Madonna z jabłkiem w dłoni

Kolonia 1160

Przenosimy się w głąb XIII stulecia, w czasy, kiedy żył jeden ze szczególnych wybrańców Matki Najświętszej, święty Herman Józef. Zaliczamy go do grona zaledwie kilku wielkich postaci Kościoła, które Matka Najświętsza wyniosła do godności swoich przyjaciół, więcej, mistycznych oblubieńców. Zachował się opis duchowych zaślubin tego świętego z Maryją: „Razu pewnego Maryja ukazała się mu się z Dzieciątkiem Jezus, a podając mu pierścień, mówiła: «Mój Hermanie! Ponieważ cześć twoja dla mnie i życie twoje niewinne tyle ma podobieństwa do życia Oblubieńca mego, niepokalanego Józefa, przeto życzę sobie, żebyś pozostał zawsze mi wiernym i przybrał drugie jeszcze imię, Józef»”.

Dodajmy, że mistyczne zaślubiny były też udziałem jednego z największych popularyzatorów różańca, bł. Alana de Rupe, któremu w 1464 r. Maryja również wręczyła swój mistyczny pierścień. Wśród tych, którzy dostąpili podobnej łaski, znalazł się też XVII–wieczny czciciel Maryi, św. Jan Eudes, najważniejsza postać w historii kultu Niepokalanego Serca. „Oblubieńcem” Matki Najświętszej jest także inny święty (nie wątpimy o jego świętości, choć oficjalnie nie został kanonizowany). Chodzi o Jana Jakuba Oliera – kierownika duchowego św. Wincentego à Paulo, wychowawcę kapłanów i założyciela wspólnoty kapłańskiej z Saint-Sulpice. „Ten mąż pełen pobożności i zasług – czytamy o nim w dokumentach – uznawał na każdym kroku zależność swą od Maryi. Do Niej zwracał się ciągle po radę, światło i pociechę. Gdy się zabierał do jakiejkolwiek pracy lub nauki, odmawiał najpierw Zdrowaś Maryja”. Jest wreszcie Wincenty Pallotti – wielka postać XIX w. – założyciel pallotynów.

Na tej niezwykłej liście Herman zajmuje pierwsze miejsce, on pierwszy bowiem dostąpił łaski mistycznych zaślubin z Maryją. Na ten największy dla czciciela Matki Bożej przywilej pracował ten człowiek całe życie. Skąd o tym wiemy, skoro o tym świętym tak niewiele nam wiadomo?

MODLITWA PRZED SZKOŁĄ

Historia odnotowała niewiele zdarzeń związanych z Hermanem, to jednak, co otrzymaliśmy od niej w darze, wystarcza nam w zupełności. Wiemy na przykład o objawieniu, które ten wielki święty miał jeszcze jako dziecko. Pewnego zimowego ranka mały mieszkaniec Kolonii wstąpił na chwilę, jak to miał codziennie w zwyczaju, do kościoła św. Maryi na Kapitolu znajdującego się na drodze do jego szkoły. Jak zawsze ukląkł przed figurą Matki Najświętszej i zaczął się do Niej modlić. Zwykle po prostu z Nią rozmawiał i wychwalał Ją znanymi na pamięć modlitwami. Tym razem było inaczej: mały Herman miał do Matki Bożej prośbę. Chłopiec potrzebował nowej pary butów, stare rozsypywały się na jego nogach, było mu zimno i mokro. Poprosił o nie Maryję, po czym pobiegł dalej, by zdążyć na lekcje w szkole.

Hermana wcale nie zdziwiło, że Maryja wysłuchała jego prośby. Jeszcze tego samego dnia matka chłopca ni stąd, ni zowąd znalazła pod luźną deską podłogową kilka monet i postanowiła, że znalezione pieniądze przeznaczy na zakup obuwia dla swego dziecka. Nazajutrz Herman przybiegł do Madonny, by podziękować Jej za okazaną łaskę. Chciał Jej coś ofiarować, ale był zbyt ubogi, by zapalić dla Niej choćby świeczkę czy obsypać kwiatami. Miał jednak w kieszeni piękne jabłko, które matka dała mu na posiłek w szkole. Postanowił więc ofiarować je Maryi, by Ona z kolei dała je swemu Dziecięciu. Ale Herman był mały i nie mógł dosięgnąć do rąk Matki Bożej. Wspiął się na palce, wyciągnął w górę rączki – na próżno. Wówczas stała się rzecz niezwykła. Kiedy chłopiec próbował sięgnąć rąk Matki Najświętszej, Ta pochyliła się ku niemu i rozprostowała dłoń, by Herman mógł w nią złożyć swój ofiarowany z serca dar. Ludzie, którzy weszli później do kościoła, ujrzeli pochyloną figurę Maryi z jabłkiem w dłoni. Nie mogli się nadziwić, widząc, że drewniana Madonna zmieniła postawę. Tymczasem dla samego Hermana „cud” Matki Bożej nie był niczym niezwykłym. Maryja była dla niego tak rzeczywista, że był on pewien nie tylko wysłuchania jego prośby, ale i przyjęcia jego dziecięcego daru.

BIOGRAM ŚWIĘTEGO

Taki był Herman, któremu Matka Najświętsza nadała drugie imię Józef – po swoim Oblubieńcu. Co jeszcze o nim wiemy? Czytamy, że urodził się w 1150 r. w Kolonii, że opuścił w wieku dwunastu lat dom rodzinny, że wstąpił do zakonu norbertynów (zwanych też premonstratensami) i zamieszkał w klasztorze Steinfield w Eifel. Niebawem stał się jednym z największych mistyków XII i XIII w. Wiemy, że do jego obowiązków zakonnych należało usługiwanie mnichom w refektarzu (zakonnej jadalni). Herman nie był rad z tego powodu; martwił się, że praca w refektarzu zajmuje mu zbyt wiele czasu i nie ma kiedy się modlić. Wówczas ukazała mu się Matka Najświętsza i pocieszyła go słowami: „Nie ma zaszczytniejszego obowiązku, niż służyć z miłością swoim braciom”. Potem zlecono mu obowiązki zakrystianina i wówczas Herman miał już wiele czasu na umiłowaną modlitwę i kontemplację.

Wiemy jeszcze i to, że Herman próbował ująć w słowa swe maryjne doświadczenie. Ponieważ był świadom, jak ograniczone są ludzkie pojęcia i że trud „racjonalizacji” tego, co poznaje się sercem, zawsze bardziej oddala, niż przybliża przekazywaną prawdę, odwołał się do jedynej formy naszego języka, która potrafi mówić więcej ciszą między wierszami niż użytym słowem – odwołał się do języka poezji. A był wspaniałym poetą, wspaniałe bowiem było jego duchowe doświadczenie. Nazywał Matkę Najświętszą swoją „Różą” i tak zwracał się do Niej w jednym z najpiękniejszych podobno poematów średniowiecza, w którym całkowicie powierzał się Jej opiece.

Herman Józef zmarł w 1241 r. w klasztorze cysterek w Hoven. Kiedy tamtejszym zakonnicom udało się uprosić go, by przybył odprawić dla nich maryjną liturgię, nasz święty był już słaby i stary. Wyruszył jednak w drogę, jak zawsze – pieszo. Współcześni Hermanowi zaświadczają zgodnie, że człowiek ten nigdy nie wsiadł na konia czy do powozu, że zawsze pielgrzymował na piechotę. Tak było i w ostatniej wędrówce, jaką podjął w ziemskim życiu. Z trudem rozpoczął podróż, skrajnie wyczerpany ją ukończył. Przybywszy do Hoven, wskazał laską na miejsce, które mijał prowadzony do klasztoru, i powiedział: „Tu mnie pochowacie”. Kilka dni później oddał ducha Bogu.

Kanonizowany został dopiero w 1958 r. Na portretach widzimy go z Dzieciątkiem Jezus, z jabłkiem, które Mu ofiarował, i białymi różami, które przywołują na pamięć jego nabożeństwo do Maryi jako „Róży Mistycznej”.

Dodajmy, że tytuł ten powróci w objawieniu Matki Bożej w Montichiari w 1947 r. Sama Maryja nazwie się tam Różą Mistyczną, a w swym orędziu wezwie kapłanów na drogę świętości. Może św. Herman Józef kryje się gdzieś w podtekście tego orędzia z włoskiej ziemi?

MODELOWY ŚWIĘTY

Dlaczego papież Pius XII wyniósł go na ołtarze? Wiemy, że kiedy Kościół ogłasza kogoś świętym lub błogosławionym, chce go postawić jako wzór cnót dla współczesnych chrześcijan. Mamy więc prawo zapytać, w czym możemy naśladować tego człowieka żyjącego w XII stuleciu.

Powróćmy do niecodziennego objawienia z dzieciństwa Hermana Józefa. Czego możemy nauczyć się z tej niezwykłej sceny? Po pierwsze, że mamy prawo, a nawet powinność, zwracać się do Maryi w naszych ziemskich potrzebach. Przecież modlimy się w najstarszej modlitwie, jaką Kościół ułożył ku czci Matki Najświętszej: „Naszymi prośbami racz nie gardzić w potrzebach naszych”. Ona jest naszą Matką i pragnie przychodzić nam z pomocą. Jak jednak może nam udzielić swoich łask (tych duchowych, jak i tych materialnych), jeśli o nie nie prosimy? Przypomnijmy sobie objawienie z Rue du Bac z 1830 r., gdzie Matka Boża mówiła o łaskach, które nie docierają z nieba na ziemię, gdyż nikt o nie nie prosi.

Po drugie, Herman uczy nas wdzięczności wobec Matki. Ukazuje, jak należy Jej dziękować za otrzymane łaski. Można zapalić świeczkę lub ofiarować kwiaty – co pragnął uczynić nasz święty. Może jednak najlepiej dać Jej w ofierze coś, co dla nas samych jest ważne. Dla dziecka było to jabłko, dar od mamy, coś, czym mógł się posilić podczas zajęć szkolnych. Jak bardzo musiał wzruszyć Maryję gest wyrzeczenia się przez dziecko czegoś, co dla niego było cenne! 

Po trzecie, Herman uczy nas dobrej teologii. Ofiarowuje jabłko Maryi, by ta dała je Jezusowi. Matka Najświętsza jest drogą do Chrystusa, Pośredniczką do swego Syna, nigdy celem, a zawsze środkiem prowadzącym do Tego, który jest w centrum naszej wiary, który jest przedmiotem naszej miłości, który jest gwarancją naszej nadziei.

Warto może wspomnieć w tym miejscu o maryjno-jezusowej intuicji innego dziecka: afro-amerykańskiego chłopca z nowojorskiego Harlemu. Chłopiec mieszkał w domu opieki prowadzonym przez siostry zakonne. Pewnego dnia zaczął błagać pracowników, by narysowali mu Matkę Bożą. Kiedy jeden z nich zapytał, czy ma mu narysować Maryję z Dzieciątkiem Jezus, chłopiec odpowiedział: „Nie. Wystarczy sama Matka Najświętsza. Dzieciątko Jezus na pewno będzie gdzieś w pobliżu”.

Bądźmy jak mały Herman. Starajmy się być w swej maryjnej pobożności jak dzieci. Przecież Ona naprawdę jest naszą Matką, a my prawdziwie Jej ukochanymi dziećmi! Jej Syn, Jezus, uczy, że aby wejść do Królestwa, trzeba stać się dzieckiem. Dla wielu z nas najlepszą drogą do bycia dzieckiem jest miłość do Matki Najświętszej, która z chrześcijaństwa czyni rodzinny dom i otwiera nasze serca na odnalezienie Jezusa tam, gdzie znaleźli Go Mędrcy: w Jej ramionach.

źródło: „W Ojczyźnie Chrystusa”

Warto przeczytać

Pełny tekst „Żywot świętego Hermana Józefa”: https://pl.wikisource.org/wiki/Żywot_świętego_Hermana_Józefa