Schronienie i Droga

Siostra Łucja 1920

Łucja dos Santos urodziła się 22 marca 1907 r. w wiejskiej chacie w miejscowości Aljustrel, leżącej ok. 100 km od stolicy Portugalii, Lizbony. Rodzinny dom był miejscem przygotowującym Łucję do tego, do czego niebawem przeznaczył ją Pan. A misja jej była długa – trwała 90 lat, od orędzia przekazanego przez Anioła po ostatnie objawienie – spotkanie z Maryją Matką Dobrej Śmierci w 2005 r.

Nie będziemy tu przypominać jej biografii, bo jest ona dobrze znana. Dziś skorzystajmy z okazji, by rzucić na jej życie kilka strumieni światła, odsłaniających to, co dotychczas było przed nami zakryte. Ograniczymy się do ich ukazania, oglądane przez nas zdarzenia nie potrzebują chyba komentarza.

MISTYCZNA ADOPCJA

W 1920 r. Łucja dostępuje łaski nadzwyczajnej. Objawia się jej Matka Najświętsza, która ogłasza, że przyjmuje ją za swoją córkę. Znamy kilka przypadków wybrania ludzi na „mistycznych oblubieńców Maryi”, ale historia Kościoła zna chyba tylko jedną „mistyczną adopcję”. To niezwykły rys duchowości Łucji.

Rozpoczyna się życie pełne głębokiego zjednoczenia z Maryją, w nieustannym kontakcie z niebieską Matką. Łucja otrzymuje od Niej nieustannie rady i pouczenia, które co chwila ujawniają się w jej wspomnieniach i korespondencji. W liście z 9 stycznia 1940 r. pisze: „Niepokalane Serce Maryi jest moją ucieczką, przede wszystkim w bardzo trudnych chwilach. Tam czuję się bezpieczna. Ta pewność [opieki Maryi] tak mnie pociesza i raduje. W nim znajduję pociechę i siłę”. 

Przyda się ta siła i umocnienie, ta matczyna opieka. Na progu życia zakonnego Łucja otrzymuje dwa objawienia, które będą dla niej zadaniem na następne lata życia. Nieustanna opieka Niepokalanego Serca, obiecana w Fatimie i wyrażona w duchowej adopcji, nie kończy się z objawieniem w 1925 r. w Pontevedra (dotyczyło nabożeństwa pierwszych sobót) i w Tuy w 1929 r. (dotyczyło poświęcenia Rosji). Łucja ma nieustanne objawienia. W ostatnim – karmelitańskim – okresie życia Matka Najświętsza objawia się jej za pośrednictwem swej fatimskiej figury, która okazjonalnie płakała też ludzkimi łzami…

Pytamy: Jak wygląda życie kogoś, komu do Matki Najświętszej bliżej niż do najbliższego otoczenia? Odpowiedź zaskakuje…

DŁUGIE ŻYCIE

Siostra Łucja żyła długo, bo 98 lat. Pół roku przed swym odejściem do nieba śmiała się, że Maryja obiecała, iż wizjonerka pozostanie na ziemi tylko „przez pewien czas”. Wyglądało na to, że nie będzie musiała żyć tak długo, żeby przekroczyć aż próg nowego tysiąclecia. Przecież „niedługo” skierowane do pozostałej dwójki wizjonerów, Hiacynty i Franciszka, okazało się krótką chwilą – kuzyni Łucji umarli w ciągu trzech najbliższych lat. Tymczasem „pewien czas” dany Łucji oznaczał blisko dziewięćdziesiąt lat! Tak opornie przyjmował świat orędzie z Fatimy, że Maryja musiała rozciągnąć życie swojej wybranki… A ona do końca pozostała wierna swej trudnej misji, czerpiąc do tego moc z Eucharystii.

Sama podkreślała, że jej życie zostało powiązane z tym wielkim sakramentem. Przyszła na świat tuż po tym, jak jej matka przyjęła Komunię świętą. Z radością powtarzała, że zanim się urodziła, pierwszy raz przystąpiła do stołu eucharystycznego. Tak „eucharystycznie” rozpoczęło się niezwykłe życie człowieka wybranego na świadka mocy Maryi. Potem została wybrana przez niebo na wizjonerkę objawień fatimskich, w których centrum stoi Eucharystia! Na koniec zmarła w Roku Eucharystii!… Może to ważny wątek dla naszej refleksji nad wypełnianiem przez nas fatimskiego orędzia.

Podobnie jak ten drugi, oczywisty: Maryjny. Zresztą i tu samo niebo dawało znaki. Cela, jaką otrzymała w Coimbra była poświęcona Niepokalanemu Sercu Maryi. Habit karmelitański, przez który upodobniła się do Matki Bożej Fatimskiej z ostatniego objawienia, przyjęła 13 maja 1948 r…

Jaka była? To był zwykły człowiek. Zwykły na zewnątrz, niezwykły w ukryciu serca. Jak głosi motto Karmelu: „Na zewnątrz jak każdy inny, w środku jak nikt inny!” Współsiostry wspominają: „Mogłaby myśleć, że skoro niebo udzieliło jej tylu nadzwyczajnych doświadczeń, nie powinna żyć zwykłym życiem, lecz znajdować się na innej orbicie. Nic w tym rodzaju!”.

Była świętą, ale świętą prawdziwą. Miała swój charakter, własną osobowość. Nie była bezwolna – choć posłuszna. Błyszczała dowcipem, była pełna wigoru, głośno się śmiała, lubiła śpiewać i opowiadać historie z dzieciństwa. Im bliżej dnia odejścia, tym była radośniejsza: „Pod koniec życia jej serce stało się lekkie” – wspominają karmelitanki z Coimbra. Miała pamięć tak świetną, że niektórzy nazywali ją fotograficzną. Pod koniec życia ta cecha dotyczyła tylko objawień, resztę zaczynał pokrywać mrok starości: „Gdy w grę wchodziły orędzia z nieba, jej pamięć była doskonała jak zawsze”.

Miała się za nic. „Kiedy przychodzili do niej najwięksi ludzie tego świata i najważniejsze osobistości Kościoła, powtarzała: «To z powodu Matki Najświętszej». Rozmawiała z kardynałami i książętami z tą samą prostotą i naturalnością, z jaką gawędziła z naszym ogrodnikiem…” „Wszystko dla niej wydawało się proste – była uosobieniem prostoty – była w pełni czysta.”

Taka była od zawsze. To rodzice nauczyli ją spoglądać na świat oczami Boga, przed którym wszyscy są równi i dla którego każdy jest tym jedynym, najważniejszym. Gdy Siostra Łucja spotkała bliźniego, traktowała go zawsze jak kogoś wyjątkowego, najważniejszego na świecie. Dawała mu całą miłość, którą Bóg umieścił w jej sercu.

PROSTOTA I ODWAGA

Była zwyczajna, szczera, nie było w niej fałszu, dwulicowości, jakiejkolwiek pozy. Ilustrują to wspomnienia przełożonej z Coimbra.

Tuż po objawieniach, kiedy Siostra Łucja mieszkała w Porto, ustrojono ją dla gości (biskupa Leirii i słynnego kanonika Formigao) w gorset i najmodniejsze szaty. Wspominając tamto zdarzenie, mówiła, że czuła się jak Dawid, którego Saul odział w swą zbroję: „Nie mógł się poruszyć” (1 Sm 17,39). Łucja siedziała przy stole i czuła się coraz gorzej. Nie mogła oddychać, nie mówiąc już o jedzeniu. W swej prostocie wstała w milczeniu od stołu, wyszła z salonu, by za kilka minut pojawić się… w swoim własnym ubraniu. Przełożona z Coimbra przypomina sobie: „Zajęła miejsce przy stole jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie, teraz gotowa, by jeść.” 

Kiedy w szkole w Porto wybuchła grypa i wiele dziewcząt mogło umrzeć, zdecydowano, by wszystkie chore uczennice zostały namaszczone. Jedna z nich, Miquelina, nie chciała, bała się bowiem, że tym samym potwierdzi gotowość na śmierć, a chciała żyć. Ona jedna umarła. Kiedy jej matka przyjechała na pogrzeb, zapytana przez Łucję o powód płaczu powiedziała, że poza bólem po stracie dziecka, nie ma pieniędzy na powrót do domu. Łucja „zdjęła z uszu duże pierścienie (tak je opisywała), jakie przywiozła z domu i dała kobiecie, polecając, by spieniężyła je u jubilera”…

Uwielbiała jazdę konną. Jeszcze jako uczennica w Porto „wybrała najsilniejszego konia i popędziła na nim galopem, podczas gdy jej przyjaciółka przerażona wołała: «Uważaj, byś nie upadła». Popędziwszy na szczyt wzgórza zawróciła, by znaleźć przyjaciółkę niemal w tym samym miejscu, zawołała ją i znów puściła się galopem”.

Podczas wojny domowej w Hiszpanii mieszkała w tym kraju, w domu zajętym przez garnizon wojskowy. „To ona wlewała odwagę w serca swoich towarzyszek. Jej serce zdawało się nieodstępne dla lęku.” Wychodziła do ogrodu, raz nawet pojechała samochodem pełnym żołnierzy do Madrytu, by odwiedzić współsiostry. „Podczas podróży siostra Maria das Dores (czyli Łucja) zachęciła wszystkich żołnierzy do śpiewania Rosario da Aurora (Zorza różańcowa), co przyciągnęło mnóstwo ludzi, przestraszonych, ale zaciekawionych, do okien, by ujrzeć, co się dzieje. W tamtych czasach była to rzecz zdumiewająca.”

Mieszkając w Vila Nova de Gaia, prowadziła wychowanki na spacery. Po drugiej stronie ulicy szli naigrawający się z nich chłopcy, śpiewając: „Siostry Miłosierdzia, pum, pum, pum. Żyją w żółtym domu, pum, pum, pum!”. „Pewnego dnia Siostra Łucja zamieniła się miejscami z inną siostrą, tak że znalazła się po tej samej stronie co chłopcy. Kiedy gromada się zbliżyła, złapała jednego z nich i zaczęła walić w niego jak w bęben w rytm muzyki, którą śpiewali. To był koniec zabawy! Potem, ilekroć chłopcy się zbliżali, by zacząć, a któryś z nich ujrzał siostrę, która otrzepała ich z kurzu, ostrzegał swych kumpli, mówiąc: «Nie, nie te»”.

Miała odwagę, ale potrafiła też żartować. Potrafiła wygonić z kuchni nowicjuszki, posługując się drewnianą łyżką, kiedy te próbowały, przebrane za profeski, podejrzeć przygotowywane przez Siostrę Łucję niespodzianki. 

Kiedyś, jeszcze jako uczennica w Porto, będąc na spacerze, „spotkała jakichś ludzi idących w stronę klasztoru. Zapytali ją, jak się dostać do klasztoru w którym żyje wizjonerka z Fatimy. Grzecznie pokazała drogę, dodając, że o tej porze wizjonerki może nie być w domu. Mając nadzieję, że spotkają ją może gdzieś na ulicy, zapytali, jak wizjonerka wygląda. «Mniej więcej tak jak ja» – odpowiedziała i ruszyła dalej”.

Nie ustępowała w rozmowach. Kiedyś specjalnemu wysłannikowi Stolicy Apostolskiej oświadczyła: „Nie mam zamiaru się spowiadać”. To kard. Bertone zadał jej pytanie, na które jej zdaniem nie musiała odpowiadać.

Kiedyś pewien teolog powiedział do niej: „Nie wydaje mi się, by Anioł mógł odmawiać modlitwę do Trójcy Przenajświętszej”. Siostra Łucja ma to: „Nie wiem, czy Anioł był teologiem, czy nie, ale wiem, że tę modlitwę odmawiał”.

Nie była bezwolna. Kiedy opuszczała doroteuszki i zaproponowano jej Karmel w Oporto lub w Fatimie, ona odrzuciła obie propozycje, miasta te były zbyt blisko klasztoru, w którym dotąd mieszkała i miejsca rodzinnego. Zgodziła się na Coimbra, „która była w połowie drogi”.

MARZENIA I POSŁUSZEŃSTWO

Była ciekawa świata, otwarta na nowości. Już licząc ponad 70 lat, zaczęła się uczyć pisania na elektrycznej maszynie „i nie miała kłopotów z nauczeniem się”.

Miała marzenia. Zawsze chciała wstąpić do Karmelu, ale w tamtych czasach w Portugalii pozostały tylko „użyteczne” zgromadzenia, jak doroteuszki, u których uczyła się w szkole w Porto. „Nosiła się nawet z myślą nauczenia się francuskiego, by wstąpić do klasztoru w Lisieux! Ale w tamtych czasach nie było łatwo uczyć się języków!”.

Chciała zostać misjonarką w Afryce. Ponieważ było to niemożliwe, ewangelizowała Czarny Kontynent w inny sposób. Robiła dla misjonarzy setki, tysiące różańców, które na jej prośbę wysyłano do Afryki. Robiła je w każdej wolnej chwili, z wielką gorliwością i dbałością. W listach wiele razy dopominała się o lepszy drut, by jej różańce były mocniejsze. 

Przy okazji dowiadujemy się, że była praktyczna i nie znosiła źle wykonanej pracy. Siostry, które w Karmelu uczyły się od niej wyrabiania różańców, rzadko zasługiwały u niej na pochwałę.

Obowiązki wypełniała „dokładnie i pilnie”. Ale szczególnie angażowało ją wypełnianie misji z nieba. „Czyniła wszystko, by wypełnić żądanie Maryi. Generał zakonu karmelitańskiego wspomina: „Nie zaznała spokoju, dopóki nie wciągnęła mnie w swoje zadanie głoszenia przesłania Najświętszej Maryi Panny”. Angażowała się w służbę orędzia z radością: „Wszystko, co dotyczyło poznawania orędzia, sprawiało jej przyjemność”.

Przede wszystkim była posłuszna. Jej sekret to posłuszeństwo woli Bożej. Było ono tak głębokie, że ojciec Luis Kondor myślał nawet o nakręceniu filmu, którego byłoby jedynym tematem. 

 Jej postawę wyraża list z 10 października 1943 r.: „Niech się dzieje Jego wola. Nie proszę Go o zdrowie ani o chorobę, o życie ani o śmierć. Niech ześle mi to, co się Mu najbardziej podoba. On wie, w jaki sposób sprawię Mu najwięcej radości i oddam najwięcej chwały. To jedyna rzecz, o której myślę…”

Wolę Bożą widziała w życzeniach swych przełożonych. Kiedy zdawało się jej, że to, czego domaga się Kościół, nie zgadza się z tym, czego żądał Bóg, oddawała się modlitwie. Wiemy, że Bóg udzielał jej przez Maryję odpowiedzi, czasem poprzez objawienia. Tak było na przykład 2 stycznia 1944 r., kiedy wizjonerka leżała chora w infirmerii, a Matka Najświętsza ukazała się jej „na ścianie naprzeciwko korytarza, który łączy pokoje matki Meirelas i matki Cabral”. Wówczas ukazała się po to, by potwierdzić, że nasz Świadek Fatimy powinien spisać trzeci sekret.

HISTORIA MIŁOŚCI

Siostra Łucja. Człowiek, którego wybrał Bóg na świadka i apostoła Niepokalanego Serca Maryi. Człowiek prostoty, ukrytej świętości, odwagi i posłuszeństwa. „Jak wiele łask otrzymał świat przez jej ofiarę i modlitwę?” – pyta przełożona Karmelu. Nikt tego nie wie, choć jest ich z pewnością więcej, niż potrafi je ogarnąć nasz rozum. A życie największego Świadka Fatimy? Jak je zdefiniować? Wystarczą dwa słowa. „Historia miłości”.

źródło: Wincenty Łaszewski ŚWIAT MARYJNYCH OBJAWIEŃ 100 spotkań z nadprzyrodzonością Duchowy przewodnik po objawieniach Matki Bożej

Warto przeczytać

Siostra Łucja i Polska http://www.smbf.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=178&Itemid=711

Kalendarium życia https://www.karmel.pl/sluzebnica-boza-siostra-lucja-od-jezusa-lucia-dos-santos-1907-2005/

Media

Adres

Nasz Adres:

Santuário de Fátima, 2495-401 Fátima, Portugalia