Niepokalanie Poczęta z Dzieciątkiem

Marpringen 1876

Marpringen jest niewielką osadą w Zagłębiu Sary liczącą pięć tysięcy mieszkańców. To jedno z niewielu miejsc na ziemi, gdzie w dwóch odległych od siebie pokoleniach żyli ludzie, którzy dostąpili łaski objawień. Najpierw była to trójka dzieci, 123 lata później trzy kobiety w śrenim wieku. Ukazanie się w 1999 roku Matki Najświętszej miało być wypełnieniem zapowiedzi z pierwszych objawień. Maryja zapowiedziała bowiem, że przyjdzie jeszcze raz – w trudnych czasach. Czyżby to były nasze czasy?

Nie był to dobry moment dla nadprzyrodzonych fenomenów. W Niemczech trwał „Kulturkampf”, który nie przebierając w środkach zwalczał wszelkie wpływy religii. Wielu biskupów i kapłanów przebywało w więzieniach, religijne praktyki były ograniczane, manifestujący publicznie swoją wiarę surowo karani.

Jednej tylko religijnej osoby kanclerz Bismark nie mógł sobie podporządkować. Był bezradny wobec Matki Bożej, która nie podlegała przepisom ustanowionego przez niego prawa. Maryja przychodząca „nielegalnie” na jego ziemie mogła być ukarana tylko w jeden sposób: można było postawić kompanię żołnierzy z bronią gotową do strzału i sprawić, że ludzka stopa nie stanie nawet na kilometr od miejsca objawień. Rozumowanie włądzy było poprawne: objawienia Matki Najświętszej stracą sens, bo nikt Jej nie zobaczy, nikt nie usłyszy Jej orędzia. 

Tak właśnie miało się stać w Marpringen. Ale czy papież z Niemiec, Benedykt XVI, nie tłumaczył, że „Niepokalane Serca Maryi jest silniejsze od karabinów i broni wszelkiego rodzaju”? Przypadek Marpringen potwierdza prawdziwość papieskich słów.

Pierwsze spotkanie

Poczynając od września 1876 roku do lipca następnego roku małe Marpingen pojawiło się na ustach tysięcy ludzi z wielu – bliskich i odległych – miejsc. Trzy dziewczynki oznajmiły, że objawiła się im Pani z nieba i obiecała czynić dwie rzeczy: uzdrawiać chorych i nawracać grzeszników. Jednak myliłby się ten, kto by sądził, że tłumy zostały przyciąnięte do Marienprigen przez magnetyzm pierwszej obietnicy. To niezwykłe: więcej ludzi przybyło na miejsce objawień szukając łaski zmiany życia!

Nadprzyrodzona historia Marpringen rozpoczęła się 3 lipca 1876 roku zwykłym codziennym wydarzeniem. W godzinie, kiedy dzwony biły na wieczorny Anioł Pański trzy ośmioletnie dziewczynki wybrały się do lasu zbierać jagody. Kiedy weszły między drzewa Härtelwaldu, rozdzieliły się i zaczęły napełniać jagodami swoje koszyki.

Susanna Leist oddaliła się nieco od swych towarzyszek, gdy nieoczekiwanie zobaczyła przed sobą Niewiastę z Dzieckiem na ręku. Inna niż wszystkie znane dziewczynce kobiety siedziała na gałęzi krzewu i spoglądała na nią z cichym uśmiechem. Miała na sobie lśniącobiałą suknię, a z Jej szyi zwisał zawieszony na niebieskiej wstążce krzyżyk. Trzymało go w rozłożonych dłoniach Dzieciątko, które siedziało na prawym ramieniu Matki. Maleństwo również było ubrane na biało. Twarze Matki i Dziecka tchnęły łagodnością i dobrocią, ale także malowała się na nich głęboka zaduma. 

Susanna spojrzała na Zjawę, pobladła z przerażenia i z krzykiem uciekła, a wraz z nią jej małe przyjaciółki. Wbiegły do domu, który był najbliżej: był to dom państwa Leist. Dzieci z trudem łapiąc oddech zaczęły opowiadać o tym co, zdarzyło się w lesie. Ale rodzice Susanny nie uwierzyli w ich opowieść i zakazali dziewczynkom rozpowiadać o dziwnym zdarzeniu. Jednak małe wizjonerki nie ustępowały. Przekonywały, że nie kłamią, że się nie mylą: widziały Madonnę z Dzieciątkiem.

Pierwsze rozmowy

 Następnego dnia o czwartej po południu dziewczynki wróciły do Härtelwaldu. Milczące i poważne przyszły na miejsce, gdzie widziały Maryję i Jezusa, i zaczęły się modlić. Przy trzecim „Ojcze nasz” zobaczyły przed sobą Matkę Najświętszą. Dwie – Margaret i Catherine. Susanna tym razem nic nie widziała.

Dzieci zaczęły pytać, kim jest niezwykła Pani i czego chce. Odpowiedź była krótka: „Jestem Niepokalanie Poczęta. Módlcie się.” Maryja odpowiedziała na oba pytania, po czym znikła.

Uradowane dzieci powróciły do wioski z nowiną. O ósmej wieczorem były znowu na miejscu objawienia, a wraz z nimi dwie dorosłe panny i kilkoro dzieci. Znów po trzecim odmówieniu Modlitwy Pańskiej pojawiła się przed nimi Maryja z Dzieciątkiem. Powtórzyła im, kim jest, a na pytanie, co mają robić dodała do obowiązku modlitwy: Nie grzeszcie”.

Uzdrowienia

Dnia 5 lipca z Susanną, Margaret i Catheriną przyszedł ojciec tej ostatniej. Nazywał się Hubertus i przyprowadził ze sobą Nikolausa Rektenwalda,od prawie roku nie pracującego z powodu choroby. Znowu miało miejsce objawienie, które przybrało „otwarty schemat”: wszystko działo się jak podczas poprzednich spotkań, ale i tym razem do wypowiedzianych wcześniej słów Maryja dodała coś nowego: powiedziała, że chce, by w tym miejscu zbudowano kaplicę. 

Następnego dnia do Härtelwaldu przyszło już ponad sto sosób. Tym razem rozmowa była dłuższa. Podczas niej pojawiają się słowa Matki Najświętszej, które niepokoją hierarchię kościelną. Na pytanie: „Czy proboszcz powinien tu przyjść?” pada krótka odpowiedź: „NIe.” Taka sama jest odpowiedź na kolejne zapytanie: „Czy powinien tu przyjść probosz z Heusweiler?”. Czyżby Maryja chciała działać poza Kościołem i – inaczej jak w prawdziwych objawieniach – postawiła się ponad hierarchią kościelną? A przecież posłuszeństwo urzędowym przedstawicielom Kościoła (nawet proboszczowi) jest kryterium wiarygodności każdego objawienia! Dotyczy to nie tylko widzących, ale również samej Widzianej!

Właściwa odpowiedź brzmi chyba inaczej. Matka Najświętsza nie chciała widzieć na miejscu objawień nikogo z kleru, pociągnęłoby to bowiem za sobą fatalne skutki. Kościół zostałby natychmiast oskarżonoby go o manipulację i organizowanie nielegalnych zgromadzeń, a kapłan bez wątpienia rychło znalazłby się w więzieniu. Lepiej było, by całe wydarzenie było zainicjowane oddolnie.

Jest jeszcze mowa o budowanie kaplicu, która ma zostać wzniosiona z kamieni przynoszonych przez wiernych. Na koniec pada nieoczekiwane pytanie. Trudno powiedzieć, co zainpirowało dzieci, by zapytać właśnie o to… Może mamy do czynienia z łaską współpiszącą scenariusz objawienia? Bo oto dzieci pytają, czy mają zawołać chorych. A odpowiedź brzmi twierdząco.

Nie trzeba było długo czekać, by z okolic zaczęto przynosić chorych.

Nie trzeba też było długo czekać, by zaczęły się uzdrowienia.

Pierwszą uzdrowioną była Barbara, siostra Kathariny Hubertus, od lat cierpiąca na ból w stopie. Drugim był wspomniany już Nikolaus Rektenwald, który pełen sił powrócił do swej pracy w górach. Jego uzdrowienie odbiło się szerokim echem po okolicy.

Zaskakujący jest sposób uzdrawiania chorych w Marpingen. Maryja poleciła im dotknąć Jej stopy. Dzieci, posłuszne wezwaniu, kładły rękę chorych w miejscu, gdzie widziały stopy Matki Najświętszej… I działy się cuda.

W tym czasie powrócił do parafii proboszcz Jakob Neureuter. Widząc ożywienie wiary wśród powierzonych sobie wiernych zdecydował się nie interweniować. Pomimo tego, że pozostał na uboczu wydarzeń, przez uważających objawienia za oszustwo został niemal od razu uznany za osobę podejrzaną o manipulowanie tym, co dzieje się w jego parafii.

Trudno jednak było kwestionować fakty: uzdrowień było coraz więcej; niebawem liczono je w setki. Wsród przywróconych do zdrowia była m.in. siedmioletnia Magdalena Kirch oraz czteroletni Theodore Loss, którzy stali się przedmiotem prasowych artykułów, a za chwilę agresywnej nagonki przeciwników objawień.

Masowe nawrócenia

Sytuacja dla proboszcza nie była łatwa. Właśnie w maju po dziewięciu miesiącach więzienia na mocy prawa Kulturkampfu biskup Trewiru zmarł. Administratorzy parafii byli pozostawieni sami sobie. Wielu, by uniknąć więzienia, opuściło swoje placówki i uciekło do innych krajów.

Jednak proboszcz nie miał poniekąd innego wyjścia, jak pójść za naleganiami tłumu. Objawiająca się Matka Boża okazała się „dobrym teologiem”: poleciła dzieciom chodzić najpierw na mszę świętą, bowiem objawienia zawsze pozostaną czymś drugorzędnym wobec sakramentu Eucharystii. I ludzie zaczęli masowo przychodzić do świątyni. Poza tym ludzie ustawiali się w długich kolejkach do konfesjonału. Ci, którzy zbierali się wokół miejsca objawień byli powodowani czymś więcej niż ciekawość: szukali nawrócenia, pragnęli zmiany życia. „Dzień był niezapomniany – wspominał proboszcz Neureuter. – Ludzie domagli się sakramentów. Mógłbym siedzieć w konfesjonale dniami i nocami. 

W tym samym czasie miejsce objawień stało się miejscem kultu. W Härtelwaldzie zaczęły się palić świece. Było ich nawet trzydzieści.

„Znak, jakiego nigdy jeszcze nie robiłam”

Trwają uzdrowienia przez „dotyk stóp” Matki Najświętszej… Maryja dodatkowo poleca chorym brać wodę ze źródła. Zapowiada też: „Jutro uczynię znak, jakiego nigdy jeszcze nie robiłam”

W dniu 13 lipca, w czwartek, stał się cud. Na miejscu objawień zgromadziło się ok. 4 tys. ludzi, czekających na nowe uzdrowienia, jednak przede wszystkim chyba na zapowiedziany cud. Nikt się nie spodziewał, że tego dnia do Härtelwaldu przybędzie burmistrz Woytt z kompanią żołnierzy. Znamy nawet ich macierzystą jednostkę: była to ósma kompania czwartego regimentu reńskiego. Kiedy wojsko zbliżyło się do modlących się ludzi, burmistrz polecił żołnierzom załadować broń i nałożyć bagnety. Tłum zawahał się, niepewny, jak się zachować, po czym w pośpiechu zaczął uciekać do wioski. Po godzinie miejsce objawień było puste, ale żołnierze do późnej nocy biegali po Marpingen, bijąc kolbami w drzwi, kradnąc chleb i łóżka. 

Przez kolejne dwa tygodnie żołnierze okupowali wioskę. Mieli uczynić wszystko, by nie dopuścić, by ktokolwiek poszedł na miejsce objawień.

Gdzie zapowiedziany cud? Ten wieczór był bez wątpienia cudem, który obiecała Najświętsza Maryja! Co nim było? Historycy zapewniają, że nikt w tłumie nie podniósł głosu sprzeciwu, że w stronę żołnierzy nie poleciał najmniejszy nawet kamień! Najmiejsza prowokacja oznaczałaby śmierć kilkuset osób. 

Cud stał się w ludziach… Rzeczywiście, Matka Najświętsza nigdy nie dokonała podobnego cudu.

Unicestwić nieprzyjaciół? Po co?

Matka Najświętsza przechytrzyła burmistrza i jego żołnierzy. Härtelwald opustoszał? Owszem, ale opustoszał do końca. Przestała tam przychodzić również Maryja. Przeniosła się wraz ze swymi wiernymi do Marpingen. Odtąd Jej objawienia odbywały się w domu Hubertów, w kościele, na ulicy. W dniu 21 lipca Matka Najświętsza ukazała się w szkole, do której chodziły wizjonerki. To tam odbyła się rozmowa, która ujawnia filozofię nieba: pokazuje, że Bóg nie zajmuje się niszczeniem swoich nieprzyjaciół. Ma o wiele ważniejsze zajęcia. Bóg leczy, uzdrawia i dokonuje nawróceń. Jest Stwórcą, a nie Niszczycielem. To ostatnie inne jest zarezerwowane dla diabła.

Jak wyglądał wspomniany dialog? „Czy Pani jest Matką Bożą? – pytają dzieci? „Tak, jestem Niepokalanie Poczęta.” „Czy uczyni Pani znak, aby rozproszyć wszystkie wątpliowości?” „Jeszcze nie teraz”. Czy chce Pani zniszczyć swooich nierzyjaciół?” Nie po to przyszłam, lecz by uleczyć chorych i nawrócić grzeszników.”

Od tego dnia dzieci widzą Matkę Najświętszą niemal codziennie.

Kolorowi aniołowie i Tron Jezusa

W dniu 9 sierpnia Katherina i Susanna siedziały przed domem, a wraz nimi matka i siostry. Nagle obie dziewczynki zaczęły intensywnie wpatrywać się w niebo. Urzały czterech aniołów. Byli… kolorowi. Jeden był złoty, drugi niebieski, dwa białe. Kiedy przybiegły inne dzieci, z nieba zstąpiło jedenaście aniołów. Wizjonerzy powiedzieli: „Teraz każdy ma anioła stróża”.

Było to czwartej po południu.

Co oznaczają kolory, w których ukazali się aniołowie? Wszystko wskazuje na to, że ich pierwsza czwórka to aniołowie stróżowie czworga dzieci – dwojga wizjonerek i dwojga świadków objawienia. Oznacza to, że jedna dziewczynka miała złotego anioła, druga niebieskiego, dwie pozostałe – białe? Czyżby ich barwy były symbolem drogi życia, na jakich widziała te dzieci Opatrzność Boża? Czyżby w naszych aniołów stróżów została wpisana, zakodowana, konkretna misja – mają prowadzić nas konkretną ścieżką, pomóc nam zrealizować konkretne powołąnie?

Hipoteza wydaje się tym ciekawsza, że wiemy, że dwie wizjonerki wchodząc w życie dorosłe wybrały drogę życia zakonnego. Czy to właśnie przy nich stanęli biali aniołowie, a ich biel symbolizuje czystość podjętą dla Boga? Gdybyśmy znali imiona i dalsze losy pozostałej dwójki dzieci, może poznalibyśmy znaczenie niebieskiego i złotego koloru…

Wróćmy do opisywanego niezwykłego objawienia. Po chwili Susanna i Catherina zobaczyły Matkę Najświętszą z Dzieciątkiem. Chwilę później z nieba zaczął zstępować jasny kształt, podobny do białej gołębicy. Rozległ się głos: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie”. Powtórzył się siedem razy, po czym Matka Boża z Jezusem w ramionach zaczęła zwolna unosić się ku niebu. 

Znamy tę scenę skądinąd. To zakończenie ewangelicznego opisu chrztu Jezusa w Jordanie. W Marpingen mamy jednak coś dodatkowego: Maryję, na której ramionach siedzi „SYn umiłowany”. 

To kolejny teologiczny element objawień z 1876 roku. Maryja pełni w nim rolę tronu Jezusa. Choć tron jest większy, to jednak zasiadający na nim jest w centrum. Tron ma funkcję służebną… Zbawiciel króluje z tronu, którym jest Maryja. To dlatego ikony Maryi z Dzieciątkiem uważa się za ikony Jezusowe, nie Maryjne. A nasza umiłowany obraz jasnogórski to właściwie ikona Jezusa Częstochowskiego, nie Matki Bożej Częstochowskiej.

Nim nasze głęboko teologiczne objawienie dobiegnie końca pojawi się ostatni motyw anielski. Oto dzieci wybiegają na drogę, by obserwować powrót Maryi do nieba. W tym samym czasie z nieba zaczynają zstępować anioły. Im więcej ludzi gromadzi się wokół wizjonerów, tym więcej aniołów schodzi na ziemię. Każdy z obecnych ma anioła przy swoim boku.

Marpingen przynosi nam przesłanie: każdy z nas ma anioła przy swoim boku. Anioła naszego osobistego powołania, naszej własnej drogi do nieba…

Dusza czyśćcowa

W dniu 28 września Matka Boża ukazała się Susannie i Catharinie jako Królowa Aniołów, a tym samym Pani naszych dróg prowadzących do Boga. Maryja była otoczona mnóstwem postaci anielskich, ale przy Niej znajdował się ktoś jeszcze. Jakaś biała postać… Zaczęła towarzyszyć objawieniom. Kiedy nazajutrz rano Susanna ujrzała ją po raz kolejny, zapytała Maryję, czym jest ta nieznana biała postać. Matka Boża uchyliła kolejną prawdę: o istnieniu czyśćca i potrzebie modlitwy za dusze, które w nim przebywają; więcej – o istnieniu komunikacji (znanej nam z życiorysów świętych, ale także z wielu opowieści, nawet naszych rodzinnych) między Kościołem walczącym – nami, żyjącymi na ziemi – i Kościołem cierpiącym – ludźmi, którzy po śmierci przygotowują się w czyśćcu do wejścia do nieba odpowiedziała. Maryja odpowiedziała Susannie: „To jest pewna biedna dusza”. Kolejne pytanie brzmiało: „Co można dla niej zrobić? Wówczas Maryja poradziła, by się za nią pomodlić. Kiedy dzieci odmówiły modlitwę za duszę czyśćcową, postać znikła. Nie pojawiła się już nigdy. Przez modlitwy dzieci poszła do nieba?

Odemknięty pierwszy rozdział

Po objawieniach z lat 1876-1877 Marpingen ponownie stało się cichą osadą. Z jedną różnicą. Na miejscu objawień mieszkańcy wioski zbudowali kaplicę na cześć Matki Najświętszej i pielgrzymowali do źródła, które zostało pobłogosławione przez Maryję. 

Po zakończeniu „Kulturkampf” władze Kościoła nie zakazały wierzącym pielfrzymowania na miejsce objawień. Nigdy jednak nie uznały Marpingen za miejca pielgrzymkowego. Kaplica pozostała lokalną świątynią odwiedzaną przez mieszkańców wioski i przybyszów z Zagłębia Sary. Dla teologów stanowi jedyne w swoim rodzaju fenomen: jeśli objawienia są prawdziwe, to po raz pierwszy w historii Matka Najświętsza ukazuje się jako Niepokalanie Poczęta nie sama, ale z Dzieciątkiem Jezus! Dotychczas Maryja Niepokalanie Poczęta zawsze ukazywała się sama. Tak też przedstawiają Ją obrazy i figurki; mówi się nawet o typie „Maryi Niepokalanej”: to Matka Boża bez Dzieciątka, w postaci stojącej, z dłońmi złożonymi do modlitwy, zazwyczaj w białej szacie przepasanej niebieską szarfą. Marpingen dodaje dotego obrazu coś nowego: w Jej przywilej wolności od grzechu zostało wpisane Boskie macierzyństwo. Czy nie o tym mówi formuła dogmatyczna z 1854 roku: „Maryja została zachowana od wszelkiej skazy winy pierworodnej ze względu na przyszłe zasługi swego Syna…”

Ale Marpingen nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa. Po 123 latach miała spełnić się obietnica Matki Najświętszej, która pod koniec swych objawień w 1877 roku powiedziała jeszcze trójce dzieci: „Przyjdę znowu w bardzo trudnych czasach”. Kiedy nadeszły, Marpingen znowu stało się miejscem maryjnych objawień…

Część druga: https://sanktuaria.maps24.eu/item/matka-boza-w-marpingen/

źródło: Wincenty Łaszewski ŚWIAT MARYJNYCH OBJAWIEŃ 100 spotkań z nadprzyrodzonością Duchowy przewodnik po objawieniach Matki Boże

Adres

Nasz Adres:

66646, Kapellenweg, 66646 Marpingen, Niemcy