Matka Boża od trzech kłosów

Trois-Epis 1491

Dobrze znamy jeden z pięknych tekstów biblijnych mówiący o rozdrożach, na których Bóg stawia człowieka. „Spójrz, kładę przed tobą szczęście i nieszczęście…” (Pwt 30,15). Przesłanie tych słów jest czytelne dla każdego. Mamy dwie możliwości: możemy opowiedzieć się za Bogiem i Jego prawem lub odwrócić się do swego Stwórcy plecami. Jakby nasze życie było liniowe, jakby przez doczesność ścieliła się jedna tylko droga; kroczy nią każdy, pozostaje jedynie pytanie o obrany kierunek. Można iść ku niebu. Można iść ku piekłu. A znaki, które postawił na tej drodze jej Boski budowniczy, są opisane z obu stron. Kto idzie ku niebu, czyta słowa umocnienia, kto wędruje w dół drogi – ku przepaści piekła – ten widzi przestrogi i wezwania do nawrócenia. Co więcej, dla idących w każdym z tych kierunków Bóg raz po raz czyni ziemię ikoną nieba. W takich chwilach wędrówka w górę owocuje łaską i błogosławieństwem, schodzenie w dół klęską, chorobą, głodem. Znamienne, że twórcą tych ikon jest najczęściej Matka Najświętsza. Jak w Alzacji w 1491 r.

Oto jedna z dawnych, świętych historii, które przez wiele lat przekazywano z pokolenia na pokolenie. Znamy je z archiwów wioski d’Orbey, które dziś przechowywane są w muzeum w Colmar. Wśród nich znajduje się stary iluminowany manuskrypt z opactwa d’Orbey, datowany na rok 1655, niosący tytuł: Księga cudów, a zawierający opis pięknego objawienia Maryi.

DĄB UMARŁEGO

Wszystko zaczęło się pod koniec kwietnia 1491 r. Pewien biedak z okolic Colmaru wędrował drogą w poszukiwaniu ziół leczniczych, które sprzedawał później okolicznym aptekarzom. Człowiek ten, który nie był już młody, strudzony wędrówką usiadł pod przydrożnym dębem rosnącym na niewielkim wzniesieniu. Z miejsca, w którym odpoczywał, rozpościerał się wspaniały widok na dolinę Munster. Nie wiemy, czy pozostawał tam długo, faktem jednak jest, że kiedy wstał, został śmiertelnie ukąszony w nogę przez węża. Na próżno wzywał pomocy – nikt nie słyszał go na tym odludziu. Nazajutrz znaleziono go martwego i zgodnie z panującym wówczas obyczajem w miejscu jego zgonu umieszczono krzyż, który miał przypominać przechodzącym o nieszczęśniku i kazać westchnąć do Boga o spokój dla jego duszy. Drzewo zaczęto nazywać „dębem umarłego”.

Takie jest preludium naszej opowieści. Kilka dni po tych wydarzeniach zaczyna się właściwa historia.

SPOTKANIE NA MODLITWIE

Był dzień 3 maja. Kowal Teodor Schoeré wędrował ze swej rodzinnej wsi d’Orbey do miasteczka d’Ammerschwihr, by zakupić worek pszenicy. Ponieważ był to człowiek pobożny, więc gdy mijał dąb, na którym wisiał krucyfiks, zatrzymał się, by uklęknąć i pomodlić się za duszę niedawno zmarłego biedaka. Przez dłuższą chwilę adorował ukrzyżowanego Zbawiciela, a człowiek ten musiał mieć duszę mistyczną, bo źródła podają, iż nie tylko czynił to w głębokim uniżeniu, ale i z głęboką żarliwością i wzruszeniem duszy. Gdy jego wzruszenie sięgnęło szczytu, ukazała mu się Matka Boża. W jednym ze źródeł czytamy, że „kiedy [kowal] się modlił, w momencie największego wzruszenia ukazała mu się Matka Zbawiciela jaśniejąca pięknością godną Jej osoby”.

Wprawdzie czytamy o wzruszeniu, jakie przeżywał rozmodlony Teodor, ale to widzenie wcale nie było owocem szczególnej egzaltacji – takiego pobudzenia umysłu, że wytwory wyobraźni mogą nabierać pozorów realnych postaci. W przypadku naszego kowala możemy raczej mówić o wybraniu przez Matkę Najświętszą duszy mistycznej. Może nawet mamy prawo powiedzieć nieco więcej: Maryja chciała zwrócić naszą uwagę na znaczenie modlitwy i adoracji. Otwierają one serce na Boga, pozwalają usłyszeć Jego głos, umożliwiają właściwe rozeznanie dobra i zła. Okazuje się, że po latach intensywnego życia duchowego ludzkie serce jest już tak szeroko otwarte, iż każde codzienne wydarzenie staje się namacalnym spotkaniem z nadprzyrodzonością. Taki człowiek nie potrzebuje objawień ani żadnych szczególnych wizji. On daje się prowadzić Bogu na co dzień. Bywa jednak, że w jego życie wkracza objawienie – jako coś oczywistego i logicznego. Dla takiego człowieka jest to już tylko misterium fascinosum – misterium fascynujące, nigdy tremendum – budzące strach. Tajemnica, w którą wchodzi, fascynuje i pociąga, budzi radość i olśnienie. Nigdy nie przestrasza.

Nie jest to reguła. Czasem Maryja pojawia się ludziom podczas modlitwy, innym razem odrywa ich od codziennych zajęć albo ukazuje się we śnie, jeszcze kiedy indziej wkracza w sytuacje, w których zdawałoby się, że nie ma miejsca dla Boga. Wprawdzie zazwyczaj staje na drodze tych, którzy idą w kierunku nieba, ale bywa też, że zagradza swoją osobą drogę w dół, ku piekłu. Jakkolwiek by patrzeć, w przypadku objawienia w XV-wiecznej Alzacji mamy do czynienia z sytuacją modelową. Widzimy zwykłego człowieka, osobę świecką, zajętego swoją pracą, ale umiejącego znajdować w niej chwile na adorowanie Boga. Człowiek ten idzie przez życie w kierunku nadprzyrodzoności i raz po raz potrafi odkrywać ją w swoim sercu na modlitwie. Jest dojrzały duchowo. Tylko tyle. Ale to już Matce Bożej wystarcza, by dać mu znak, który potrafi dostrzec, odczytać i zastosować.

Kowal jest więc nam bliski, może być dla nas wzorem otwarcia się na niespodziewane.

DLACZEGO TEODOR?

Być może krzyż z Pasyjką wiszący na dębie mógł stać się źródłem łaski objawienia dla wielu innych ludzi. Być może mamy do czynienia z objawieniem, które nie było imienne – skierowane do wybranej osoby, lecz poniekąd czekało na kogoś, kto będzie wystarczająco przygotowany, by je zobaczyć i zrozumieć. Może mogło się dokonać już wcześniej, ale przechodzący tamtędy ludzie nie otwierali się wystarczająco szeroko na nadprzyrodzoność obecną w znaku umęczonego Jezusa. Kowal umiał spojrzeć poza prymitywną rzeźbę i dostrzec poprzez nią prawdę o Krzyżu. Nie kierował się kryteriami estetyki. Nie myślał o wizerunku Jezusa, że jest ładny, ale że jest święty. Było też w nim chrześcijańskie współczucie dla tego, kto kilka dni wcześniej zmarł tu w męczarniach – samotny, bez kapłana, bez pomocnej duszy. Teraz on niósł mu swą modlitewną pomoc.

To mu wystarczało, by uklęknąć i wpaść w nurt kontemplacji. Po chwili doznał łaski spotkania z Maryją.

PRZEZ JEZUSA DO MARYI

Przed Teodorem stanęła Najświętsza Maryja Panna.

Zwróćmy uwagę na ciekawy fakt: kowal modli się do Jezusa wiszącego na krzyżu, a ukazuje mu się nie Zbawiciel, ale Jego Matka. Jakby Pan sam wypełniał swój testament i dał Schoeremu za matkę swoją Matkę.

Jest też inne wytłumaczenie, równie piękne. Przypomnijmy sobie, jak Ojciec Święty Jan Paweł II zrównoważył hasło: „Przez Maryję do Jezusa” zawołaniem: „Przez Jezusa do Maryi”. Objawienie alzackie potwierdza genialną myśl Papieża.

Tradycja przekazuje, że Matka Najświętsza, która ukazała się Teodorowi, była niezwykle piękna. Kanonik Jean Ruyr odtwarzający na początku XVII w. tamte wydarzenia w Poszukiwaniach świętych tradycji w Wogezach, ujął to niezwykle trafnie: „Jak jego napełniła głębokim szacunkiem, tak mnie okryłaby wstydem, gdybym próbował Ją opisać”. Podobne doświadczenie było udziałem wielu wizjonerów. Zawaha się pióro św. Katarzyny Labouré, kiedy przyjdzie jej opisać piękno Maryi z Cudownego Medalika. Matka Najświętsza, która należy do tajemnicy naszej wiary, wpisuje się w „regułę milczenia” obowiązującą przy świętym misterium. Misterium naszej wiary to tajemnica, przed którą należy uklęknąć, to świetlana rzeczywistość, przed którą cofają się z lękiem nasze zmysły. Nie da się nazwać tego, co znajduje się w kręgu Boga, a tym samym jak On sam jest nienazwane. „Nie ten najlepiej kocha, kto rozumie” – pisał Czesław Miłosz. I to niechaj nam wystarczy. Matka Najświętsza to Matka Najpiękniejsza. Wiemy aż tyle.

KŁOSY I SOPEL LODU

Piękna Madonna, która ukazała się kowalowi, była owinięta w biały przezroczysty welon i trzymała w dłoniach kłosy i sopel lodu. Trzy kłosy symbolizują dobro, jakie ma stać się udziałem ludzi: najpierw okolicznych mieszkańców, a potem wszystkich pielgrzymów przybywających z najdalszych zakątków Francji. Sopel lodu jest zwiastunem kary.

Matka Najświętsza ogłasza: „Powstań, dzielny człowieku. Spójrz na te kłosy. Są one symbolem obfitości dobrych żniw, będących nagrodą dla tych, którzy okażą się cnotliwi, szczodrzy i dobrzy w kręgu wiernych chrześcijan. Co się tyczy sopla, oznacza on grad, mróz, powódź, głód i cały orszak nieszczęść i zła, jaki spotka niewierzących za ich ciężkie grzechy wymierzone przeciw Bożemu Miłosierdziu”. 

Dwie drogi… Maryja staje na rozstaju człowieczych dróg i jak drogowskaz wskazuje dwa kierunki. Cisną się na usta słowa z Księgo Powtórzonego Prawa: „Spójrz. Oto kładę dziś przed tobą szczęście i nieszczęście…”.

Tego drogowskazu, który na naszym szlaku postawił Bóg, nie można zinterpretować fałszywie. Wybory, jakich przed nim dokonujemy, są jednoznaczne. Oto bowiem Maryja, która sama wyjaśniła znaczenie trzymanych w rękach symboli, przynagla kowala do czynu. Mówi: „Podążaj co tchu do Mariville, ogłoś mieszkańcom, że mają zrobić całkowity rachunek sumienia, zetrzeć popełnione w przeszłości grzechy przez pojednanie się z Bogiem i tymi znakami miłosiernie przestrzec swoich sąsiadów. Niech odprawią publiczne modły, wzywają miłosierdzia i wypełnią obowiązek zaprowadzenia sprawiedliwości Bożej”.

ABECADŁO NAWRÓCENIA

Matka Najświętsza ukazuje punkt po punkcie drogę prawdziwego nawrócenia. Najpierw i przede wszystkim konieczny jest szczery i dokładny rachunek sumienia, by poznać zło, które się popełniło. I by zrozumieć swoją słabość. Następnie trzeba pojednać się z Bogiem i rozpocząć nowe życie, w którym nie ma już miejsca na zło przeszłości. To najlepszy sposób – mówi Wysłanniczka z nieba – by skutecznie apostołować w najbliższym otoczeniu. Nie słowami, lecz świadectwem życia. Maryja poleca jeszcze, by indywidualne nawrócena, które dokonują się w sercach poszczególnych ludzi, przełożyć na świadectwo wspólnoty. Świadectwo ma być podwójne: z jednej strony ma uderzać w niebo publicznymi modlitwami, z drugiej – uderzać w grzeszne struktury życia społecznego poprzez zaprowadzanie Bożej sprawiedliwości.

Okazuje się, że ostatecznie maryjność ma swe przełożenie na życie społeczne. Nie dziwi to nikogo, kto choć raz świadomie śpiewał Magnificat. Wszak pieśń Maryi jest wielką kartą przemian społecznych!

NAMACALNE SKUTKI GRZECHU

Wezwanie do nawrócenia nie zamyka przesłania z Alzacji. Matka Najświętsza mówi dalej: „Powiedz im, że jeśli tego nie uczynią, to nieuchronnie spotka ich nieszczęście, nie zbiorą owoców z drzew, nie będzie żniw”. 

Trudno o jaśniejsze sformułowanie. Matka Boża ostrzega przed konsekwencjami grzechu, które nie ograniczają się do samego wymiaru duchowego i kary wymierzanej w wieczności. Ponieważ rzeczywistość stworzona przez Boga jest jedna (choć wielowymiarowa), skutki grzechu ujawniają się również na płaszczyźnie jak najbardziej ziemskiej, codziennej, doczesnej. (To samo rozumowanie pojawi się w 1848 r. w objawieniu w La Salette, gdzie także będzie mowa o klęskach nieurodzaju jako o skutku grzechów).

Czy to ostanie zdanie wypowiedziane przez Matkę Najświętszą? Nie, bowiem pobożny kowal, przerażony zleconą mu misją, pyta: „Jakże mi uwierzą w taką nowinę?”. Maryja odpowiada tajemniczo: „Dzięki znakom, które mam w rękach, uwierzą w prawdziwość twoich słów”. Słowa te można interpretować dwojako. Po pierwsze, Maryja obiecuje dokonać cudu, który wiąże się z symbolami trzymanymi w dłoniach. Po drugie, prawdziwość słów potwierdzą owoce nawrócenia – obfite zbiory albo skutki dalszego wędrowania droga grzechu – nieurodzaj i głód. Ta druga interpretacja jest niestety najczęściej spotykana w naszej historii. Ludzie przekonują się o prawdziwości słów Matki Najświętszej dopiero wtedy, gdy lekceważąc Jej apele, ściągają na siebie zapowiedziana karę. A przecież właśnie przed nią Maryjne objawienia miały ochronić!

JAKBY NIGDY NIC

„Jakby nigdy nic”. Tak można by scharakteryzować postawę Teodora, kiedy dotarł do miasteczka. Biegł do Mariville co tchu, ale przez całą drogę zastanawiał się, „czy powinien zwierzyć się komuś z objawień, czy trzymać je w tajemnicy. W końcu – pisze dalej kanonik – dał się pokonać niecnemu wstydowi i postanowił, wbrew rozsądkowi, niczego po sobie nie pokazać”.

Z innego dokumentu wiemy, że Schoeré bał się, że straci dobrą reputację, którą zdobył w mieście…

Ale Maryja nie rezygnuje. Tak tu, jak w wielu innych objawieniach, interweniuje raz jeszcze, by zmusić wizjonera do posłuszeństwa. Stawka jest zbyt wysoka, by wycofać się do komnat niebieskich. „Matka – pisze kanonik Ruyr – nigdy nie zapomina o swej miłości do nas i zawsze pragnie nam czynić dobrze”. Dlatego przypomina kowalowi o jego misji, a posługuje się w tym celu prostym cudem.

Otóż kowal zakupił pszenicę. Kiedy ten tęgi chłop chciał załadować worek na wóz, okazało się, że nie może go ruszyć z miejsca. Pewnie pomyślał najpierw, że źle chwycił, potem, że dziwnie osłabł. Jeszcze nie przyszło mu na myśl, że na worku ze zbożem postawiła swą stopę Matka Najświętsza. Próbował wiele razy dźwignąć ów ciężar, w końcu zawezwał kogoś na pomoc. Chwytają razem, wytężają ramiona – wszystko na próżno. Worek stoi nieruchomo jak skała. Ci, którzy to widzą, dziwią się i przyłączają do pomocy. Na próżno. Ludzie zaczynają przebąkiwać, że to bardzo dziwne, że to jakiś cud, a może nawet podejrzana sprawka diabła. Pada oskarżenie wobec kowala, że być może uprawia czary i jest sługą szatana.

OBUDZONY, OBUDZENI

Sytuacja zaczyna wymykać się spod kontroli. Ale dla Teodora to wszystko dzieje się gdzieś daleko. Stoi zapatrzony w głąb siebie, jakby poza czasem, jakby zanurzony w kontemplację. Kogo? Boga? A może szatana?

W tej chwili, która była iskrą wieczności, kowal jak uderzony piorunem zrozumiał wszystko. Jasna stała się dla niego sekwencja dziwnych zdarzeń: przypomniał sobie o Matce Bożej i Jej przesłaniu ogłoszonym w górach.

Wznosi oczy i ręce ku niebu i woła: „O Matko wielkiej dobroci, Ucieczko grzeszników! Zgrzeszyłem – wyznaję to ja, nieszczęsny – i tym ściągnąłem na siebie słuszną karę Twoją i Twojego Syna. Przebacz mi, Matko dobroci, przebacz skruszonemu grzesznikowi”. Po czym prosi, by wezwać duchownych i rajców, by im opowiedzieć o cudownym objawieniu.

Wszyscy są poruszeni. Przekonało ich słowo kowala wsparte namacalnym znakiem z nieba. Organizują procesję, tłumy zbierają się na miejscu objawienia, ludzie decydują się wprowadzić w życie wezwania Pięknej Madonny spod „dębu umarłego”.

I cóż się stało? Kronikarz tamtych wydarzeń zanotował: „Ci, którzy żałując za grzechy, zwrócili się do Najświętszej Maryi Panny, otrzymali obfite błogosławieństwo. Ziemia hojnie dla nich zaowocowała, chorzy odzyskali zdrowie. Natomiast ci, którzy odrzucili głos z nieba, nie dość, że zostali ukarani różnymi chorobami, to jeszcze dodatkowo ich pola nie wydały plonów i nie mieli żadnych zbiorów.”

Najpierw wzniesiono tam kaplicę drewnianą, niebawem powstała kaplica zbudowana z kamienia, przy której zamieszkał pustelnik.

Przez żyjącego przed wiekami kowala Maryja zaprasza dziś nas do wybierania prawej drogi – drogi życia i odrzucenia tej, która prowadzi ku śmierci.

źródło: Wincenty Łaszewski ŚWIAT MARYJNYCH OBJAWIEŃ 100 spotkań z nadprzyrodzonością Duchowy przewodnik po objawieniach Matki Bożej

Adres

Nasz Adres:

Eglise Notre Dame de l'Annonciation, les trois épis