze się znikąd. Źródło to miejsce, z którego wytryska ocean wody ukrytej w głębiach ziemi. Źródło czerpie ją właśnie stamtąd – z ukrytej potęgi, z niewyczerpanego bogactwa. Źródło niebieskie nazywa się „Maryja”, a znajdujące się w niej łaski pochodzą od Chrystusa. Dodajmy jeszcze za maryjnymi świętymi: Czy jest prostszy dostęp do łaski niż podejść do tryskającego źródła? Owszem, można iść bezpośrednio do Chrystusa, to znaczy samemu dokonać głębokiego odwiertu. Ale czy ktoś będzie to czynił, jeżeli w jego ogrodzie tryska źródło? Nie. Tak jest też z Chrystusem i Maryją. Najprostsza i jedynie logiczna droga to per Mariam ad Jesum. 

Na koniec Maryja raz jeszcze odwołuje się do władzy Kościoła. Kiedy Estelle pyta, co ma umieścić na drugiej stronie szkaplerza, słyszy: „Zachowałam tę stronę dla siebie. Pomyślisz o niej, a potem przekażesz swoje myśli świętemu Kościołowi. On zadecyduje”. (Ostatecznie na rewersie szkaplerza znalazła się Matka Boża otoczona wieńcem róż, z rozłożonymi dłońmi, z których tryskają promienie.)

Estelle Faguette, zgodnie z poleceniem Matki Najświętszej, żyła dalej w Pellevoisin, prowadząc ciche, nikomu nie znane życie. Zmarła dopiero w 1929 r. Pewnie tylko niebo wie, ile chwały przyniosła Maryi swą modlitwą i ofiarą. Bo można dać Ją poznać ludziom w dwojaki sposób: albo wskazywać im na Matkę Najświętszą, albo sprawić, że Serce Maryi wyleje na nich morze łask, które otworzą im oczy na Jej wielkość i miłość. 

Chyba ta druga droga jest pewniejsza…

Pośrednia akceptacja przez Kościół

Jakie były losy nabożeństwa, które Matka Boża objawiła pannie Faguette? W 1900 r. szkaplerz został zatwierdzony przez Kościół. Uczyniła to Kongregacja ds. Obrzędów. Już wcześniej dla jego propagowania powstało Arcybractwo Maryi Matki Miłosierdzia z Pellevosin. Zostało ono zatwierdzone przez papieża Leona XIII w 1894 r. 

Objawienia w Pellevoisin cieszyły się w Kościele wielkim autorytetem. Odwoływała się do nich na przykład św. Małgorzata Maria. Dziś tytuł Matki Bożej z Pellevoisin nosi kilka świątyń, m.in. w Nowym Jorku i w Macintoish w stanie Orlean.

źródło: Wincenty Łaszewski ŚWIAT MARYJNYCH OBJAWIEŃ 100 spotkań z nadprzyrodzonością Duchowy przewodnik po objawieniach Matki Bożej

Warto przeczytać

https://www.marypages.com/matka-boska-z-pellevoisin-pl.html

Media

Adres

Nasz Adres:

3b rue Notre-Dame 36180 Pellevoisin