Pogromczyni szatana

Rzym 1884

Jest dzień 13 października 1884 r. Ojciec Święty zakończył właśnie odprawianie Mszy świętej w jednej z prywatnych kaplic watykańskich. Stał jeszcze na stopniach ołtarza, gdy nagle jego twarz poszarzała i po chwili zwierzchnik katolickiego Kościoła runął nieprzytomny na ziemię. Wszystko wskazywało na nagły atak serca lub wylew. Ale przyczyną upadku nie była żadna choroba. W momencie kiedy Papież kończył sprawowanie liturgii, Bóg pozwolił mu ujrzeć w widzeniu przyszłość jego umiłowanego Kościoła. Ojciec Święty pięć minut leżał nieprzytomny, by odzyskawszy świadomość, zwrócić się do otaczających go prałatów: „O, jak przerażający obraz dane mi było zobaczyć!”. Wiemy, że papieżem, który dostąpił tej przerażającej łaski, był Leon XIII. Domyślamy się, że Tą, która pozwoliła mu oglądać przyszłe losy Kościoła, była Najświętsza Maryja Panna.

Cóż takiego ujrzał papież Leon? Z wypowiedzi, którymi dzielił się z otoczeniem, wynika jasno, że przedmiotem objawienia było sto najbliższych lat, podczas których panowanie szatana sięgnie szczytu. Papież był wstrząśnięty wielkością zniszczeń moralnych i duchowych, jakie dotkną nie tylko świat, ale także sam Kościół. Ten czas, o którym mówiła wizja, miał się wypełnić w XX stuleciu. Ojciec Święty był tak głęboko poruszony tym, co zobaczył, że ułożył modlitwę, którą polecił odmawiać wszystkim kapłanom na zakończenie Mszy świętej, gdziekolwiek by była ona sprawowana. W ten sposób chwila ukazania rozmiaru diabelskich zniszczeń była czasem, kiedy do nieba uderzała modlitwa błagalna o ocalenie. Wprawdzie Sobór Watykański II przy okazji reformy liturgii zniósł obowiązek odmawiania ułożonej przez papieża Leona modlitwy, są jednak miejsca, gdzie rozlega się ona po każdej celebracji Eucharystii. Gdy staniemy na przykład w sanktuarium fatimskim w Zakopanem, po Mszy świętej będziemy odmawiać mało już dziś znaną modlitwę. Przypomnimy sobie wówczas, że właśnie w tym momencie, tuż po zakończeniu liturgii, różańcowy papież Leon miał widzenie, które dotyka naszego życia…

WIELKA MODLITWA LEONA XIII

Jak brzmi ta modlitwa, będąca egzorcyzmem, posiadająca moc odparcia wszystkich ataków Złego? Nie, nie jest to modlitwa do Matki Najświętszej. To prośba zanoszona do św. Michała Archanioła.

„Święty Michale Archaniele, wspomagaj nas w walce, a przeciw złości i zasadzkom szatana bądź naszą obroną. Niech go Bóg pogromić raczy, pokornie o to prosimy. A Ty, Książę wojska niebieskiego, szatana i inne złe duchy, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła. Amen.” 

Modlitwa ta może się nam wydawać dziwna i budzić w nas zażenowanie. Te wszystkie bezpośrednie odwoływania się do złego ducha i szatana nie przechodzą łatwo przez gardło współczesnym. A jednak było w tej modlitwie coś nie tylko z prawdy, ale i z egzorcyzmu! Wystarczy przypomnieć, kiedy dosłownie wszystkie patologie społeczne i wypaczenia moralne nabrały rangi „prawa”. Stało się to z końcem lat sześćdziesiątych XX w., a więc kilka lat po tym, jak zaprzestano odmawiania tej modlitwy. Może to coś więcej niż zbieg okoliczności?

DOMNIEMANE OBJAWIENIE

Na razie nic nie słyszymy o Maryi. Bohaterem wizji Leona XIII jest Michał Archanioł, nie Matka Najświętsza. Mamy jednak co najmniej dwa powody, aby uważać, że przyszłe losy Kościoła ukazała papieżowi właśnie Matka Najświętsza i że to właśnie Ona wskazała na rolę Michała, który w księdze Apokalipsy dowodzi wojskiem anielskim w zwycięskiej walce z szatanem i jego armią składającą się z diabłów i ludzi, którzy stali się najemnikami piekła. Powód pierwszy to wielka maryjna dominanta pontyfikatu tego papieża. Trudno oprzeć się wrażeniu, że istnieje bliski związek łączący wizję uwolnionego na sto lat szatana i wydania przez papieża Leona aż dwunastu encyklik maryjnych, ściśle mówiąc, różańcowych. Skąd wzięłoby się u papieża aż tak uporczywe nawoływanie do odmawiania różańca i oddawania czci Matce Bożej, jeśliby objawienie z 1884 r. nie miało maryjnej dominanty? Logika każe nam twierdzić, że to Ona była autorem owej straszliwej wizji i że to Ona wskazała na Michała Archanioła jako tego, który będzie dowodził zwycięskim wojskiem. Ale wojsko to walczy pod niebieskim sztandarem Maryi, a jego bronią jest różaniec.

NAWIĄZANIE DO OBJAWIEŃ W QUITO?

Zanim przyjrzymy się, w jaki sposób Ojciec Święty Leon XIII związał swój pontyfikat z Matką Bożą Różańcową, przyjrzyjmy się krótko drugiemu argumentowi. Jest nam on o tyle bliski, że odwołuje się do znanych nam już objawień z Quito. Okazuje się, że uczynienie Maryi autorką wizji z Michałem Archaniołem na pierwszym planie nie jest czymś nowym.

Już raz Maryja ukazała postać Pogromiciela Szatana. Przypomnijmy sobie objawienie, które było udziałem siostry Marianny de Jesus Torres y Berriochoa w ekwadorskim Quito w 1584 r. Co ciekawe, te XVI-wieczne objawienia mówiły o tym samym, co stało się przedmiotem wizji Leona XIII: zapowiadały czas wielkiego kryzysu Kościoła w wieku XX i okres panowania szatana. To bardzo znacząca uwaga – w objawieniach, które wiążą się z dziejami Kościoła w XX w., Matka Najświętsza wskazuje na rolę Michała Archanioła. Bo i w Quito znalazło się odwołanie do tego świętego anioła jako do wodza wspomagającego nas w walce z atakami szatana (opisując tamte objawienia, nie wspomnieliśmy tego wątku, nie wiąże się on bowiem do końca z naszym tematem). 

DOWÓD Z PRZYSZŁOŚCI

Kłamliwe byłoby proste stwierdzenie, że wszystko, co Leon XIII napisał o Maryi Różańcowej, nosi późniejszą datę. O różańcu pisał papież po raz pierwszy w dniu 1 września 1883 r., a więc rok przed wizją kryzysu Kościoła. Do 13 października 1884 r. zdążył napisać trzy dokumenty różańcowe (dwie encykliki i jeden list apostolski). Odnosi się jednak wrażenie, że właśnie one otworzyły drogę objawieniu z 1884 r. Matka Najświętsza ujrzała w Leonie XIII swego gorliwego czciciela, który – właściwie ukierunkowany – może przyczynić się do ocalenia Kościoła zaatakowanego przez szatana. Rzeczywiście, teksty które pisał Ojciec Święty po 13 października 1884 r., nabierają zdumiewającej precyzji, jakby ogniskował je jeden cel ukazany papieżowi. Przez kogo? Przez jego Zwierzchnika, a więc przez niebo!

Pomińmy balast tytułów i dat poszczególnych dokumentów papieskich i od razu zanurzmy się morze różańcowych nauk Leona XIII.

Papież pisze: „Z wielkiego skarbca wszystkich łask danego nam przez naszego Pana – łaska bowiem i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa – nic nie przychodzi do nas inaczej jak przez pośrednictwo Maryi, taka jest bowiem wola Boga”. Dlatego trzeba do Niej się uciekać, Jej pomocy przyzywać, Ją błagać o opiekę: A ponieważ „naszą największą nadzieję pokładamy w różańcu, jako że on, więcej niż inne środki, może uzyskać u Boga pomoc, jakiej potrzebujemy”, więc trzeba nam sięgnąć po różaniec. Przecież „nabożeństwo do Dziewicy (pod tytułem Królowej Różańca Świętego) przynosi pomoc we wszystkich potrzebach naszych czasów. Dlatego życzymy sobie, aby to nabożeństwo zostało wszędzie ożywione i silniej umocnione wśród wiernych całego świata (…)”. Leon XIII jest głęboko przekonany, że najlepszą drogę, by dojść do Boga przez Maryję, stanowi właśnie różaniec: „Dlatego specjalnie wspominamy po imieniu i zalecamy różaniec. Popularny język nadał nazwę «korony» tej formie modlitwy, która przywołuje nam na pamięć wielkie tajemnice Jezusa i Maryi zjednoczonych w radościach, cierpieniach i triumfach. Kontemplacja tych czcigodnych tajemnic, rozważanych w ich należnej kolejności, daje wiernym cudowne umocnienie wiary, broni ich przed błędem i pokrzepia ich dusze”. Bowiem „różaniec daje łatwy sposób wnikania w główne tajemnice religii chrześcijańskiej i wyciśnięcia ich w naszej pamięci”. Konsekwentnie, różaniec – jako środek odsłaniający tajemnice wiary – jest narzędziem wychowawczym i edukacyjnym: „Aby odwrócić narastające niebezpieczeństwa obojętności religijnej swoich dzieci, Kościół ma w zwyczaju szukać niezawodnego wsparcia wiary w różańcu Maryi”. Przecież pobożne jego odmawianie i rozważanie jego tajemnic może uleczyć rany nawet całych społeczeństw. „Na takie zło – pisze papież – szukajmy zaradczego środka w różańcu (…). Jesteśmy przekonani, iż różaniec, jeśli jest odmawiany pobożnie, może służyć dobru nie tylko indywidualnych osób, ale i całego społeczeństwa”. Dodaje: „Któż nie dostrzeże, jak wielka i bogata jest zbawcza moc świętego różańca Maryi i jakie godne podziwu lekarstwa może z niego otrzymać dzisiejsze społeczeństwo, by uleczyć swe choroby i nie dopuścić do ich nawrotu?”.

Dla papieża Leona XIII różaniec jest najlepszym narzędziem umacniania wiary; przez rozmyślanie nad jego tajemnicami rozpraszają się cienie ignorancji i maleje ryzyko popadnięcia w błędy.

Cel, który Leon XIII wiązał z propagowaniem różańca, jest już dla nas jasny: modlitwa różańcowa nie tylko pozwoli poznać lepiej prawdy wiary i umocni je w sercach, ale i ożywi w ludziach pragnienie naśladowania Matki Bożej, przez co otworzy się przede nimi Królestwo Boże. Otrzymamy to, co jest obiecane w tajemnicach wiary – życie wieczne w zjednoczeniu z Bogiem!

Leon XIII porusza te wątki każdego roku swego pontyfikatu. W 1897 r. pisze na przykład: „Nie pozostawimy was bez naszego listu, ponownie wzywając z największą żarliwością, abyście przez odmawianie różańca przyczyniali się do wspierania zarówno siebie, jak i Kościoła powszechnego w jego potrzebach”.

Właśnie temu papieżowi zawdzięczamy piękną definicję różańca: „To wspaniały wieniec z Pozdrowienia Anielskiego uwity, Modlitwą Pańską przeplatany, z obowiązkiem rozmyślania złączony, najpiękniejszy sposób modlitwy… i do zdobycia żywota wiecznego szczególnie skuteczny”.

Na tę wyjątkową skuteczność wskazała w Fatimie sama Matka Najświętsza, kiedy powiedziała o Franciszku, że musi odmówić wiele różańców. Wiemy, że chłopiec potraktował słowa Maryi bardzo poważnie. Jak pisze Siostra Łucja we Wspomnieniach, Franciszek wołał: „«O moja droga Pani, tyle będę odmawiał różańców, ile będziesz chciała!». I od tej chwili zwykle się od nas oddalał, jak gdyby szedł na spacer. Gdy go wołałam i pytałam, co robi, podnosił rękę i pokazywał mi różaniec. Jeżeli go prosiłam, aby przyszedł się bawić z nami, a później z nami się modlić, odpowiadał: «Potem też będę się z wami modlił. Czy nie pamiętasz, że nasza Pani powiedziała, że muszę odmawiać dużo różańców?»”.

KRES PANOWANIA SZATANA W 1984 R.

Wprawdzie szczegóły wizji Leona XIII nie są nam bliżej znane, ale zawarte w niej treści zostały dobrze udokumentowane przez historię. Przekonuje nas nie tylko czarna statystyka XX w. Mówi też o tym data ogłoszonego w objawieniu kresu władzy szatana.

Zgodnie z zapowiedzią, którą otrzymał papież Leon XIII, koniec panowania szatana wyznacza rok 1984. Od razu pytamy, cóż takiego się wówczas wydarzyło. Otóż tamtego roku papież Jan Paweł II poświęcił Rosję i świat Niepokalanemu Sercu Maryi. Dodajmy, że szatan uczynił wszystko, by do tego nie dopuścić. Najpierw zamach w dniu 13 maja 1981 r., który zmusił Matkę Najświętszą do bezpośredniej interwencji, by papież Wojtyła nie zginął i doprowadził do kresu panowanie zła w świcie. Potem udaremnienie skutecznego zawierzenia Rosji i świata w 1981 r. W 1984 r. diabłu udało się już tylko wyłączyć mikrofony w najważniejszym momencie aktu zawierzenia odmawianego przez papieża.

Ale poświęcenie zostało dokonane zgodnie z żądaniami nieba. Natychmiast pojawiły się Boże jaskółki nieoczekiwanych przemian w krajach opanowanych przez zło. Można je było dostrzec już rok po zawierzeniu – w 1985 – bowiem właśnie wtedy władzę w imperium radzieckim obejmuje Michaił Gorbaczow, późniejszy „autor” zmian w krajach socjalistycznego bloku i świadek roli Papieża w tych przemianach. Następne znaki pojawiają w 1987 r. – w czasie trwania Roku Maryjnego. Mówił o tym abp Tadeusz Kondrusiewicz podczas pierwszej w historii pielgrzymki rosyjskiej do Fatimy: w wygłoszonej homilii zaświadczył, że „w przemianach w Rosji nastąpił niezwykły impet od 1987 – od Roku Maryjnego”! Dwa lata później zakończyła się epoka komunizmu, a rozpoczął się zapowiedziany przez Matkę Bożą Fatimską „powolny proces” nawrócenia Rosji.

W ciągu dziesięciu lat upadło 87 dyktatorskich rządów, upadł Mur Berliński, Europa Wschodnia i Środkowa została wyzwolona z komunizmu…

Dodajmy, że w tamtym czasie żadne pismo ani żadna stacja telewizyjna nie chce pisać o roli Maryi (i aktu poświęcenia) w przemianach, które zaistniały w świecie. Środki masowego przekazu skupiają się znów na medialnych faktach: piszą o polskiej Solidarności, opisują upadek Muru Berlińskiego, rozprawiają o aksamitnej rewolucji w Czechach. Nikt nie pyta o prawdziwą przyczynę tego cudu. Ale my znamy odpowiedź. Zaś data 1984 odsyła nas do wizji Leona XIII: tego roku miało się skończyć panowanie szatana. I skończyło się! Choć nie skończyła się walka Maryi ze swym odwiecznym wrogiem. Wielka bitwa została wygrana… czekają nas jednak następne.

OBJAWIENIE JEDNAK MARYJNE?

Podnieśmy raz jeszcze pytanie: Czy objawienie stuletniego panowania szatana było Maryjne? Intuicja wiary i analiza pism papieża Leona każe nam udzielić odpowiedzi twierdzącej. Jeśli powiemy „nie”, obraz pontyfikatu Leona XIII stanie się mało czytelny, a maryjność Papieża, który przeprowadził Kościół przez rok 1984, pozbawiona znaczenia. Z tym ostatnim zaś na pewno nie możemy się zgodzić. Jest to jednak temat na inną opowieść…

źródło: Wincenty Łaszewski ŚWIAT MARYJNYCH OBJAWIEŃ 100 spotkań z nadprzyrodzonością Duchowy przewodnik po objawieniach Matki Bożej

Media

Adres

Nasz Adres:

Rzym, Bazylika