Matka Pomyślnego Rozwiązania

Quito 1582

W 1619 r. Matka Najświętsza zapowiadała, że XX wiek będzie naznaczony wielkim kryzysem wiary i moralności, a powszechny zamęt przeniknie nawet poza mury Kościoła. Zapowiedziała powszechne zepsucie obyczajów i masowe odchodzenie ludzi od Boga. Ciemna wizja kończy się niespodziewanie czystym akordem radości: Maryja zapowiedziała, że „gdy wydawać się będzie, że zło już zwyciężyło, będzie to znak nadejścia mojej godziny, kiedy Ja, w sposób cudowny, zrzucę z tronu nadętego pychą i przeklętego na wieki szatana, miażdżąc go pod mą stopą i strącając go do piekielnych przepaści”. Czy ta zapowiedź dwóch triumfów – diabelskiego: wielkiego, ale fałszywego i zakończonego klęską, oraz Bożego: prawdziwie niezwykłego, choć jakby po ludzku opóźnionego w czasie – czy zapowiedzi te nie przypominają nam wspaniałej obietnicy danej przez Matkę Bożą w Fatimie, że po latach prześladowań i panowania zła „w końcu moje Niepokalane Serce zatriumfuje”? Szkoda tylko, że ludzkość musi opaść na samo dno, by mogła odbić się wzwyż… Ale czy nie jest to regułą zaklętą na zawsze w chrześcijaństwie? Przecież już na początku najpierw było pozorne zwycięstwo diabła: krzyż na Golgocie. Szatan triumfował w wieczór piątkowy i przez całą sobotę. Rankiem następnego dnia jego chwała okazała się – jak mówi psalmista – „trawą, która usycha”. Jezus zmartwychwstał.

W XVII-wiecznym Ekwadorze Matka Boża ogłasza: „Gdy wydawać się będzie, że zło już zwyciężyło, będzie to znak nadejścia mojej godziny, kiedy Ja, w cudowny sposób, zrzucę z tronu nadętego pychą i przeklętego na wieki szatana, depcząc go pod mą stopą i skuwając go kajdanami w przepaściach piekielnych”. Nam, Polakom, od razu przypominają się słowa gubernatora Franka, który podczas hitlerowskiej okupacji naszych ziemi napisał: „Gdy wszystkie światła zgasną, pozostaje jeszcze Jasna Góra…” – jej maryjnego światła nikt nie zdoła zagasić, ono też w końcu wyprowadzi ludzi na światło wolności. Zaś wszystkim katolikom, którym bliskie było maryjne nauczanie Jana Pawła II, przychodzą na myśl słowa z jego listu do biskupa Fatimy: „Zanim zmrok zapadnie nad naszą historią, Bóg odrzucony i odepchnięty przez człowieka przygotowuje mu schronienie. Tak jak uczynił na Kalwarii, tak i teraz zawierza ludzkość Maryi, swojej i naszej Matce”.

Najpierw szatan ogłasza swe zwycięstwo. Wszystko wydaje się już stracone, nad historią świata zaszło już słońce pokoju, dobra, sprawiedliwości. Nim wszystko opanuje ciemność, w szarówce, która przez chwilę ogarnia świat, pojawia się coś, co może być tylko skutkiem cudownej interwencji pochodzącej nie z tego przegranego już świata. Trąby diabelskie, które zaczynają już grać pierwsze dźwięki pieśni zwycięstwa Lucyfera, nieoczekiwanie zmieniają melodię, grają coś zupełnie innego, niż podaje partytura piekła. Wypadając z rąk zdumionych diabłów, rozdzierają niebo wspaniałym hymnem na cześć Niepokalanej. A wówczas na świat wylewa się morze łask, które zatapiają zło… Pierzchają czarci, pozostają tylko ludzie wpatrzeni w niebo…

Taki wydaje się być schemat ocalenia. Więc… do końca nie traćmy nadziei. Nawet gdy już słońce zacznie zamykać swą powiekę, ufajmy, że Bóg – choć odrzucony – przygotował nam ratunek. Mówi o tym dawne objawienie, którego przedmiotem była… współczesność

WYBRANKA

XVI-wieczna bohaterka naszej opowieści, siostra zakonna koncepcjonistka (zakon Niepokalanego Poczęcia założony przez św. Beatrice da Silva dla czczenia tajemnicy Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny), Marianna de Jesus Torres y Berriochoa, pojawiła się w annałach historii dopiero w końcu XX stulecia, stąd też otrzymane przez nią objawienia przez ponad 300 lat pozostawały w głębokim ukryciu. Stało się tak na prośbę samej wizjonerki, która prosiła Maryję, by pozostała nieznana. To jedna z cech umacniających wiarygodność objawień – ludzie, których niebo wybrało na swych świadków, wypełniają zleconą im misję przekazania światu orędzia i znikają… Do śmierci św. Katarzyny Labouré nikt nie wiedział, kim była osoba, której Matka Najświętsza przekazała Cudowny Medalik. Św. Bernardeta porównywała się do miotły, którą posprzątano izbę, a potem odstawiono z powrotem do ciemnego kąta. Nie trzeba było wiele czasu, by Łucja, wizjonerka z Fatimy, opuściła po cichu rodzinne strony i ukryła się w innym mieście, pod innym nazwiskiem. W ekwadorskim mieście Quito matka Marianna również znika, znika na dłużej niż ktokolwiek z innych ludzi uprzywilejowanych oglądaniem oblicza Matki Bożej.

Być może miejscem omawianych objawień stałaby się Hiszpania, tam bowiem narodziła się nasza świątobliwa wizjonerka, jednak niebo nachyliło się nad innym krajem; można by rzec, że to niskie nachylenie niebios przesunęło się wraz z Marianną o kilkanaście tysięcy kilometrów, gdy zaledwie trzynastoletnia dziewczyna wyruszyła w podróż do Nowego Świata, by tam stać się współzałożycielką istniejącego po dziś dzień Królewskiego Konwentu. Wyruszyła… i od razu zaczęła się jej wielka duchowa przygoda. Na morzu rozpętała się straszliwa burza, a w odmętach fal ukazał się diabeł w postaci lewiatana…

„FILTR ZMYSŁÓW”

Wizje Marianny stanowią doskonałą okazję do przypomnienia słów kard. Ratzingera z 2000 r., który podając teologiczną interpretację trzeciej części tajemnicy fatimskiej, odwołał się do pojęcia „filtru kulturowego”, przez jaki przechodzi każde objawienie, czy to wizja wewnętrzna (doświadczenie czegoś, co nie podlega normalnemu porządkowi zmysłów, np. objawienie w Knock, gdzie pewna kobieta, chcąc objąć nogi Matki Najświętszej, napotkała tylko powietrze), czy zewnętrzna (dotykalna fizycznie, jak np. objawienie przy Rue du Bac, gdzie św. Katarzyna przytuliła się do kolan Matki Bożej). Prefekt Kongregacji Nauki Wiary pisze: „Wizja (…) wiąże się z pewnymi ograniczeniami. Już w postrzeganiu zewnętrznym zawsze wchodzi w grę także czynnik subiektywny: nie postrzegamy czystego przedmiotu, ale dostrzegamy go przez filtr zmysłów, które muszą go dla nas «przełożyć». Jest to jeszcze bardziej oczywiste w przypadku wizji wewnętrznej (…). Podmiot, czyli człowiek widzący, widzi tak, jak mu pozwalają jego konkretne możliwości, na miarę dostępnych mu sposobów obrazowania i poznania. (…) Podmiot współuczestniczy w istotnej mierze w kształtowaniu się obrazu tego, co się mu ukazuje. Jedyny obraz, jaki się mu objawia, musi być na jego miarę i odpowiadać jego możliwościom. Wizje te nie są więc nigdy zwykłymi «fotografiami» rzeczywistości pozaziemskiej…”.

To wiele tłumaczy. Kiedy od czasów średniowiecza po czasy rewolucji przemysłowej panowała obrazowa religijność, przypominająca jaskrawe kolory wiejskiego jarmarku, prawdy niebieskie odbijały się na ziemi w takich właśnie zwierciadłach. Diabeł wyglądał jak ziejący ogniem smok albo kąsający wąż, gniew Boży przedstawiał się jako ogień spadający z nieba. Jeśli w tych obrazach będziemy widzieli tylko sposób przekazu prawd Bożych, nie będą one stały nam na przeszkodzie do dotknięcia rzeczywistości, o której chce nam powiedzieć Pan. Uwaga ta zaraz okaże się nam bardzo potrzebna.

PIERWSZE OBJAWIENIE, ZAPRZECZENIE MARYJNEGO

W wieku dziewięciu lat Marianna Francisca Cadiz miała wstępne widzenie Matki Bożej. Po przyjęciu pierwszej w życiu Komunii świętej Marianna popadła w ekstazę. W niej dziewczynka ujrzała Matkę Bożą, która zapowiedziała, iż jej powołaniem jest być „zakonnicą Jej Niepokalanego Poczęcia w Nowym Świecie”. Młodziutka Marianna przyjęła swe życiowe zadanie i podporządkowała mu wszystko. Poświęciła się modlitwie, kontemplacji i umartwieniu. Przygotowywała się do wejścia na nieznaną drogę.

W 1577 r. Marianna wsiada na statek płynący na drugi koniec Atlantyku. Wyrusza ze swą ciotką, koncepcjonistką Marią de Jesus Taboada i czterema innymi współsiostrami. Gdy tylko żaglowiec wypłynął na otwarte morze, wszystkie żywioły uderzyły z nieopisaną furią. Gigantyczne fale rzucały statkiem jak łupiną orzecha. Statek zaczął nabierać wody… Żeglarze zrezygnowali z walki; porzucili swe stanowiska, pewni, że nic już nie uchroni ich przed śmiercią. I wtedy wydarzyło się coś nieoczekiwanego.

Nagle matka Maria i młoda Marianna ujrzały wynurzającego się z kipieli potwora. Przypominał węża, miał siedem głów i zbliżał się do statku, by wepchnąć go w morskie głębiny. Rozległ się straszliwy głos: „Nie dopuszczę do powstania tej fundacji. Nie pozwolę jej trwać. Nie dopuszczę, by istniała do końca czasów. Będę ją prześladował zawsze i bez przerwy!”. Wraz z ostatnimi słowami węża wody ucichły. Bowiem potok słów pełnych nienawiści został przerwany pojawieniem się na niebie Matki Bożej z Dzieciątkiem. Jezus trzymał w dłoni miecz, którym pociął głowy potwora na kawałki.

Opis tego objawienia jest teologicznie bardzo znaczący, i to co najmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, potwierdza on zasadę uprzedzania Jezusa i Maryi przez zło. Najpierw pojawia się szatan, dopiero wówczas interweniuje w sposób widzialny Matka Najświętsza. A właściwie to nie Ona, bowiem – i to jest nasze „po drugie” – to nie Maryja, ale Chrystus pokonuje węża. Matka Najświętsza jest tylko Tą, która niesie światu Zbawiciela. Przyniosła Go w Betlejem, przynosi Go dziś w każdym zakątku świata. A słowo „tylko” okazuje się chybione. Bo bez Maryi, bez Jej fiat i bez Jej macierzyńskiej bliskości wobec każdego z nas, nie byłoby Jezusa, którego ręka spoczywa na nas z błogosławieństwem, a miecz zabija zło.

Widzenie to zostało utrwalone na szkaplerzu koncepcjonistek. Matka Maria poleciła nosić wszystkim zakonnicom okrągły szkaplerz przedstawiający zwycięską wizję Matki Bożej i Dzieciątka pokonujących węża. Do dziś w klasztorze w Quito siostry noszą go na swoich habitach.

PIERWSZE SPOTKANIE Z MARYJĄ 

Siostry przybywają do Ekwadoru i w miejscowości Quito zakładają klasztor. Wkrótce do ich świętego życia przyłączają się licznie tamtejsze dziewczęta. Marianna szybko zostaje przełożoną wspólnoty. Jest dla innych przykładem modlitwy, umartwienia, postu. Współsiostry podziwiają jednak przede wszystkim jej pokorę, cierpliwość, mądrość i dar rozeznawania tego, co kryje się w ludzkich sercach. Marianna zabiega, by wspólnota była wierna regule. Od nowicjuszek wymaga, by o czwartej rano gromadziły się w kaplicy na wspólne odmawianie Małego Oficjum – pięknego zestawu modlitw na cześć Matki Bożej. Mówi siostrom, że kiedy przyjdą trudne chwile dla klasztoru, diabeł będzie czynił wszystko, by przerwano te modlitwy, uniemożliwiają mu bowiem wpływ na zakonnice.

Pewnego dnia w 1582 r., kiedy opatka modliła się przed tabernakulum, ujrzała, jak otwierają się jego drzwiczki i pojawia się Chrystus z Golgoty. U Jego stóp stoi Matka Najświętsza, z której oczu płyną łzy przypominające perły. Kiedy zakonnica pyta: „O Pani moja, czy to z mojej winy ten smutek?”, słyszy: „Nie, nie z twego powodu, ale z powodu grzesznego świata”. Dowiaduje się, że na wiek XX przewidziana jest kara Boża. Po chwili nad głową Jezusa ukazują się trzy miecze, a na każdym z nich napis: „Ukarzę herezję, bluźnierstwo i nieczystość”. Matka Najświętsza zadaje pytanie: „Córko moja, czy ofiarujesz się za ludzi tamtej epoki?”. Marianna powiedziała, że chętnie. Wówczas miecze odsuwają się od konającego Chrystusa i wbijają się w serce zakonnicy, która pada bez przytomności na ziemię.

W późniejszych objawieniach (rok 1634) Matka Najświętsza bliżej scharakteryzuje XX stulecie. „Pierwszym znakiem będzie to, że pod koniec XIX i na początku XX w. będą szerzyć się rozmaite herezje. Kiedy zapanują, bezcenne światełko wiary wygaśnie w duszach na skutek niemal zupełnego zepsucia obyczajów… Tylko mała liczba dusz ukrytych zachowa ten skarb wiary i będzie praktykować cnoty. Te dusze czeka okrutne, niewypowiedziane i długie męczeństwo. Wiele z nich zostanie zamęczonych na śmierć… By uwolnić ludzi z niewoli tych herezji, ci, których miłosierna miłość Mego Najświętszego Syna przeznaczy do dzieła odbudowy, będą potrzebowali wielkiej siły woli, wytrwałości, męstwa i ufności w Bogu. Będzie okazja, by poddać próbie wiarę i ufność sprawiedliwych, wszystko bowiem zdawać się będzie stracone i sparaliżowane.” 

Maryja zapowiada ciemną noc wojen i prześladowań, w której patrząc po ludzku, będzie triumfował szatan. Ale właśnie w najgłębszych mrokach tej nocy zła „zacznie się szczęśliwy początek całkowitej odnowy”. Przypomnijmy znane już nam słowa. Matka Boża ogłasza: „Gdy wydawać się będzie, że zło już zwyciężyło, będzie to znak nadejścia mojej godziny, kiedy Ja, w sposób cudowny zrzucę z tronu nadętego pychą i przeklętego na wieki szatana, miażdżąc go pod mą stopą i strącając go do piekielnych przepaści”.

PRELADO NIOSĄCY OCALENIE

Szczególną rolę odegra tu bliżej nieokreślony prelado – w XVII-wiecznym obiegowym hiszpańskim słowo to określa dostojnika kościelnego. Kim on jest? Może Matka Najświętsza myślała o naszym papieżu Janie Pawle II? Nie uprzedzajmy faktów, nie łączmy jeszcze wizji Marianny z objawieniem, które było udziałem papieża Leona XIII i z dziełem podjętym przez Jana Pawła II. Chyba dopiero ci, którzy będą świadkami zwycięstwa Niepokalanego Serca Maryi (zapowiedź z Fatimy) i związanej z nim odnowy Kościoła będą mogli właściwie ocenić, kim był święty prelado z objawienia w Quito.

Matka Najświętsza poprosiła: „Tak wielka jest moja miłość i miłość mojego Najświętszego Syna, że chcemy, byś składała swe ofiary i modlitwy w intencji skrócenia czasu tej przerażającej katastrofy”.

Dla Marianny prośba z nieba była rozkazem. Tak oto zaczęły się lata jej cierpień fizycznych i udręk duchowych. A wszystko to za ludzi mających żyć na ziemi za trzy stulecia! Zresztą Maryja zapraszała do życia w ofierze nie tylko Mariannę, ale i jak najwięcej heroicznych dusz, tłumaczyła bowiem, że bez nich nie będzie w stanie powstrzymać ręki sprawiedliwości Jej Boskiego Syna. Komentatorzy dodają uwagę, że słowa Matki Najświętszej dotykają również naszego pokolenia. Bez ludzi, którzy w ukryciu praktykują posty i podejmują wyrzeczenia i ofiary w intencji grzesznego świata, ludzkość poznałaby już, jak straszliwy jest gniew obrażonego Boga. To prawda, potwierdzają to również najbardziej współczesne objawienia Maryjne.

Zapowiedzią tego, co będzie nękać świat, miał być bunt, który powstał wewnątrz Królewskiego Klasztoru w Quito – przecież wiernego regule, miłującego Boga, zawierzonego Maryi. A jednak nawet tam zło próbowało założyć swe przyczółki. Jedna z tubylczych sióstr (nie znamy jej imienia i nazwiska, wiemy tylko, że nazywano ją La capitana – liderka), niezadowolona z surowych wymagań przełożonej, podburzyła inne zakonnice, złożyła fałszywy donos do biskupa i w rezultacie matka Marianna znalazła się w klasztornym karcerze (niebawem z Marianną uwięziono 25 innych sióstr, które sprzeciwiały się złagodzeniu reguły; zakonny areszt stał się drugim klasztorem, miejscem modlitwy i zachowania wszystkich przepisów zakonu koncepcjonistek). To właśnie wówczas w konwencie pojawiła się nowa Opatka.

NIEBIESKA OPATKA

Rankiem 2 lutego 1594 r. Marianna Jesus de Torres leżała krzyżem na modlitwie, gdy usłyszała, że ktoś wzywa ją po imieniu. Gdy podniosła głowę, ujrzała przed sobą przepiękną niewiastę z Dzieciątkiem Jezus na lewym ramieniu i złotym, ozdobionym drogimi kamieniami pastorałem w prawej dłoni. Matka Boża ogłosiła: „Jestem Maryją Pomyślnego Rozwiązania, Królową nieba i ziemi. Przyszłam z nieba, aby pocieszyć twe udręczone serce”. Najpierw wyjaśniła, że trzyma na ręku Jezusa, aby powstrzymywać Go przed ukaraniem świata: Jego ręka „jest zawsze gotowa oczyścić ten nieszczęśliwy i pełen przewrotności świat”. Laska opata trzymana w drugiej ręce jest znakiem, że Maryja chce być dla konwentu przełożoną i matką. Niebieska opatka zapowiedziała, że Mariannę czeka wiele cierpień, a dla dodania jej otuchy złożyła Boże Dzieciątko w ramionach uszczęśliwionej zakonnicy, która przytuliła Jezusa do serca.

Piękna scena, która nie powinna nas dziwić swą niezwykłością. Matka Najświętsza przekazywała swego Syna także innym wizjonerom w innych objawieniach. Znak to, jak bardzo w chwili zejścia Maryi na ziemię przenikają się wymiar ziemski z niebieskim. Dowód na to, że nie mamy do czynienia z wizją taką jak na przykład w irlandzkim Knock, gdzie ludzie próbowali objąć Matkę Najświętszą za nogi, a napotykali powietrze. Tu Maryja i Jezus są cieleśni. Można ich dotknąć, przytulić… Można też zadać im ból. Przychodzi na myśl tajemnica Eucharystii, w której Chrystus jest obecny pod postacią chleba, też w sposób fizyczny!

SZATAN I OCALENIE Z NIEBA

Wróćmy do omawianego spotkania. Matka Boża zapewnia siostrę Mariannę, że w jej klasztorze do końca świata będzie zawsze żyć przynajmniej jedna siostra, która będzie święta i będzie praktykować cnoty w stopniu heroicznym. Nawet jeśli Kościół nie ogłosi ich świętymi i nie wyniesie na ołtarze, będą one święte przed obliczem Pana.

Maryja zapowiada też, że do klasztoru wkroczy zło, ale „szatan, który będzie próbował zniweczyć dzieło Boże, nie zwycięży, Ja jestem bowiem Królową Zwycięstw i Matką Pomyślnego Rozwiązania i pod tym wezwaniem chcę być znana”.

Marianna zdobywa się wówczas na śmiałą prośbę: „Wszystko jest możliwe dla mocy Bożej. Możesz przedłużać długość życia ludzkich stworzeń na wieki bardziej niż na lata” – zaczęła. Jej prośba była niezwykła: chciała żyć na ziemi aż po wiek XX, by chronić swoje siostry przed grzechem niewierności Bogu. Ale Pan ukazał jej, że zachowanie jej życia w ciele wcale nie jest konieczne, bowiem w niebie wstawiać się będzie w czasach kryzysu Niepokalana Królowa, a ma Ona większą władzę i moc niż ktokolwiek z żyjących na ziemi. A czasy, w których Kościół będzie walczył i cierpiał, pozwolą mu wytrwać w wierze tylko dzięki Boskiej mocy i miłości Najświętszej Maryi Panny.

CUDOWNA FIGURA

Matka Najświętsza mówi jeszcze wiele. Wspomina o odłączeniu się kolonii od Hiszpanii i o poświęceniu w XIX w. Ekwadoru Najświętszemu Serca Jezusa przez katolickiego prezydenta, który zostanie zamordowany przez masonów. Chodziło zapewne o Gabriela Garcia Moreno (1821-1875), któremu Pius IX oddał hołd jako człowiekowi, który umarł „śmiercią męczennika… ofierze za wiarę i miłość chrześcijańską”.

Potem słyszymy polecenie Matki Bożej wyrzeźbienia figury. Maryja tłumaczy: „Na moje prawe ramię posadź Boskie Dzieciątko: najpierw po to, aby ludzie zrozumieli, jak wielką mam moc łagodzenia Boskiej Sprawiedliwości i wyjednywania miłosierdzia oraz przebaczenia dla każdego grzesznika, który przychodzi do mnie z sercem skruszonym, jestem bowiem Matką Miłosierdzia i jest we mnie tylko dobroć i miłość; po drugie, by ludzie widzieli, że pokazuję im i ofiarowuję mego Najświętszego Syna i ich Boga jako wzór doskonałości. Powinni przyjść do mnie, ponieważ zaprowadzę ich do Jezusa”.

Marianna ociąga się z wykonaniem prośby. Najpierw pięć lat oddaje Bogu w intencji La capitana, której złe zamiary zostały obnażone, a która nie chciała jednak uznać swej porażki i w końcu popadła w obłęd. Marianna opiekowała się nią, ale zapiekła w nienawiści siostra odpłacała przekleństwami i obelgami. Kiedy opatka zrozumiała, że jej współsiostrę czeka potępienie wieczne, zaczęła błagać za nią Jezusa. Miłosierny Pan zgodził się ją ocalić od piekła i zesłać do czyśćca, w którym pozostanie do końca czasów, jednak Marianna w zamian za tę łaskę miała przez pięć lat cierpieć męki piekła. Świątobliwa przełożona wyraziła zgodę i podobno odtąd cierpiała z powodu odoru piekielnego, nieustannego widoku diabłów, słuchania piekielnych bluźnierstw, doświadczenia fizycznych cierpień, a co najgorsze, z poczucia bycia potępioną. Mimo to Marianna pozostała wierna Bogu we wszystkim, a w tej nocy ciemnej nie straciła spokoju i pogody ducha.

Po pięciu latach Matka Najświętsza przypomniała swą prośbę. Chciała w końcu zasiąść na krześle opatki i rządzić swym klasztorem. Gdy Marianna dalej zwlekała (bała się, że biskup może nie uznać prawdziwości objawień i jej prośba stanie się przyczyną nowego prześladowania klasztoru), Maryja objawiła się 2 marca 1610 r. ze smutnym wyrazem twarzy. Powiedziała: „Czy nie rozumiesz, że jestem wszechwładną Królową i że dałam ci to polecenie, doskonale wiedząc o rzeczach, które cię niepokoją? Dlaczego wątpisz? Czego się boisz, skoro nie ma powodów do lęku?”. Obiecała, że otworzy serce biskupa na swą prośbę i że ten wyrazi zgodę, więcej, osobiście zaangażuje się w rzeźbienie figury.

Stało się, jak zapowiedziała Matka Najświętsza. Jedyne niezadowolenie, jakie usłyszała Marianna z ust księdza biskupa, dotyczyło odwlekania chwili przedłożenia mu prośby Matki Bożej.

Figurę podjął się wyrzeźbić niejaki Francesco de Castillo – artysta utalentowany i człowiek wielkiej cnoty i miłości do Maryi (na Jej cześć pościł surowo w każdą sobotę). Kiedy dzieło było niemal skończone, rzeźbiarz zdecydował się popłynąć do Europy po najlepsze farby, którymi chciał pokryć płaszcz i twarz Syna i Matki. Gdy wrócił, ze zdumieniem zawołał: „Ta wspaniała rzeźba nie jest moim dziełem! To dzieło aniołów, bo coś takiej natury nie może powstać na tej ziemi rękami śmiertelników”. Okazało się, że w nocy przed powrotem artysty aniołowie Michał, Gabriel i Rafael – wielcy czciciele swej Królowej – „dokończyli” rzeźbienia figury. Legenda to czy fakt? – tego nie wiemy. W każdym razie Francesco de Castillo napisał własnoręcznie dokument potwierdzający „nieziemskie piękno” figury. Podobnie uczynił biskup, który był zdumiony zmianą, jaka zaszła w rzeźbie.

OSTATNIE SŁOWA – PRZEZ MARIANNĘ DO NASZYCH SERC

Po poświęceniu figury i umieszczeniu jej na tronie opackim, rządy Królowej stały się namacalne. Wszystkie zakonnice były tam wysłuchiwane w swych potrzebach duszy i ciała, a każdy problem znajdował cudowne rozwiązanie. Pani Pomyślnego Rozwiązania nigdy nie zostawiła niewysłuchanych modlitw, które zakonnice przedstawiały u Jej stóp.

Opatka Marianna mogła już spokojnie odejść z tego świata. Rzeczywiście, Matka Najświętsza przybyła do niej i powiedziała: „Przygotuj swą duszę, by coraz pełniej oczyszczona mogła już wejść do radości swego Pana! Jeśli śmiertelnicy by wiedzieli, czym jest niebo i co znaczy posiąść Boga, jak inaczej by żyli! Nie oszczędziliby sobie żadnej ofiary, byleby tylko posiąść Pana!”.

Ale ludzie nie wiedzą, nie chcą wiedzieć… Są krótkowzroczni, sądząc, iż śmierć jest tak daleko od nich, że „jej nie ma” i liczy się tylko powodzenie na tym świecie.

W swym ostatnim objawieniu Maryja powiedziała słowa, które powrócą echem na początku XX w. – wieku wielkiego kryzysu wiary: „Córko moja, współczuj ze łzami twym nieroztropnym braciom i siostrom grzesznikom, błagając twego Boga i Odkupiciela, by zesłał ich duszom wiele specjalnych i skutecznych łask, na tyle potężnych, by były w stanie wyrwać ich z ciemnej otchłani, w którą spadają”.

Matka Boża obiecała, że obdarzy „swym powodzeniem” tych wszystkich, którzy będą się do Niej uciekać i będą umacniać nabożeństwo do Niej pod tym tytułem. Czy trzeba dodawać, że Jej obietnica sięga aż po dzień dzisiejszy?

źródło: Wincenty Łaszewski ŚWIAT MARYJNYCH OBJAWIEŃ 100 spotkań z nadprzyrodzonością Duchowy przewodnik po objawieniach Matki Bożej

Media